środa, 27 stycznia 2016

domowy budyń mleczny z nutą prawdziwej wanilii

W mojej kuchni domowe kiśle i budynie często goszczą jeśli mamy ochotę na szybki deser. Ja już nie dam rady zjeść budyniu z proszku bo czuję w nich chemiczne dodatki! Odkąd prowadzę swoją kuchnię nie nabyłam gotowego budyniu(czy to w celu przyrządzenia go solo czy do ciasta). Jeśli lubisz przygotowywać coś od podstaw i desery, które pamiętasz z dzieciństwa to taki  budyń jest dla Ciebie.

Składniki na budyń:  (1 porcja)
1 szklanka mleka (jeśli jest możliwość prosto od krowy)
1 łyżka cukru
1 żółtko od wiejskiej kury z wolnego wybiegu
1 łyżka mąki ziemniaczanej
łyżeczka mąki pszennej
łyżeczka ekstraktu z wanilii

dodatkowo:
płatki migdałowe lub wiórki kokosowe do posypania wierzchu budyniu


Wykonanie:
  Mleko wlewam do rondelka, odlewam ćwierć szklanki. Do odlanego mleka wbijam żółtko, dodaję skrobię ziemniaczaną, mąkę pszennej i mieszam dokładnie. Do mleka w rondelku dodaję łyżkę cukru, łyżeczkę ekstraktu z wanilii  i zagotowuję. Gdy mleko w rondelku się zagotuje wlewam do niego mleko, które  wcześniej odlałam i w którym rozprowadziłam obie mąki i żółtko.  Przy wlewaniu energicznie mieszam, żeby powstała mi jednolita i gładka masa i nie powstały w budyniu grudki.
Gotowy budyń przelewam do miseczki i posypuje go płatkami migdałowymi.

wtorek, 26 stycznia 2016

gołąbki z nadzieniem z ryżu i mięsa mielonego (z królika) w sosie pomidorowym

Nie robię często gołąbków i nie dlatego, że są pracochłonne, ale dlatego, że nie mam na tyle mięsa z dobrego źródła!
Mięso wiejskiej kury zazwyczaj nie nadaje się do zmielenia, bo na takiej kurze jest go mało. Z kurek gotuje zazwyczaj rosołki.
Jeśli mam mięso królicze kombinuje z nim. Ostatnio przywieźliśmy ze wsi dwie tuszki królika.
 Comber z jednego zmieliłam i wykorzystałam do nadziania gołąbków.
 
Moje filozofie odnośnie gołąbków: kiedyś gospodyni na wsi musiała się napracować, żeby zrobić takie mięsne gołąbki.
Zabić i oprawić zwierzę, zmielić mięso ręcznie, zrobić przecier pomidorowy. Mając już gotowe składniki do przyrządzenia gołąbków zabrać się za ich wykonanie.
 
Dziś kupimy mięso mielone w markecie lub mięsnym już zmielone, gotowy przecier pomidorowy. Albo jeszcze prędzej gotowe zawekowane gołąbki w słoiku, przyniesiemy do domu, odgrzejemy w mikrofali i gotowy obiadek na stole.
 
Tylko ja tak nie potrafię, postawić na stole czegoś gotowego, bo z kiepskich składników, bo konserwanty, bo gotowy produkt jest albo przesłodzony, albo przesolony!
Nie żałuje, ani jednej chwili jaką spędziłam w kuchni gotując coś sama od podstaw.  Napiszę tu wszystko o wiele lepiej smakuje jeśli włożysz w wykonanie potrawy serce i wykonasz coś własnymi rękoma.
Teraz kiedy świadomie gotuje uważam i będę uważać, że jeśli ktoś zjada byle co  to żyje krótko i choruje.

 
Składniki:
450 -500g mięsa mielonego (u mnie mielone mięso z królika, z combra)
szklanka suchego ryżu
większa cebula
główka kapusty
sól
świeżo mielony czarny pieprz
ostra papryka w proszku (opcjonalnie)
pół litra rosołu lub wody
pół litra domowego przecieru pomidorowego
 
