piątek, 30 grudnia 2016

śledzie marynowane - jak ja marynuję śledzie? / jak zamarynować śledzie?/ jakie śledzie do marynowania? - poradnik

Któż nie zna marynowanych śledzi? Chyba każdy, na pólkach w sklepie stoją w słoikach, pudełkach i plastikowych opakowaniach! Kiedyś lubiłam śledzie w occie i mój Pan też tylko takie preferował....... Nawet ostatnio kupiłam słoiczek śledzi w occie na przekąskę i dla mnie była to totalna okropność.
 
Cóż z czasem mojego gotowania, przyszła pora i na domowe śledzie.....Trochę jednak zeszło mi z nauką  ich przygotowania........ bo w dobie gotowych dań......po prostu nie wiedziałam jak się zabrać za niektóre potrawy. I tak właśnie było ze śledziami! Często także w książkach kulinarnych przepisy na śledzie są udziwnione. Nie dla mnie na przykład śledź z ananasem.
Preferuję po prostu klasykę śledzia. W moim domu rodzinnym nie tknęłam śledzia w oleju, a teraz sama je robię. Tylko do zamarynowania potrzebny jest dobry olej.
Na blogach i stronach piętrzą się przepisy na śledzie i często to nie są moje gusta........lubię spróbować czegoś nowego, ale czasem mój organizm musi swoje odchorować bo coś jest za słone, za słodkie czy potrawa jest z różnego rodzaju dodatkami. Ja jestem w stanie zjeść wszystko, jeśli bazą potrawy jest "dobry" produkt, a potrawa składa się z małej liczby składników. Po prostu nie jest udziwniona!
Pierwszym problemem tyczącym się przygotowania śledzi w domu było: jakie śledzie kupić?  i gdzie je kupić ? U mnie raczej solonych śledzi z beczki nie uświadczę! Ale mogę na targu czy dużym markecie (niestety market!) znaleźć solone całe tuszki śledziowe lub płaty śledziowe na wagę z wiaderka.
Wiem, że takie śledzie nie mają dodatków w składzie lub prawie wcale ich nie mają. Jednak czasem ciężko takie spotkać!, ale można.
 Pamiętam sytuację z dużego sklepu, gdzie chciałam zobaczyć skład śledzi na wiaderku, a pani ekspedientka odrzekła " ale to tylko śledzie i woda"!
W takich momentach rozumiem niewiedzę ludzi! Cóż jednak dla mnie jest różnicą na co wydam ciężko zarobione pieniądze.
 
Jak już mamy solone śledzie lub płaty śledziowe trzeba je dobrze wymoczyć. Wiele przepisów mówi, aby moczyć śledzie w mleku (którego ja staram się nie używać ze względu na to m.in jak zwierzęta dające mleko są karmione i traktowane). Do wymoczenia śledzi wystarczy po prostu woda. Ja śledzie moczę cały dzień praktycznie (kilka razy zmieniając wodę).
 

Co dalej po wymoczeniu śledzi i wypłukaniu ich?
Płaty śledziowe najpierw filetuję, przecinam tuszkę śledzia delikatnie wzdłuż na pół i wyciągam główną część grzbietową, pomagając sobie nożykiem.  Jeśli jestem w stanie wyciągam jeszcze małe ości i ostki, jeśli coś wyczuję pod palcami. Trochę zachodu jest przy tej czynności! Jednak już przy późniejszej konsumpcji śledzików nie dłubiemy w nich mając je na talerzu. Gotowe filety bez ości kroję na małe kawałki na jeden kęs, góra dwa.
 
Solone tuszki śledzi.
 
Oczywiście mniej zachodu jest z płatami gotowymi (tzw. ala matias). Te po wymoczeniu kroję na małe kawałki na jeden kęs, góra dwa (tak samo jak przy pofiletowanych tuszkach śledziowych).
 
Płaty śledziowe solone ala matias.
  Po co moczymy śledzie?
Moczymy je po to, aby je odsolić (czyli pozbyć się nadmiaru soli) i przykrego zapachu rybnego. Poza tym jeśli namoczymy uprzednio śledzie są one wtedy kruche i łatwiej je wtedy przygotować.
 
