niedziela, 26 marca 2017

pieczarki panierowane / panierowane i smażone kapelusze pieczarek

Ciągle szukam alternatyw dla dań mięsnych (w mojej kuchni mięso gości coraz rzadziej). Przyczyny?! Świadomość tego skąd pochodzi większość produktów mięsnych, które możemy nabyć. W głównej mierze rozchodzi mi się o to jak żywione  i traktowane są zwierzęta. Daleko mi do konsumpcjonizmu, uważam że jedzenie jest po to, aby dostarczyć organizmowi energii i siły do działania, a nie po to aby się obżerać i je marnować.

Dziś jeden z dodatków do obiadu,  które przygotowuje jeśli dostanę duże pieczarki.  Małe również można przygotować w tez sposób, ja jednak wolę duże bo imitują mi kotlety schabowe. Wychowałam się na niedzielnych schabowych - teraz przynajmniej czasami taki zamiennik ląduje na moim talerzu.
Jeśli pieczarki mamy świeże i szczelnie opanierowane - wychodzą wilgotne i miękkie w środku z chrupiącą panierką na zewnątrz.

Składniki:
kilka dużych kapeluszy pieczarkowych (ja miałam 6)
3 jajka wiejskie (ja miałam mniejsze)
około szklanki bułki tartej - bułki wedle uznania, w zależności jak grubą panierę lubimy
sól
papryka ostra w proszku
olej do smażenia

Wykonanie:
Pieczarki myję pod bieżącą wodą. Osuszam i solę oraz posypuję ostrą papryką w proszku. Do jednej miski wsypuję bułkę tartą, w drugiej roztrzepuję widelcem jajka. Obtaczam pieczarki najpierw w jajku, a później w bułce tartej. Wrzucam opanierowane kapelusze na rozgrzany na patelni olej. Smażę pieczarkowe kapelusze z obu stron, aż panierka będzie miała złoty kolor. Oczywiście uważam, aby nie przypalić panierki.

Smaży pieczarkowe kapelusze tak, aby były miękkie i wilgotne w środku i uważamy, aby nie przypalić panierki na zewnątrz.

* do bułki w której panierujemy pieczarki, możemy dodać ulubione zioła.

sobota, 25 marca 2017

zupa krem z brokuła podana z duszonymi pieczarkami i prażonymi orzechami włoskimi

 Zupy kremy obok tradycyjnych zup goszczą w mojej kuchni bardzo często. Marchewkowa,  grochowa, czosnkowa, kukurydziana czy brokułowa. Takie zupy to dla mnie wybawienie, jeśli obiad ma natychmiastowo wylądować na talerzu. Takie zupy podaję z różnymi dodatkami, dzisiejsza brokułowa została podana z pieczarkami poduszonymi na maśle i orzechami włoskimi. Jak dla mnie dodatki do zupy były idealnie skomponowane - nie tylko pod względem smaku, ale i jako zbilansowany posiłek, dostarczający wszystkiego czego nasz organizm potrzebuje.
 
Nasza dieta powinna być zbilansowana i racjonalna, u mnie goszczą różne produkty spożywcze w tym i brokuły (nie tylko gotowane), ale i w postaci właśnie zup. Dziś przepis na jedną z nich.
 
 Co zawierają brokuły, że warto je konsumować?
Brokuły podobno zawierają  składniki pomagające organizmowi radzić sobie z substancjami potencjalnie rakotwórczymi. Zawierają też na dobrym poziomie, wiele innych substancji odżywczych czyli solidną porcje błonnika pokarmowego, przyjazną kością witaminę K, antyutleniającą witaminę C, chroniące oczy karotenoidy: luteinę, zeaksantynę.
Składniki:
2 brokuły (każdy miał u mnie 500g)
3 większe ziemniaki
duża cebula
sól
ostra papryka w proszku
garstka orzechów włoskich
kilka pieczarek
3 łyżki masła
 