Wykonanie:
Mięso z królika zmieliłam (w malakserze). Ryż ugotowałam na sypko (szklanka ryżu, dwie szklanki wody). Zmielone mięso wymieszałam z ugotowanym ryżem i dodałam do niego posiekaną surową cebulę. Gotowy farsz doprawiłam solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Główkę kapusty, obrałam z brzydkich wierzchnich liści.
Kapustę zawsze sparzam (do dużego garnka wkładam kapustę, zalewam ją wodą i zagotowuję). Gotuję do czasu, aż z kapusty z łatwością zdejmę pojedyncze liście, w całości.
Zanim w każdy listek zawinę farsz, twardą część liścia delikatnie rozbijam tłuczkiem do mięsa, uważając, żeby nie uszkodzić liścia kapuścianego. Na każdy rozbity listek kapusty nakładam farsz (farszu tyle, żeby z łatwością zwinąć kapuściany liść z farszem w gołąbek).
Liść kapusty z farszem zawijam ściśle na kształt koperty. Na dnie garnka w którym będę dusiła gołąbki układam pojedyncze liście kapusty. Na liściach kapusty układam pozwijane gotowe gołąbki.
Zalewam gołąbki rosołem, tak, aby były przykryte.
Gotuje gołąbki do czasu aż liście z kapusty będą miękkie.
Jeśli rosół w garnku z gołąbkami zbytnio odparuje, dolewamy go. Gdy już gołąbki są miękkie wlewam przecier pomidorowy, dosypuje ostrej papryki w proszku. Po dolaniu przecieru zagotowuje całość jeszcze raz. Podaje gorące z pajdą chleba z masłem.
 
* ja gołąbki zalałam rosołem, ugotowanym na kościach, które mi zostały po porcjowaniu tuszek z królika.
 

piątek, 22 stycznia 2016

kartoflanka - najprostsze zawsze jest pyszne

Gotowanie w swojej kuchni jest fajne, bo gotuję to co lubimy lub lubię. Nawet jak mam gotować dla  samej siebie- robię to! Zazwyczaj jest to prosta zupa, żeby zjeść coś ciepłego.
 
 
Kartoflankę pierwszy raz  ugotowałam w swojej kuchni na początku mojej przygody z gotowaniem. Od tamtej pory gotuję ją w różnych wersjach.
 Tym razem dodałam do mojej kartoflanki suszone pieczarki (własnoręcznie suszone), zbierane jesienią na łące na wsi.
Do kartoflanki jeśli ma być treściwa można dodać kawałek wiejskiej kiełbasy lub wiejskiego wędzonego boczku.
Taką prostą kartoflankę z jeśli jest z dodatkiem boczku lub kiełbasy nawet  mój Pan (mięsożerca) zajada z apetytem.
 
Składniki:
1,5 litra rosołu lub wody
około 800 g ziemniaków
duża cebula garstka suszonych pieczarek
3 łyżki tłuszczu (u mnie masło)
2 łyżki mąki
sól
świeżo mielony czarny pieprz
 
Wykonanie:
Kartoflankę gotuję na rosole (jeśli ugotuję go w większej ilości i zostanie) ewentualnie na wodzie.
Ziemniaki obieram, płuczę, kroję w kostkę, zalewam wywarem, dodaję suszone pieczarki i gotuję do miękkości. Jeśli gotuję kartoflankę na wodzie to ją solę.
Na patelnię wsypuję mąkę i ją rumienię. Następnie do zrumienionej mąki dodaję masło i mieszam, żeby połączyło się z mąką. Do powstałej zasmażki, dodaję na patelnię, kilka łyżek zupy, żeby rozprowadzić zasmażkę. Zasmażkę z zupą na patelni dokładnie mieszam, żeby nie powstały grudki. Przelewam rozprowadzoną w zupie zasmażkę do garnka z zupą. Mieszam dokładni zawartość garnka, żeby w zupie  nie powstały grudki. Cebulę obieram, kroję w drobną kostkę, rumienię na łyżce masła i dodaję do zupy.
Doprawiam gotową zupę świeżo mielonym czarnym pieprzem. Zupę rozlewam na talerze i podaj z pajdą chleba z masłem.
 
Uwaga! Jeśli gotujemy zupę ziemniaczaną na suszonych grzybach, wtedy grzyby płuczemy i umyte  gotujemy przez około 2 godziny na małym ogniu. Uzyskany wywar przecedzamy, grzyby szatkujemy. Do grzybowego wywaru dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki i poszatkowane grzyby.
 