Od czego zależy to jak długo moczymy śledzie? Jak długo ja moczę śledzie?
Przed wszystkim zależy to od wielkości śledzi.
Ja jeśli mam całe tuszki przed moczeniem filetuje je. Właśni jeśli pofiletujemy sobie tuszki i wypatroszymy brzuszki (jeśli mamy takie które tego wymagają) - czas moczenia możemy skrócić.
Całe śledzie należy jednak moczyć przez 12 do 18 godzin w zimnej wodzie, zmieniając co najmniej dwukrotnie. Wody dolewam tyle, aby przekroczyła objętość śledzi dwu, a nawet trzykrotnie.
W czasie odsalania oczywiście próbuje! Jeśli są nadal słone moczę dalej z nową wodą. Jeśli po spróbowaniu śledzia uważam, że mięso jest tylko trochę za słone przerywam odsalanie. Dlaczego? Bo zalewa do której daję moje śledzie dodatkowo wyciągnie sól (jeśli np. robię śledzie w przecierze pomidorowym).

Poza tym całkowicie odsolone śledzie będą niesmaczne! Metodą próbowania znajdziemy swój przepis na śledziki idealne. Każdy ma inny smak (dlatego ja próbuje śledzie podczas odsalania, aby były nie za słone i aby ich całkowicie nie odsolić)
 
Ja tym razem tuszki wyfiletowanych śledzi moczyłam całą noc (kilka razy zmieniając wodę). Płaty śledziowe ala matias tylko samo trzymałam w wodzie (bo połowę z nich robiłam w oliwie, a oliwa nie wyciągnie mi soli)! Ale są tacy, którzy uważają, że płaty śledziowe wystarczy włożyć do zimnej wody na godzinę. Czas moczenia można przedłużyć  do 2-3 godzin (jednak co godzinę zmieniając wodę). Im dłużej moczy się śledzie tym stają się łagodniejsze.
My nie lubimy bardzo słonych potraw, więc moje śledzie są tylko delikatnie słone.
 
W czym marynuję śledzie? Jakich przypraw używam przygotowując marynowane śledzie? Co dodaję do marynowanych śledzi?
Jeśli przygotowuję marynowane śledzie to najczęściej w oleju czy oliwie. Marynuję także w przecierze pomidorowym czy robię marynatę z octu i wody. Jako dodatki daję zawsze cebulkę, surowe jabłko czy suszone owoce t.j. rodzynki, śliwki czy żurawinę. Co do przypraw: listek laurowy, ziarenka ziela angielskiego i przyprawiam całość mielonym czarnym pieprzem.
 
Nie robię śledzi w śmietanie bo dobrej śmietany nie dostanę! Nie jestem przeciwnikiem dobrych olejów czy oliw tłoczonych na zimno. Nawet uważam, że tłuszcz jest zdrowy dla naszego organizmu. Tym razem śledzie zalałam oliwą z oliwek, tłoczoną na zimno którą dostaliśmy z Italii, prosto od gospodarza, który się tym zajmuje.
Do marynowania śledzi można użyć tak jak ja -
*oliwy z oliwek tłoczonej na zimno,
*oleju lnianego, który świetnie komponuje się z śledziami, bo ma rybny posmak,
* oleju rzepakowego tłoczonego na zimno.
Jeszcze jedna moja uwaga co do śledzików!!!! Jeśli ktoś uważa, że śledzie w oliwie są za ciężkie, odbija się komuś po nich - ja będę uważała, że ktoś ma coś z żołądkiem, albo dawno nie zajadał takiego smakołyku. Tłuszcz z ryby (zwłaszcza wyłowionej w morzu) i oliwa to rzeczy zdrowe dla naszego organizmu. Mnie po takim posiłku wystarczy kubek ziołowej herbaty i nie mam problemu z moim układem trawiennym.

środa, 28 grudnia 2016

śledzie z cebulą i jabłkiem w oliwie

Kolejną moją wersją śledzi są śledzie z cebulą i jabłkiem w oliwie. Bardzo lubię nasze polskie jabłka, więc pomyślałam czemu by nie dodać jabłka do śledzia. Bo właśnie jabłko ze śledzikiem komponuje się świetnie! Śledziki z cebulką wzbogacone jabłkiem to też klasyka pośród przepisów na te ryby.  Soczyste jabłko, chrupiąca cebulka i śledzie to bardzo smaczna kompozycja!
 Składniki:
u mnie około 400 g solonych tuszek śledziowych (odsolonych i wyfiletowanych)
duża cebula
duże soczyste jabłko
oliwa z oliwek
2 listki laurowe
5 ziarnek ziela angielskiego
 