Wykonanie:
Brokuły płuczę dzielę na kawałki. Trzonki każdego obieram z grubszej wierzchniej warstwy. Ziemniaki obieram, płuczę i kroję w kostkę. Cebulę obieram i siekam w kostkę. Warzywa układam w garnku, zalewam wodą (wody tyle, aby przykryła warzywa). Dodaję do garnka dwie łyżki masła i solę do smaku. Gotuję wszystko do miękkości około 20minut. W tym czasie podprażam na suchej patelni posiekane orzechy włoskie. Następnie obieram pieczarki, kroję w plasterki i duszę je na patelni na łyżce masła do miękkości. Ugotowane warzywa miksuje w blendrze na gładką i jednolitą masę.
Rozlewam zupę na talerze, dekoruję ją podprażonymi orzechami włoskimi i podduszonymi pieczarkami. Na koniec wierzch zupy posypuję ostrą papryką w proszku.
 
*przed blendowaniem zupy możemy odłożyć kilka kawałków ugotowanych różyczek brokuła do dekoracji zupy.

 

 

czwartek, 23 marca 2017

"Apetyt" Phillipa Kazana - czyli powieść nie tylko o człowieku obdarzonym geniuszm kulinarnym, ale i o walce o swoje marzenia i uczucia!!!

"Apetyt" to książka, którą osoby lubiące gotować, gotujące czy takie ,które fascynuje gotowanie powinny przeczytać (choć nie tylko one bo lektura tej książki może pobudzić naszą wyobraźnię :) Jednak jeśli chodzi o mnie ta książka, niczym mnie nie zaskoczyła, w zachwyt też nie wpadałam.........jednak była to lektura, przy której miło spędziłam czas..... choć miałam kilka takich momentów, że chciałam książkę odłożyć, bo opisy miejsc i ludzi  spowalniały mi narrację.....domyślałam się miejscami co się wydarzy....ale  były miejsca, że opisy mi się podobały i chłonęłam wtedy każde słowo.
Co do "Apetytu" kilka lat temu byłabym tą książką zachwycona (teraz kiedy już coś widziałam czytałam) w zachwyty wpadam coraz rzadziej! Napiszę jednak, że ta książka w swoim gatunku to bardzo dobra powieść.
Powieść oryginalna bo głównemu bohaterowi zostały nadane cechy raczej niespotykane w literaturze - jest wrażliwy na smaki i zapachy, co poczyniło go osobnikiem o niezwykle bujnej wyobraźni. Plus dla autora książki, że tak zgrabnie udało mu się połączyć w książce wątki historyczne, z powieścią obyczajową i wpleść w to wszystko jeszcze tematykę kulinarną. Ale co do tej tematyki kulinarnej nic zaskakującego, bo Philip Kazan w swoje doświadczenie życiowe wpisane ma takie profesje jak krytyk kulinarny czy właściciel restauracji. Dodatkowo autor w książce zgrabnie połączył proporcje czyli pasję , miłość czy sztukę - czytając nie miałam przesytu, że czegoś jest za dużo. Ciekawie zostały wplecione w fabułę historyczne postaci, które były znaczące dla włoskiego renesansu m.in.Leonardo da Vinci, Sandro Boticelli, Medyceusze czy rodzina Borgiów.
Fabuła książki nie jest jakaś wymyślna....bo jak wielu książkach (tak i w tej książce) bohater przeżywa nieszczęśliwą (choć odwzajemnioną miłość) i to ona daje mu chęci do życia, staje się motorem jego życia.
Główny bohater książki młody niezbyt bogaty florentyńczyk (syn rzeźnika) o imieniu Nino zakochuje się w swojej przyjaciółce Tessinie z okresu dzieciństwa. Jednak jak to w życiu i na kartach książek bywa, nie jest im dane bycie razem. Przeszkodą staje się leciwy baron z którym rodzina Tessiny postanawia ją zaręczyć. Później mamy kilka przypadkowych spotkań i potajemnych schadzek i to wszystko na co może pozwolić sobie para zakochanych. Los oboju nie sprzyja, a po fortelu w który został wplątany Nino, zmuszony jest uciekać z Florencji.
Ucieczka Nina z Florencji daje zaczątek przygód, które zaprowadzą go, aż do kuchni samego papieża.

