sobota, 26 listopada 2016

naleśniki z duszonymi jabłkami

Naleśniki to jedno z dań, które często robiłam i robię w swojej kuchni. Naleśniki to danie, które najczęściej przygotowywałam w swoim życiu i pierwsze, które sama nauczyłam się przygotowywać.
Naleśniki umiałam przygotować już jako dziecko, więc nie było opcji, że padnę z głodu. Na pierwszym miejscu zawsze były naleśniki na słodko z białym serem, później z domowymi dżemami czy ostatnio z prażonymi jabłkami.

 Dziś naleśniki zwinęłam po usmażeniu w kopertę, bo przełożyłam je prażonymi jabłkami. Po zwinięciu naleśnika w kopertę (tak jak to się robi przy krokietach) nadzienie czy farsz nam nie wypada. Tak zwinięte i ułożone w pudełku można zabrać do pracy lub jako posiłek poza domem.
Wiem, że tak zwijając naleśniki nadzienie nie fruwa mi po całym pudełku.
 
Tu na blogu znajdziecie jak zrobić domowe naleśniki? 
 
Po usmażeniu naleśników i podduszeniu jabłek , oczywiście mamy już gotowe naleśniki z duszonymi jabłkami, wystarczy jedno nadziać drugim i zwinąć. Po tej czynności mamy najlepsze na świecie naleśniki.
 

piątek, 25 listopada 2016

duszone jabłka z cynamonem

Lubię duszone jabłka!
Jeśli przygotowuję je z zamiarem dodania ich do szarlotki lub mają one wylądować w naleśnikach (zawsze wtedy kroję je w kostkę).
Jak dla mnie przy duszonych jabłkach zawsze nieodzowny jest cynamon. Cynamon i jabłka to para idealna. Nieprawdaż?
U nas w domu zawsze tylko ja dosypywałam sobie cynamonu na swój talerz czy swojego kubka z napitkiem, druga strona już niekoniecznie, ale zdołała się z nim oswoić.

Znam wiele osób, które na wiele potraw krzywią się i nie zjedzą czegoś jeśli dowiedzą się, że w podanej im potrawie jest cynamon, grzyby czy wydłubują rodzynki z ciast. Nawet zdarzyło mi się, że dana osoba wyczuła, jakąś przyprawę w podanej jej potrawie  i zachowywała  się jakby dostała jakąś trutkę (ja natomiast nie znałam jej jeszcze na tyle, żeby znać jej preferencje smakowe). Zawsze będę twierdzić, że osoba tak się zachowująca ma braki w wychowaniu. Bo takie zachowanie obraża gospodynię, bo ona włożyła w to swój czas, swój wysiłek. Ja zawsze spróbuję podanej mi potrawy i choć nie zawsze mi coś smakuje - zrobię to dla przyzwoitości i aby kogoś nie obrazić czy urazić. Cóż tak już mam! Przecież odmienności w preferencjach smakowych mogą wynikać z tego, że gospodarz pochodzi z innej niż my kultury, ukształtowały go inne niż nas tradycje czy ludzie starsi mają swoje przyzwyczajenia w gotowaniu (może to wynikać, że ktoś pochodzi z innego regionu niż my i tu  też może tkwić odmienność ich kuchni) np. ktoś je bardzo tłusto!
 
Ja nie miałam nigdy oporów, żeby nie zjeść tego czy tamtego (może wyjątkiem były zacierki na mleku u mojej babci, ale wtedy byłam dzieckiem). Nie mam traumy z dzieciństwa, że czegoś nie lubiłam, Tak zostałam wychowana z szacunkiem do jedzenia! Do tej pory nie wyniosę chleba do śmietnika, choć u mnie w domu nadmiarem chleba dzielę się z moimi czworonogami! Wiem, wiem psy nie powinny jeść tego czy tamtego?! Ale czy kiedyś w domach się zastanawiano czy pies lub kot ma zbilansowaną dietę? Pieski i kotki jadły to samo co domownicy i czy były gorzej żywione niż teraz?!
Myślę, że czasem powinniśmy się zastanowić, jeśli kupiliśmy nadmiar jedzenia i nie umiemy go spożytkować, że właśnie tyle ile wyrzuciliśmy, tyle właśnie może nam braknąć?
Wiem, że to już nie te czasy? - czasy głodu, czy kolejek za żywnością na kartki!
Ale nigdy nic nie wiadomo! Poniekąd historie się powtarzają!
Tylko pytanie: czy obecnie jest lepiej niż było?
Nad tym się ciągle zastanawiam słysząc starszych: Kiedyś było biedniej, a żyło się lepiej?