*Suszone pieczarki nie wymagają długiego gotowania, dlatego wrzucam je od razu na początku gotowania zupy do garnka!

czwartek, 21 stycznia 2016

pączusie (kasztanki) - pączki w wersji mini

Jeśli gdzieś się wybieram i znajdę chwilę, piekę coś w domu, żeby ze sobą zabrać.
Jestem zawiedziona, bardzo zawiedziona, jeśli dostaje od kogoś gotowe ciastka, cukierki, kupne ciasto. Jeśli już szukam w sklepie czekolady to bez dodatków, ale o taką bardzo trudno.
Jeśli ktoś lubi konserwanty, syrop glukozowo - fruktozowy to niech zajada, ja za takie przysmaki dziękuje. Jedyne moje grzeszki jeśli chodzi o słodycze ? będąc u kogoś zjem jedno czy dwa kupne ciastka! Sama ich nie kupię.
Wolę sama dozować sobie cukier.
Jeśli piekę w domu to kontroluje sobie dodatek cukru do wypieku.
Nie zajadam żywności z dodatkiem konserwantów i z nadmiarem cukru (bo bardzo wiele produktów spożywczych jest dosładzanych) bo gotuje w domu. Cukier dodaje  jedynie  do domowych wypieków i to są moje jedyne grzeszki z nim związane.
Ja po prostu lubię domowe wypieki, lubię coś tworzyć piec, wykrawać, wałkować i na koniec smakować.
Na pewno nie ulegnę modzie bez cukru, tłuszczu, glutenu.
Ale "nigdy nie mów nigdy" - mówi porzekadło!
 
Jadąc na dzień na wieś usmażyłam małe pączki. W mojej kuchni- pączki i faworki (czyli wypieki smażone w głębokim tłuszczu) piekę tylko zimą w karnawale.
 
 
 Składniki:
500 g mąki pszennej
1 szklanka mleka
1 jajko  i 3 żółtka (z wolnego wybiegu)
około 50 g cukru pudru
3 łyżki masła (płaskie) - zawartość tłuszczu minimum 82%
20 g świeżych drożdży
 
dodatkowo:
cukier puder do oprószenia gotowych pączków
olej lub smalec do smażenia
 
Wykonanie:
Mąkę przesiewam, a z drożdży robię rozczyn (czyli do rondelka wlewam mleko (lekko je podgrzewam). Do ciepłego mleka wkruszam drożdże i dodaje łyżeczkę cukru. Mieszam do rozpuszczenia się drożdży. Odstawiam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 20 minut.
Do przesianej mąki dodaję gotowy rozczyn i pozostałe składniki i wyrabiam ciasto, pod koniec dodaję tłuszcz (rozpuszczone masło).
Ciasto wyrabiam kilka minut, aż ciasto stanie się miękkie i gładkie.
!!!!!!! Starając się nie dosypywać mąki, pomimo, że ciasto zawsze lekko się klei.
Wyrobione ciasto, formuję w kule i układam go w oprószonej mąką misce, przykrywam lnianą ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce, aby ciasto potroiło objętość. Ja zazwyczaj zostawiam takie ciasto na około półtorej godziny.
 
Po  tym czasie wyjmuje ciasto na oprószony mąką blat i wałkuje na ponad cm grubości wykrawam małe pączki o średnicy około 3 cm (ja mam do tego celu przeznaczony korek plastikowy po jakimś produkcie spożywczym). Po wyrośnięciu pączusie smażę w rozgrzanym tłuszczu. Staram się, żeby cały czas były zanurzone w tłuszczu (ja w miarę jak zaczynają się rumienić przewracam je łyżką cedzakową, żeby zrobiły się złote z każdej strony).
Odsączone z tłuszczu i jeszcze ciepłe oprószam cukrem pudrem.
 
Ciasto na pączusie można wyrobić w maszynie do wypieku chleba. Wszystkie składniki wrzucamy do maszyny w kolejności: płynne (rozpuszczone masło, mleko, jajka),
 sypkie (mąka, cukier)
drożdże.
Po umieszczeniu wszystkiego w maszynie, nastawiamy program dough. Po wyjęciu gotowego ciasta postępujemy jak to opisałam powyżej w przepisie.
 