 
Jednym z motywów, rzeczy opisanych w książce, które są stare jak świat  to namiętności, które zazwyczaj targają ludźmi i to prowadzi ich do sukcesu, albo porażki. Namiętności, które stały za Ninem doprowadziły go do sukcesu (choć nie od razu). Pierwsze zrodziły się po śmierci matki, kolejne z niemożności zaspokojenia uczucia do Tessiny (miłości jego życia). Nino zatracał swoje smutki w gotowaniu. Ciekawie według mnie było opisane w książce szukanie przez głównego bohatera smaku idealnego. Czasem poczynania kuchenne Nina wywoływały uśmiech na mojej twarzy - miałam wrażenie, że ta jego pasja gotowania trąci, zakrawa na całkowitą obsesję na punkcie łączenia, mieszania i próbowania wszelkich dostępnych produktów spożywczych. Sam Nino na kartach powieści powiedział o swoim gotowaniu: "Niektóre potrawy wychodziły mi dobrze, innych nie przełknął by nikt poza mną. Wyrzucając kolejne dania z rzędu, Carenza straciła do mnie cierpliwości i zabroniła mi wchodzić do kuchni. Wówczas kompletnie odechciało mi się jeść, zacząłem kosztować rzeczy , których nikt inny by nie jadł: żelazną zasuwę w oknie, lakier na ramie łóżka, pajęczyny". Innym razem Nino spróbował jak smakuje śmierć: "W pokoju unosił się zapach potu, lawendy, tymianku i nocnika: gdy ksiądz pchnął mnie lekko w stronę ciała, a ja ukląkłem przy łóżku, ująłem jej palce, które zdążyły już ostygnąć i podniosłem je niechętnie do ust, jej skóra pachniała dokładnie tym samym. Dotknąłem wargami żył wybrzuszających grzbiet jej dłoni i zrobiłem to co zawsze: polizałem i posmakowałem skóry".
Ja znalazłam w postaci Nina bratnią duszę i podobieństwo do siebie. Sama czasem mam zapędy, aby mieszać w kuchni wszystko z wszystkim, ale się powstrzymuje bo o ile ja bym skonsumowała efekt końcowy moich poczynań kuchennych, o tyle moi współbiesiadnicy niekoniecznie.  Ciekawi mnie smak bardzo wielu rzeczy, jeśli nie spróbuję czegoś to przynajmniej jestem ciekawa zapachu.....przedmiotu, rzeczy czy miejsca....
Większość ludzi nie zastanawia się nad tym jak dana rzecz smakuje.....na pewno jednak nie wielu to robi (przyglądając się poczynaniom kulinarnym głównego bohatera, na pewno zastanowimy się jeśli tego wcześniej nie robiliśmy, że wszystko ma swój niepowtarzalny i wyjątkowy smak - pieczeń, owoce, przyprawy. Nino, nasz wirtuoz kulinarny powieści twierdzi, że cegły, pajęczyny czy śmierć mają swój smak, a raczej, że śmierć go akurat nie ma.....Ja jednak nie zachęcam do takich eksperymentów!!!
Przy czytaniu książki nachodziły mnie refleksje -czym jest dla większości gotowanie? Doszłam do wniosku, że dla większości jest czynnością przyziemną starą jak świat (trzeba jeść by żyć i funkcjonować). To, że coś już jest smaczne to już sprawa drugorzędna, choć w czasach konsumpcjonizmu niekoniecznie. Dla bohatera książki gotowanie było sztuką. Dla mnie gotowanie poniekąd jest sztuką, bo podanie na stół jakiegokolwiek dania, które będzie perfekcyjnie i własnoręcznie ugotowane jest na pewno sztuką!!!!
 
Opis z tyłu okładki głosi "W XV -wiecznej Florencji, mieście zmysłów każdy jest artystą. Młody Leonardo Da Vinci uczy się mieszania pigmentów, a Nino Latini łączy cynamon, pieprz, gałkę muszkatołową i wanilię....." Cóż pod takim kątem nigdy nie patrzyłam na malarstwo i kulinaria. Czasem zabierając się za książki innego gatunku, niż preferujmy, możemy spojrzeć na coś zupełnie inaczej niż dotychczas. Chyba na tym polega magia czytania.
 