Dziś napiszę o tym jak ja duszę jabłka, które są dodatkiem do innych potraw czy ciast. Bo duszone jabłka dodaję do naleśników, ryżu gotowanego na mleku czy szarlotki.
Składniki:
jabłka (dowolna ilość) - najlepsze są owoce z odmian, które łatwo się rozgotowują np. antonówki
cukier (opcjonalnie) - jeśli jabłka są mało słodkie, ja dosypuję cukru do smaku!
cynamon (wedle upodobań)
 
Wykonanie:
Jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i wszystkie uszkodzenia. Kroję w małą kostkę i wrzucam do rondla, dosypuję cukier i cynamon.
Podlewam jabłka odrobiną wody i duszę je  do czasu, aż dobrze zmiękną. Podczas duszenia pilnuję, żeby się nie przypaliły, w razie gdy woda by odparowała.
Tym razem jabłka podałam jako nadzienie do naleśników.
Możemy takie jabłka włożyć, dobrze uciskając do wyparzonych słoików i zapasteryzować. Takie jabłka zamknięte w słoiczki pasteryzuję około 15 minut.


czwartek, 24 listopada 2016

odwrócony biszkopt z mandarynkami

Dziś przepis na najprostsze ciasto czyli biszkopt. Gotowe w chwilę (oczywiście oprócz pieczenia, choć ono również trwa chwilę)!!!! Znaleźć biszkopt czy biszkopciki bez żadnych wynalazków do kupienia w sklepie, obecnie chyba bez szans i już się w to nie bawię bo szybciej upiekę biszkopt w domu niż taki znajdę do nabycia .   Nie wliczam tu środków spulchniających bo te jeszcze toleruję i sama ich używam w mojej kuchni do niektórych ciast t.j. biszkoptowo - tłuszczowe.
Soda oczyszczona czy proszek do pieczenia nie są na liście produktów, których nie używam w mojej kuchni czy domu!

Choć do najzwyklejszego biszkoptu czyli takiego którego bazą są jajka, mąka i cukier - środki spulchniające nie są mi potrzebne.

Obok dzisiejszego szybkiego przepisu na biszkopt - napiszę w skrócie co jest najważniejsze przy ciastach biszkoptowych?!
Najważniejsze w ciastach biszkoptowych jest ich puszystość!

Jak ją uzyskać?
Puszystość ciast biszkoptowych uzyskuje się dzięki pęcherzykom powietrza wtłoczonym do piany podczas ubijania.
Dlatego właśnie piana musi zostać ubita na sztywno, a następnie wymieszana z pozostałymi składnikami, tak aby podczas mieszania nie zostały rozgniecione właśnie pęcherzyki powietrza.
Oprócz jajek pozostałe składniki w ciastach biszkoptowych to po prostu mąka i cukier.
 
 
Aby sobie urozmaicić mój cieniutki biszkopcik upiekłam go z dodatkiem pokrojonych w plasterki mandarynek. Mandarynki ułożyłam na spodzie wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy, przed wylaniem do niej ubitego ciasta biszkoptowego.
Dlaczego mandarynki ułożyłam na spodzie ciasta?
Po pierwsze, aby biszkopt mi wyrósł (był tylko z 4 jajek), więc wiadomo, że wyrósł mi tylko odrobinę, ale wyrósł!
Po drugie, aby ładniej się prezentował. Jeśli mandarynki ułożyłabym na wierzchu biszkoptu, to podczas pieczenia opadłby w ciasto i nie byłoby takiego efektu wizualnego na koniec jaki mi wyszedł.
 
 
Składniki:
100 g mąki
4 jajka z wolnego wybiegu
75 g cukru pudru lub białego cukru
5 -6 małych mandarynek (lub więcej) czyli tyle, aby po ich obraniu i pokrojeniu w plasterki wystarczyło na wyłożenie spodu tortownicy
 
ponadto: cukier puder do oprószenia wierzchu biszkoptu
 
 
Wykonanie:
Obieram mandarynki z skórek i kroję w cienkie plasterki. Tortownicę wykładam papierem do pieczenia. Na dnie tortownicy układam gęsto plasterki mandarynek.
Po wyłożeniu spodu tortownicy plasterkami mandarynek przechodzę do ubijania biszkoptu.
Oddzielam żółtka od białek. Żółtka ucieram z cukrem, aż masa zbieleje. Białka ubijam na sztywno. Na żółtka nakładam warstwami pianę i mąkę. Delikatnie mieszam ciasto i wylewam do tortownicy, przykrywając nim plasterki mandarynek leżących na spodzie formy. Wyrównuję masę szpatułką.
Biszkopt piekłam w temperaturze 180 °C   około 35 minut (do suchego patyczka).
Ciasto po upieczeniu wyjęłam z piekarnika i formy.
Przewróciłam je do góry dnem i zdjęłam delikatnie papier do pieczenia.
Gotowy biszkopt, wyłożyłam na talerz i zostawiłam do całkowitego wystygnięcia.
Po ostygnięciu, posypałam jego wierzch cukrem pudrem i pokroiłam w trójkąty. 
 