środa, 20 stycznia 2016

zwyczajność, codzienność, realizm - dzień na wsi

Czasem przeglądam blogi (głównie kulinarne, ale nie tylko), zdjęcia wszędzie retuszowane i stylizowane. Wszystko wokół takie idealne ! Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Ja wolę pokazać szarą rzeczywistość i realizm na zdjęciach. Kiedy byłam dużo młodsza przerażała mnie szara rzeczywistość i codzienność wokół.
Miałam depresyjny charakter bo wszystko kreowane dookoła (w telewizji,kolorowej prasie, literaturze kobiecej) - wydawało się takie piękne, proste. Jako młoda osoba bombardowana tym przesłodzonym i idealnym światem, zastanawiałam się, ale o co chodzi? Przecież ja widzę wokół co innego. A co widziałam wokół: prawdziwe życie, realny świat.
Dlatego kocham klasykę literatury: Dostojewskiego ("Zbrodnia i kara"), Emil Zola ("Germinal"), Reymont ("Chłopi"), Orzeszkowa ("Nad Niemnem") i mogłabym tak wymieniać.
Nie dla mnie Stephenie Meyer i jej "Zmierzch", nie dla mnie przygody Harrego Pottera czy "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - to nie są książki po które wyciągnę rękę. Jak ktoś twierdzi, że te książki są "fajne" i podczas rozmowy wymienia takie książki o których jest czy było bardzo głośno i miliony na ich punkcie oszalały.
 Wiem, po prostu od razu wiem, że nie będę miała z taką osobą wspólnych tematów do rozmowy. Nie ganię ludzi którzy czytają książki typu "50 twarzy Greya" bo przynajmniej coś czytają. Może tyle dobrego z takich lektur!
Czasem sięgam po coś o czymś jest głośno, a później żałuje bo nie skorzystałam nic na takiej lekturze. Oprócz klasyki lubię reportaże czy książki podróżnicze. Świat jest piękny w swym realizmie, prostocie, zwyczajności i codzienności......ale takiej prawdziwej, a nie kreowanej....


Będąc na wsi jesienią, gdzie zjechała się rodzina ze strony mojego Pana! Ja będąc tam już któryś dzień z kolei, cieszyłam się spokojem ciszą, pogodą, chwilą......
Jedna z ciotek mojego Pana po dniu bycia na wsi stwierdziła "Człowiek taki nieświeży i brudny po dniu...." Owa ciotka wychowała się na wsi, a wyprowadziła do miasta. Wniosek z tego taki, że człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do wygód.
 
 
Lubię zimę szczególnie na wsi, w wolny dzień można obserwować, krótki dzień, grzać się przy kuchni kaflowej.  Zjeść gorącą zupę i nieśpiesznie poczytać, a wieczorem wypić kubek grzanego korzennego wina.
Zimą na wsi czas biegnie wolniej. Kocham we wsi tą przestrzeń, pola i łąki...
 


 
 
Nigdy nie zrozumiem ludzi, nie ważne czy to wieś czy miasto! dorzucających kostki rosołowe do zupy. Zupa była pyszna, kwaśna, zalewajka, taką jaką lubimy........ale wszystko psuła świadomość, że zjadam glutaminian sodu......cóż nie moja kuchnia i nie moje garnki.......
 
 
 
 Pimpek, przygarnięta psina "przybłęda" szukana dwa dni, prawie opłakana, ale z resztkami nadziei, że wróci.
Wróciła drugiego dnia w nocy, obita z uszkodzonym okiem. Teraz już po wizycie u weterynarza, kuruje się - nie wiadomo czy obita przez "ludzi" czy potrącona przez samochód?
 
Po dniu odpoczynku nadeszła pora powrotu do domu, jako pasażer uwielbiam obserwować mijany świat z okna samochodu. Cudny płot spotkałam po drodze. Mam słabość do rękodzieła i rzeźb w drewnie.
 

niedziela, 10 stycznia 2016

dżem z gorzkich pomarańczy

Bardzo lubimy pomarańcze, ja lubię i surowe, ale już mój Pan niekoniecznie. Pomarańcze dodaję do ciast, robię z nich dżem lub filetuje i cząstki takich pomarańczy podaję z naleśnikami. Przepis na francuskie naleśniki z pomarańczami czyli crêpes Suzette z pomarańczami już publikowałam.

Jeśli mam więcej pomarańczy to robię z nich dżem i go pasteryzuję, bo do dżemów dodaję małą ilość cukru. Jeśli nie mam gotowego dżemu, robię go na bieżąco. Mnie zrobienie dżemu z pomarańczy na bieżąco zużycie zajmuje 20 minut (5 minut zajmuje mi filetowanie pomarańczy i z około 15 gotowanie dżemu). Z 4 większych pomarańczy z cienką skórką wychodzi mi mały słoiczek dżemu, który starcza na przełożenie około 6 naleśników.
Uwaga! Często u nas w zimie można spotkać gorzkie pomarańcze, surowe wydają się słodkie, a już smażone mają lekką goryczkę. Dla mnie każdy dżem z pomarańczy jest pyszny!
9
 
Składniki:
4 pomarańcze
cukier do smaku

Wykonanie:
   Pomarańcze filetuję. W tym celu odkrawam czubek i spód owocu. Ostrym nożem pionowymi ruchami ścinamy skórkę pomarańczy. Z obranej  pomarańczy wycinam cząstki pozbawione błonek. Z błonek odciskam sok. Postępuje tak z wszystkimi owocami. Umieszczam wyfiletowane pomarańcze w garnku (można jeszcze zblendować dodatkowo cząstki pomarańczy),wsypuję cukier do smaku w zależnosci od słodkości owoców. Włączam gaz i odparowuję nadmiar soku. Od razu zużywam do bułeczek, przełożenia ciastek czy naleśników.