 Często czytając daną książkę utożsamiam się z bohaterami, z niektórymi się identyfikuje, jedni budzą moją sympatię inni po prostu denerwują (często nie ważne czy dana książka to fikcja literacka czy prawdziwe wydarzenia). Z każdej czytanej książki staram się coś wynieść czy zapamiętać.
Poniżej jeden z wielu fragmentów "Apetytu", który dał mi do myślenia:
"Mama obserwowała mnie, zawsze stojąc na progu. Zganiła mnie za to, że spróbowałem środka do czyszczenia miedzi, lecz przeważnie pozwalała mi robić to na co miałam ochotę, pod warunkiem, że nie było to nic szczególnie szalonego ani niebezpiecznego....."
Co mnie skłoniło do refleksji, kiedy czytałam ten fragment w książce ? Sama nie mam dzieci, ale jeśli bym je miała postępowałabym tak jak matka głównego bohatera wychowując swoje pociechy. Sama byłam przecież dzieckiem i wiem ile bym dała, aby móc robić daną rzecz (która mi w żaden sposób nie szkodziła, tym bardziej nikomu wokół. Za to często nie tyle przez rodziców, ale przez osoby w mojej rodzinie byłam ganiona (wpajano mi, że tego czy tamtego się nie robi, albo czegoś w dany sposób się nie robi - a często robienie danej czynności czy wykonywanie czegoś nie wpływało na efekt końcowy. Tak jak w matematyce jedno zadanie, kilka sposobów jego wykonania i wynik ten sam.
 
Co dała mi ta książka, czego mnie nauczyła, co z niej wyniosłam?  Powieść ta to nie tylko opowieść o człowieku obdarzonym nieprzeciętnym geniuszem kulinarnym, ale opowieścią o walce o własne marzenia i uczucia. Wiem na pewno, że aby wygrać jedno i drugie w życiu trzeba być prawdziwym szczęściarzem. Jednak niczego zazwyczaj nie dostajemy za darmo - ja czytając tę książkę po raz kolejny przekonałam się, że determinacją i ciężką pracą możemy osiągnąć wszystko.
 
Co mnie ujęło w książce? Po raz kolejny tym razem czytając właśnie "Apetyt" ,przekonywałam się, że na świat należy patrzeć przez pryzmat ulotnych chwil, których na co dzień nie dostrzegamy. Poza tym podobał mi się sposób w jaki autor w książce pisze o tym, że dania pachną domem do którego wracamy, że potrawy smakują w zależności w jakim stanie ducha się znajdujmy, przywołują miejsca w których byliśmy czy zależą od tego ile serca włożyliśmy w przygotowanie posiłku.

Poniżej kilka fragmentów z "Apetytu", które są kwintesencją tego od czego zależy dobre jedzenie i z czym nam się ono kojarzy, jak przywołuje ono wspomnienia:
*"Było to danie, które gotowała Carenza......, Pachniało domem i szczęśliwym powrotem do domu z długiej podróży.....";
 
*"...bo to jak coś smakuje, zależy od naszego stanu ducha.....wszystko jest relatywne i zależne od naszych zmiennych predyspozycji, nieskończenie zróżnicowane";
 
*"Wszystko pyszne szczere i proste. Nie dbając o humory zjadłem rybę, wysysając każdą ość, i popiłem gęstym pikantnym wiejskim czerwonym winem z okolicznych gór. Czułem na języku smak miasta i okolic: ryba pływa w rzece, która przecięła mi drogę, oliwki rosły dwa kroki stąd, świnia ryła w lesie, przez który przejeżdżałem, a orzechy obwąchiwanych przez nią pinii zdobiły kiełbaski z jej mięsa. Jadłem esencję tej ziemi. Miasto pozostanie dla mnie na zawsze bezimienne, lecz nawet teraz potrafię, lecz nawet teraz potrafię odtworzyć je we wspomnieniach, bowiem nie zapomniałem żadnego z jego smaków",
*"Tysiące razy przyprawiałem mięso w ten sposób. Lecz teraz poczułem coś więcej. Duszę. Coś co wprawia naszą duszę w ruch i czyni nas żywymi istotami."