 

poniedziałek, 14 listopada 2016

francuski Le Nègre, czyli murzynek (proste ciasto czekoladowe bez mąki)

Ostatnio popełniam coraz częściej jakieś ciasta i znikają (napiszę tu, że nie ja sama je konsumuję)! Jeśli piekę to jest to mała porcja, mała blaszka i tak aby trafić w gusta mojego łasucha.
Nie kupuję w sklepie już żadnych ciasteczek, batoników itp. słodyczy.  No może jedynie gorzką czekoladę z zawartością kakao minimum 70% i bez syropu glukozowo- fruktozowego.
Lubię cukier i dozuję sobie go w domowych słodkościach, bo nawet kawy i herbaty nie lubię sobie słodzić - bo tak przywykłam. Cukier po prostu psuje mi smak naparów. Jedynie zimą czasem robię sobie mocną czarną herbatę, dorzucam do niej cytrynę i tylko taką herbatę słodzę.
 
Czekając na powrót mojego Pana z pracy, po ugotowaniu dla nas kolacji, pomyślałam o jakiejś słodkości. W pierwszej chwili pomyślałam o upieczeniu brownie. Zaczęłam wertować  moje notatki, zeszyty i książki z wypiekami!
W końcu  książka sama otworzyła się na francuskim murzynku.
Pomyślałam (to jest to!), że to ciasto jest idealne do lampki czerwonego wytrawnego wina na zakończenie posiłku i nie pomyliłam się!
Wypiek ten polecam jeśli ktoś lubi ciężkie, czekoladowe ciasta i nie siedzi z kalkulatorem w ręku licząc sobie ciągle kalorie.

Czasem lubię wiedzieć skąd dane danie czy ciasto  pochodzi i z czym go podać. Gotując lubię mieć wszystko idealnie skomponowane, od pierwszego dania do deseru, wliczając w to napitek (jeśli takowy mam zamiar podać)!
Francuski Le Nègre to nieprzypadkowo specjalność akwitańska. W Akwitanii produkuje się czerwone wina bordoskie, które świetnie pasują do czekolady.
Połączenie czekolady i wina nie powinno chyba nikogo zbytnio dziwić! Ja gdy pomyślę o winie i czekoladzie - to połącznie wydaje mi się po prostu idealne!
Bo każde wino słodkie przy słodkiej czekoladzie zawsze staje się mdłe, a kwaskowatość wina czerwonego uwydatnia słodycz ciasta, a to rewanżując się podkreśla moc i bukiet wina.
Składniki:
200 g dobrej gorzkiej czekolady
200 g masła o zawartości tłuszczu minimum 82%
200 g białego cukru
4 jajka z wolnego wybiegu

 Wykonanie:

Oddzielam żółtka od białek. Pokruszoną czekoladę wkładam do garnuszka, dodaję masło i wstawiam garnuszek do większego naczynia z gotującą się wodą. Czekoladę z masłem podgrzewam, aż się rozpuszczą. Żółtka ucieram z połową cukru, gdy masa, łączę ją z rozpuszczoną czekoladą i zdejmuję z ognia. Białka ubiłam na sztywno z pozostałym cukrem, następnie delikatnie łączę z pozostałą masą.

Boki i dno tortownicy wykładam papierem do pieczenia. Wlewam do tortownicy masę, wyrównuję wierzch szpatułką i wstawiam ciasto do piekarnika. Piekę około 40 minut w temperaturze 180 °C.

Upieczone ciasto studzę około 10 minut i wyjmuję z tortownicy oraz usuwam papier.

Ja dodatkowo udekorowałam mój ciasto cząstkami filetowanej pomarańczy.

Ciasto można podać ciepłe do czerwonego wina lub ostudzone z bitą śmietaną do kawy czy herbaty.