 Jeśli chcę przechowywać taki dżem dłużej przekładam go do czystych wyparzonych słoików i pasteryzuję go około 15 minut, aby pokrywki się zassały.

 

piątek, 8 stycznia 2016

kostka z kaszy manny - dodatek do zup

Klasycznie rosół czy pomidorową podaje  się z makaronem, ryżem czy lanymi kluskami.
Ja rosół podaję z domowym makaronem, kaszą jaglaną, lanymi kluskami. Lubię go jeść nawet z ziemniakami.
Natomiast pomidorową z ryżem, domowym makaronem, kaszą jaglaną.
Ostatnio przypomniał mi się zapomniany dodatek do rosołów czy pomidorowej, a jest nim kostka z kaszy manny. Myślę, że kostka z kaszy manny obok kaszy jaglanej jako dodatek do zupy to świetna alternatywa dla makaronu czy lanych klusek,
Taka kostka z kaszy manny oprócz tego, że jest smaczna to na dodatek dietetyczna i lekkostrawna.
Składniki:
szklanka kaszy manny
2,5 szklanki wody
natka pietruszki, koperek lub ulubione suszone zioła
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Wykonanie:
Wodę wlewam do rondla i zagotowuję. Do gotującej się wody wsypuję małym strumykiem kaszę mannę. Cały czas wszystko mieszam trzepaczką do czasu, aż kasza zgęstnieje. Uważam, żeby nie powstały grudki. Gdy kasza zgęstnieje gaszę pod garnkiem palnik. Doprawiam kaszę solą i świeżo mielonym pieprzem, dodaje posiekany/e (natkę pietruszki, koperek) lub ulubione suszone zioła i wszystko dokładnie mieszam. Powstałą masę przelewam do płytkiej foremki zwilżonej wodą.
Wyrównuję masę z kaszy silikonową łopatką. Warstwa kaszy ma mieć około 1 cm wysokości. Odstawiam foremkę z kaszą do ostygnięcia. Ostudzoną kaszę wyjmuję z foremki na deskę do krojenia i kroję w kostkę. Podaję z gorącą zupą.

 

środa, 6 stycznia 2016

zupa fasolowa z zasmażką

Lubię polską kuchnię i jej zupy.
Najczęściej proste i sycące.
 Zdaje sobie sprawę, że z upływem ostatnich lat, mamy większy dostęp do wielu produktów z różnych kuchni świata. Przyprawy, owoce, półprodukty z innych kuchni świata - dostaniemy jak nie na większym markecie to zamówimy w sieci. Wiem, że na nasz rynek trafia wiele produktów, którym daleko do oryginału.  
A jeśli przygotowujemy w zaciszu swojej kuchni jakieś danie z innej kuchni świata (np. zupy z kuchni chińskiej) - nigdy nie oddamy smaku oryginału. Jeśli wielu nie umie ugotować podstawowych potraw z kuchni polskiej, to jak może gotować danie z innej kuchni świata (myślę, że nie wystarczy otworzyć książki kucharskiej)?!. Jak można gotować coś jeśli nie było się w danym kraju, nie zjadło się potrawy ugotowanej przez prawdziwą gospodynię!
Prawdziwa kuchnia to ta domowa, gotowana przez prawdziwe gospodynie gotujące na co dzień, i mające wyczucie smaku. 
 
Jadłam w wielu domach polskich jakiś posiłek i muszę stwierdzić, że często nie było smacznie.
Czuć było w zupie kostki rosołowe, w szarlotce galaretkę z proszku, sos  do makaronu z torebki itd.
 
Nie jestem wymagająca co do posiłków: wystarczą mi dobre domowe naleśniki, domowy placek ziemniaczany, prosta zupa, a z ciast prosty murzynek. Było coś było domowe.

Bardzo lubię zupy na bazie strączkowych. Jesienią i zimą gotuje taką zupę fasolową (z samej fasoli i ziemniaków, a żeby była treściwsza robię do niej zasmażkę.
Taką zupą fasolową z pajdą domowego chleba można spokojnie się najeść i choć zupa na talerzu wygląda tak jak aura za oknem to zaręczam jest smaczna.