Czego nie lubię gdy promuje się daną książkę?
Nie lubię na okładkach książek rekomendacji znanych osób, często takie książki mnie odstraszają......ale często przed kupnem książki czytam w księgarni fragmenty i dopiero decyduję. Nie znoszę także porównań nowości wydawniczych do klasyki literatury. Porównanie "Apetytu" do "Pachnidła"?! - hm pierwszą z nich czytałam z przerwami, dla drugiej dawno temu zarwałam noc. Dla mnie jest różnica, ale są różne gusta czytelnicze.
Choć muszę przyznać, że do mnie opisy w "Apetycie" związane z zapachami i zmysłem węchu przemawiały i miałam czasem wrażenie, że znalazłam się w samym centrum XV wiecznej Florencji np. "Nie czułem zapachu kadzidła, które na pewno gdzieś tam było, ani drobinek brudu: kościelnego kurzu, zanieczyszczeń, które pozostawiali po sobie ci wszyscy wierni, te wszystkie złote płaszcze i drewniane trumny, ten cały wosk spływający ze świeczek, ta cała nadzieja..... "
lub
"Szlak, który obrałem, powinien prowadzić wśród kurtyn zapachu i smrodu: kształtna radość świeżo upieczonego chleba, kosz pełen lilii niesionych do kościoła, natarczywy smród brudnych dziecięcych pieluch, rozdeptane główki czosnku, rozżarzone węgle, pachy, ekskrementy mężczyzn kobiet, psów, kotów, gołębi, szczurów, nietoperzy i much tworzące jeden zwarty gnój, świeża śliska ryba o ostrym zapachu, rozgrzane cebule olej i słonina, wyrazista woń dwóch ciał złączonych w mozolnym akcie, niesiona przez mężczyzn wracających do domu z burdeli...."
 
 Podsumowując - "Apetyt" jak na książkę z wątkami historyczno - kulinarnymi na pewno warta uwagi. Choć to nie jest ambitna pozycja, mnie miło się ją czytało. Polecam!

poniedziałek, 6 marca 2017

sernik z polewą czekoladową domową

 Składniki:
1 kg sera twarogowego (tym razem kupiłam ser w folii, trzykrotnie mielony), ale może być i z wiaderka)
8 jajek
100 g masła o zawartości tłuszczu minimum 82%)
3 łyżki mąki ziemniaczanej
około 100 g rodzynek (opcjonalnie)
 
Wykonanie:
Masło z cukrem ucieram na puch. Następnie do utartego masła z cukrem dodaję po łyżce twarogu i po żółtku. Cały czas ucieram. W osobnej misce ubijam pianę z białek na sztywno (ze szczyptą soli). Ubitą pianę z białek dodaję delikatnie do masy twarogowej. Delikatnie, żeby nie zostały rozgniecione pęcherzyki powietrza.
Masę na sernik delikatnie przelewam do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Sernik piekę godzinę w 180 °C, przed końcem pieczenia  (15 -20 minut) ustawiam zawsze termoobieg w piekarniku. Po upieczeniu zawsze zostawiam sernik do ostygnięcia w piekarniku.
Ostudzony przekładam na paterę i polewam polewą czekoladową.

Składniki na polewę czekoladową:
około 60g-70g masła o zawartości tłuszczu minimum 82 %
1/4 szklanki cukru
 łyżka dobrego kakao
 łyżka wody lub mleka

Wykonanie:
Kakao rozprowadzam w mleku lub wodzie
Do rondla wrzucam masło i cukier oraz rozmieszane kakao w mleku lub wodzie. Stawiam garnek na ogniu i mieszam wszystko do czasu, aż masło z cukrem się rozpuszczą oraz do połączenia się wszystkich składników. Ma powstać gładka i jednolita masa.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...