Jak filetować pomarańczę?!, jak filetuję pomarańczę?:
Odkrawam czubek i spód owocu. Ostrym nożem pionowymi ruchami ścinam skórkę z pomarańczy (skórkę ścinam razem z albedo czyli białą częścią pod skórką). Z obranej pomarańczy, wycinam kształtne cząstki pozbawione błonek.
 

niedziela, 13 listopada 2016

gołąbki wegetariańskie / gołąbki wegańskie - czyli gołąbki nadziane kaszą jaglaną, czerwoną soczewicą i pieczarkami w sosie pomidorowym

Mięso w mojej kuchni gości ostatnio bardzo rzadko, nie zostałam wegetarianką! ale jeśli mam jeść takie, które pochodzi z chowu przemysłowego, wolę dania roślinne! Wiecie dieta bez mięsa jeszcze dwa, trzy lata temu wydawała mi się niemożliwa w moim domu i mojej kuchni. Zdarzały mi się dania bezmięsne, ale mój Pan kręcił na nie nosem! Tyle o ile mieliśmy mięso z wiejskiej zagrody, gotowałam dania mięsne, teraz zdarzyło nam się zjeść mięso (udka czy skrzydełka) szczerze napiszę "z marketu"!
Wiecie byłam zaraz po takim posiłku głodna, nie smakowało mi!!!!!! i z tyłu głowy miałam świadomość skąd pochodzi i jak został wyhodowany ten mój posiłek. Takie mięso to trochę tłuszczu, antybiotyków i nie wiadomo czego.
 
Zresztą bardzo dziwny okres przechodzę w moim życiu, szukam odpowiedzi na wiele pytań i nie mogę znaleźć sobie na nie odpowiedzi. Jeszcze jakiś czas temu, wiele rzeczy wydawało się takich oczywistych, a teraz nachodzi mnie wiele wątpliwości!!!!
 
Teraz już wiem, że obiad bez mięsa, może być naprawdę smacznym posiłkiem.
Gołąbki robiłam dwukrotnie, mój Pan zażyczył sobie powtórkę z nich. Jednego dnia zrobiłam mniejszą turę, a dzień później zrobiłam ich więcej, bo Nam smakowały.
Nie będę tu pisała, że nawet mięsożercy nie poznaliby się, że nie ma w moich gołąbkach mięsa. To ciągle robią autorzy blogów wegańskich i wegetariańskich, że  coś smakuje jak mięso. Żaden produkt roślinny nie smakuje jak mięso - niestety! Może być jedynie jego namiastką.
Napiszę tu jednak, że moje gołąbki smakowałyby nawet mięsożernym!
 
Składniki:
szklanka suchej kaszy jaglanej
szklanka suchej czerwonej soczewicy
pół kilograma pieczarek
główka większej białej kapusty
dwie większe cebule
sól
czarny mielony pieprz
kilka ziarenek ziela angielskiego
2 listki laurowe
pół litra dobrego przecieru pomidorowego
odrobina oleju do podduszenia cebuli
1-2 łyżki dobrego masła (opcjonalnie)
 
Wykonanie:
Szklankę kaszy jaglanej zalewam 1,5 szklanki wody i gotuję na pół miękko (kaszę do miękkości gotuję się w proporcji 1 szklanka kaszy : 2 szklanki wody).
W drugim garnku gotuję soczewicę (soczewicę gotuję do miękkości 1 szklanka soczewicy :dwie szklanki wody).
Pieczarki obieram, kroję w plasterki, wrzucam na patelnię, podlewam odrobiną wody i duszę do miękkości.  Pod pieczarkami musi odparować woda.
Cebulę obieram, siekam w kostkę i szklę na odrobinie oleju.
Do dużej miski wrzucam ugotowaną kaszę, ugotowaną soczewicę, pieczarki i cebulę. Całość farszu doprawiam solą i czarnym mielonym pieprzem.
Główkę kapusty, obrałam z brzydkich wierzchnich liści.
Kapustę zawsze sparzam (do dużego garnka wkładam kapustę, zalewam ją wodą i zagotowuję). Gotuję do czasu, aż z kapusty z łatwością zdejmę pojedyncze liście, w całości.
Zanim w każdy listek zawinę farsz, twardą część liścia delikatnie rozbijam tłuczkiem do mięsa, uważając, żeby nie uszkodzić liścia kapuścianego. Na każdy rozbity listek kapusty nakładam farsz (farszu tyle, żeby z łatwością zwinąć kapuściany liść z farszem w gołąbek).
Liść kapusty z farszem zawijam ściśle na kształt koperty. Na dnie garnka w którym będę dusiła gołąbki układam pojedyncze liście kapusty. Na liściach kapusty układam pozwijane gotowe gołąbki.
Zalewam gołąbki wywarem warzywnym lub wodą, tak, aby były przykryte. Dodaję listki laurowe i ziele angielskie. 
Gotuję gołąbki do czasu aż liście z kapusty będą miękkie. W czasie duszenia  gołąbków woda, którą je zalaliśmy może nam odparować, wtedy po prostu ją uzupełniamy.  Na koniec do garnka dodaję przecier pomidorowy i jeszcze raz zagotowuję gołąbki.
Na koniec dorzucam do garnka zieleninę (u mnie mrożona latem nać selera korzeniowego).
Gołąbki podaję z kromkami dobrego chleba, posmarowanego masłem!  


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...