 
Składniki:
jeden gołąb z wiejskiej zagrody
szklanka fasoli
4 duże ziemniaki
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
listek laurowy
kilka ziarenek ziela angielskiego
sól
świeżo mielony czarny pieprz
majeranek suszony
 
Wykonanie:
Fasolę zalewam wodą i moczę (najlepiej zostawić ją w wodzie na noc na 8 godzin).
Tuszkę gołębia płuczę, wkładam do garnka. Fasolę odlewam z wody w której się moczyłam i dodaję do garnka do mięsa. Dorzucam jeszcze do garnka listek laurowy i ziele angielskie.
Fasolę i mięso zalewam około 2 litrami wody. Gotuję do miękkości fasoli około godziny, 15 minut przed końcem gotowania dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki i doprawiam do smaku solą.
Na koniec robię zasmażkę. Na patelnie wsypuje mąką, którą lekko rumienię. Następnie do zrumienionej mąki dodaję masło i mieszam, żeby połączyło się z mąką. Do powstałej zasmażki, dodaję na patelnię, kilka łyżek zupy, żeby rozprowadzić zasmażkę. Zasmażkę z zupą na patelni dokładnie mieszam, żeby nie powstały grudki. Przelewam rozprowadzoną w zupie zasmażkę do garnka z zupą. Mieszam dokładni zawartość garnka, żeby w zupie  nie powstały grudki.
Zwieńczając gotowanie mojej zupy oprószam ją sowicie suszonym majerankiem.
Gorącą rozlewam na talerze, oprószam świeżo mielonym pieprzem i podaję z pajdą domowego chleba i dobrego masła.

niedziela, 3 stycznia 2016

tosty z pieczarkami i sadzonym jajkiem / rozmyślania o życiu

Jak miło, że nastał nowy rok.......
To co złe, destruktywne, zostało za mną......mam taką nadzieję.....
Czasem mamy taką potrzebę, żeby zostawić to co było za sobą i iść do przodu.....
Cieszę się, że jestem w życiu tu i teraz, polubiłam siebie, polubiłam swoje emocje, swoje przeżycia, swoje rozczarowania, rozterki......
Teraz wiem, że po każdej najczarniejszej nocy przychodzi dzień, a każda burza mija......
Teraz wiem, że życie wystawia nas na próby, cierpienie jest potrzebne, abyśmy stali się silniejsi....
Wiem, że moje blizny na duszy, mogę przerodzić się w siłę.
A wszystko co nas spotyka nie zawsze da się logicznie wytłumaczyć i niekiedy trzeba po prostu wszystko zaakceptować takim jakim jest.

Lubię zimowe poranki i ospałe słońce zaglądające w okna.
Za oknem odrobina śniegu i stare widoki w innej, nowszej odsłonie..

 Na śniadanie zrobiłam tosty z duszonymi pieczarkami i jajkiem sadzonym....
 Uwielbiam prostotę....
Wszystko jest proste, to jedynie my sami zawsze wszystko sobie komplikujemy.

sobota, 2 stycznia 2016

małże nowozelandzkie z połową muszli w pomidorach z domowym makaronem

Lubię celebrować ważne i istotne dla nas daty. Dla mnie ważna jest pamięć i te dobre wspomnienia o tym co było....  2 stycznia 2008 roku zmienił moje życie, to był nowy kierunek, nowa droga w moim życiu, zupełnie inna od tej dotychczasowej....
 
Była mroźna zima, wiał wiatr i my wpatrzeni w siebie, pamiętam ten dzień jak dziś.....nasze rozmowy o wszystkim, o niczym, nawet te niekłopotliwe chwile milczenia, brudny i szary Dworzec Warszawa Zachodnia, nawet sukienkę, którą miałam na sobie...
Wtedy nasze wspólne życie dopiero się zaczynało i było czystą kartą....
A później te lepsze i gorsze chwile, były radości, ale i momenty rozczarowań i smutków....
Jednak zawszę będę twierdzić, że zawsze warto coś lepić i kleić...
Każdy kryzys można przezwyciężyć bo bycie z kimś to te dobre i złe chwile. Dla mnie to są rzeczy oczywiste.
 
Myślę, że celebrując chwile, które już minęły i nigdy nie wrócą staram się ratować ich ulotność. Bo coś trwało, krótko za krótko, a ja chciałabym o tym pamiętać.
 
Małże kupiliśmy jakiś czas temu, schowałam na specjalną okazję.
Na kolację we dwoje, na wyjątkowy dla nas dzień.....

 Kupiliśmy mrożone małże z połową muszli. Teraz nawet w mniejszych miastach można kupić mrożone owoce morza: krewetki, mieszankę owoców morza, ośmiornicę czy małże.
Lubię naszą polską kuchnię, ale cieszę się, że czasem dla odmiany mogę przenieść w inną część świata kupując namiastkę prawdziwych owoców morza. Jeśli już przygotowuje owoce morza to z dodatkiem pomidorów, bo myślę, że to połącznie jest jednym ze smaczniejszych.


Dzisiejsze małże w pomidorach to mój debiut kulinarny (oczywiście mam tu na myśli przygotowanie małży)! Kiedy zaczynałam przygodę z gotowaniem, często widziałam przepisy na małże z makaronem spahhetti czy takie przygotowane do podania z bagietką.
Wtedy myślałam sobie, że małże czy owoce morza są poza moim zasięgiem oraz ich przygotowanie to jakiś kosmos.  Nawet jeśli widziałam małże w markecie, jakoś nie miałam odwagi po nie sięgnąć, myślałam, że nie będę umiała ich przygotować. Teraz już wiem, że ich przygotowanie to dosłownie banał.
Tak jak nie wiedziałam jak zabrać się za przyrządzenie jakichkolwiek owoców morza, tak samo nie umiałam  wykonać domowego makaronu.  Teraz nieważne czy gotuję rosół, pomidorową, lazanię, czy posiłek z makaronem - makaron jest domowy. Domowy makaron to dla mnie dosłownie 15 do 20 minut. Po tym czasie ląduje on na talerzach.  Obecnie zrobienie domowego makaronu jest dla mnie jak zawiązanie sznurowadła.

 
Składniki:
opakowanie małż nowozelandzkich z połową muszli (moje miały 400g)
duża biała cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła lub oliwy
pół szklanki białego wytrawnego wina (opcjonalnie)
puszka pomidorów lub jeszcze lepiej szklanka domowego przecieru pomidorowego
natka pietruszki świeża (ja nie miałam natki pietruszki, użyłam łyżeczki suszonych ziół prowansalskich)
sól
świeżo mielony czarny pieprz
 
dodatkowo: po 100 -150 g domowego makaronu (na osobę)
 
 
Jak się zabrać za przygotowanie małż w pomidorach z domowym makaronem ?
Po pierwsze:
Muszle małż po wyjęciu z opakowania musiałam dodatkowo dokładnie wyczyścić. Czyściłam je nożykiem i szczoteczką, której używam do czyszczenia żywności.


Po drugie:
Zabieram się za zrobienie domowego makaronu. Gniotę ciasto, wałkuje i kroję je.
 
Po trzecie:
Mając już gotowy makaron i gotowe muszle, nastawiam garnek na ugotowanie makaronu.
W rondlu rozpuszczam masło i szklę na nim posiekaną cebulę i czosnek posiekany w plasterki.
Do zeszklonej cebuli dodaje pomidory i wino (jeśli wykorzystuje je w przepisie).
Dodaję następnie połówki małż z muszlami i duszę wszystko około 3 do 5 minut, aż sos odrobinę odparuje, a małże zmiękną. Ale nie dłużej niż te 3 do 5 minut - bo małże będą twarde.
W między czasie przyrządzania małż gotuję makaron, który po ugotowaniu od razu odcedzam.
Gotowy makaron dodaję do rondla do małż. Wszystko na koniec doprawiam solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem i ziołami prowansalskimi. Dokładnie i delikatnie mieszam makaron z małżami, żeby się wszystko razem połączyło.
Podaję z kieliszkiem białego wytrawnego wina.

* myślę, że to danie, z  proporcji, które podałam wystarczy na 4 mniejsze porcje.

piątek, 1 stycznia 2016

degustacja win musujących / rekfirowane zdobyczne :), noc sylwestrowa w pracy !

W drodze na Sylwestra godzina około 15.30.......robiło się już zimno i bardzo mroźnie, ale jeszcze do wytrzymania:), a gdzie tu jeszcze do godziny około 3.00 rano:).
Widziałam po blogach kulinarnych - propozycje dań na sylwestra, albo wpisy podsumowujące miniony rok! 
Co do mnie nie lubię tego szumu wokół nocy sylwestrowej. Dla mnie to jest noc jak wiele innych w roku. Jest  przecież wiele fajniejszych nocy w roku według mnie niż ta sylwestrowa! Podsumowania są nie dla mnie. Ale z jednej strony się cieszę, że ten rok dla nas się skończył, bo nie był on miłym rokiem. Był to rok strat i pożegnań (bliskie osoby odchodziły z tego świata......a to nigdy nie jest łatwe, ale taka jest kolei rzeczy....).
 
 
W minionym roku noc sylwestrową spędziliśmy w Bieszczadach....w tym roku na naszym Śląsku. Postanowiliśmy dorobić do domowego budżetu i pracowaliśmy w ochronie przy imprezie masowej jaką był sylwester z Polsatem w Katowicach.


Ja w pracy stałam na wejściu ("klepanka" czyli sprawdzanie czy pod kurtkami panie nic nie wnoszą i sprawdzanie torebek i toreb itd.), a mój Pan stał pod samą sceną.

Oj, oj jak zwykle to co jest promowane, tak jak w tym zwiastunie, w rzeczywistości to wszystko tak nie wygląda. Stałam na wejściu spory kawałek od sceny i nagłośnienie imprezy było do niczego........nawet mój Pan stojąc pod samą sceną, stwierdził, że na zwykłej wiejskiej imprezie nagłośnienie jest lepsze :). Napiszę, że małym szczegółem była zaczynająca się palić scena, z której sypały się iskry 
Co do koncertu, nudno drętwo i nijako......ale ja tam poszłam do pracy, w innym wypadku wołami by mnie na taki koncert nie wyciągnięto:). Po prostu lubię ciszę, spokój i inne sposoby spędzania czasu. Nie lubię spędów, tłoku, hałasu.....
Nie lubię też muzyki robionej dla mas, byle było rytmicznie, bez duszy, charakteru!
Myślę, że czasem urodziłam się nie w tym miejscu i czasie....
 
 
 
W nocy było około -10°C  , a nad ranem jak wracaliśmy około
 -15°C  , zawsze trudniej znoszę temperatury na minusie, niż te bardzo wysokie na plusie. Organizm jednak zawsze daje sobie radę wszystko zależy od nastawienia :). Jednak napiszę okropnie zmarzłam!
 

Degustacja wina musującego, po odespanej nocy......
 

Jak to bywa na imprezach masowych: nie wolno wnosić m.in. alkoholu, materiałów wybuchowych, ostrych narzędzi, szkła (a pewne panie miały w torebce nawet szklanki, żeby napić się z nich alkoholu "damy" z gwinta nie piją), perfum w szklanych opakowaniach, jedzenia i picia (tym razem też, ale to zależy od organizatora i regulaminu). Osoba wchodząca na imprezę masową zgadza się na regulamin, albo wychodzi z terenu imprezy.
 
Poniżej moje zdobyczne (stałam na drugim bramce), na pierwszej stały osoby z wykrywaczami metali, tam więcej było rekfirowane.
Tyle zdobycznego zdążyłam wrzucić do mojego pojemnego plecaka przy tak ogromnej rotacji ludzi, takim ruchu.....Byłam szybsza niż inni pracownicy ochrony, stojącymi na mojej bramce . Bo jak nie zarekfiruje sobie zdobycznego ochrona - to zabierają sobie zdobycze panowie z firmy sprzątającej.
 
Wina musującego z nie najwyższej półki......Ale ja blogerka kulinarna czyli kulinarka, zdegustuje sobie, wina musujące z niższej półki i ocenię.


 1. Dorato bianco - wino musujące, zazwyczaj pijane na weselach czy w noc sylwestrową. Często eksponuje się je w okolicy sylwestra w supermarketach. Mam wrażenie, że dorato to taka klasyka polskiego wina musującego. Lekkie, słodkie, orzeźwiające.
Cena, a smak tego wina! żadna rewelacja w stosunku do tańszych win musujących.
 
3. Sowietskoje Igristoje  - to wino spotkamy począwszy od wielkich dyskontów, po wiejskie czy małe sklepiki. Mnie trudno ocenić to wino bo mam do niego sentyment (wino pite na naszej pierwszej randce z moim Panem - cena była wtedy przystępna jak na nasze studenckie kieszenie ), a piliśmy go bo poznaliśmy się po sylwestrze i w osiedlowym sklepiku była nawet na nie promocja!
Jak na swoją niziutką cenę dobre wino musujące, nie cuchnie, jest lekkie, słodkie, z lekkimi bąbelkami.
 
2 i 4. Cin & cin Spumante Bianco Semi Dolce - Oba wina Cin & cin  były takie same, jedynie różniły się butelką). W tym przypadku zasugerowałam się marką, że to wino będzie dobre i takie było.  To Cin & cin jest półsłodkie, nam smakowało. Były bąbelki, orzeźwiało, było delikatne w smaku, ale nie takie słodkie w porównaniu z innymi.
 
5. Michael Angelo - to wino wybrałam w gości na noworoczny wieczorny toast. Słodkie, lekkie - smakowało, wydaje mi się że jedno z lepszych ( z tych win) .
 
6. Warka Perry - na pewno najgorsze z tych wszystkich, smakuje jak gazowana oranżada. Podobne w smaku do cydru. Zawarość alkoholu 4,5 %).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...