Wykonanie:
Tuszki śledziowe filetuję (czyli rozcinam je na pół, pozbywając się głównej części grzbietowej i drobnych ości). Odsalam filety przez całą noc kilka razy zmieniając wodę (czyli moczę śledzie w wodzie). Po odsoleniu i ocieknięciu filetów dobrze z wody kroję je na kawałki - wielkość jeden góra dwa kęsy.
 Cebulę obieram i kroję w grubsze piórka. Jabłko płuczę, nie obieram go ze skórki (razem ze skórką ścieram na tarce o grubych oczkach). Jeśli mam jabłko odmiany, która ciemnieje po starciu na tarce czy obraniu skrapiam je sokiem z cytryny.
Układam partiami w słoiku kawałki śledzików, cebulę, starte jabłko i dorzucam listki i ziarenka ziela angielskiego. Zalewam zawartość słoika oliwą tak, aby przykryła jego zawartość. Odstawiam śledziki do przegryzienia się, ale można je zajadać z kromką chleba od razu.

wtorek, 27 grudnia 2016

śledzie (nie tylko wigilijne) w pomidorach z rodzynkami

Poniższe śledzie w pomidorach zniknęły jako pierwsze z mojego wigilijnego stołu! Zresztą u mnie wszystko od razu zniknie jeśli jest w pomidorach. Do przygotowania tej wersji wykorzystałam gotowe filety śledziowe zwane ala matias. Przygotowując każdy wariant śledzi zawsze dodaję cebulkę (tym razem przed wymieszaniem jej z kawałkami śledzików poddusiłam ją odrobinę. Moje śledziki wzbogaciłam rodzynkami, które świetnie przełamały słony smak śledzi.
Śledziki + cebulka + dobry przecier pomidorowy + rodzynki = idealna kompozycja śledziowa.

Składniki:
gotowe filety śledziowe solone ala matias (na wagę z wiaderka)
dwie duże cebule
duża garstka rodzynek
około 300 ml dobrego przecieru pomidorowego lub passaty
2 łyżki oliwy
2 listki laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
świeżo mielony czarny pieprz
odrobina cukru (jeśli mamy kwaśny przecier pomidorowy)
 
Wykonanie:
Filety śledziowe odsalam (czyli moczę w wodzie przez kilka godzin). Kilkakrotnie zmieniając wodę.
Zawsze próbuje śledzi podczas moczenia w wodzie, aby ich zbytnio nie odsolić (bo całkowicie odsolone też są mało smaczne). Ale robiąc takie śledzie w pomidorach trzeba wziąć całkowicie pod uwagę, że pomidory, którymi zalewam śledzie, też wyciągną sól. Wymoczone płaty śledziowe odsączam z wody i kroję na kawałki (wielkość jeden, dwa kęsy).
Cebulę obieram, kroję w piórka i duszę na oliwie do czasu, aż zmięknie.
Do podduszonej cebuli wlewam przecier pomidorowy, dorzucam listki laurowe i ziele angielskie oraz rodzynki. Zawartość rondla doprawiam świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Gotową zalewę odstawiam do przestygnięcia i dopiero dorzucam kawałki śledzików (bo gotowe płaty śledziowe są delikatniejsze od filetów śledziowych i zawsze mam obawy, że mogą stracić na wyglądzie i ewentualnie się rozpaść pod wpływem temperatury!).
Po wymieszaniu śledzi z gotową zalewą - przekładam całość do słoika i odstawiam w zimne miejsce do przegryzienia się.

piątek, 23 grudnia 2016

śledzie z żurawiną i cebulą w oliwie

Lubię połącznie słonych śledzi ze słodyczą suszonych owoców. Chciałam na wigilijny stół  zrobić kilka wersji śledzi, żeby było różnorodnie i oczywiście mało. Dlaczego mało? Zawsze tak robię, aby był niedosyt, żebyśmy na niektóre potrawy czekali cały rok (no może niekoniecznie na śledziki, Jednak cały rok czekamy na barszcz wigilijny z uszkami, wigilijną kapustę z grochem czy rybę po grecku.
Wprowadziłam w naszym domu racjonalne żywienie, zgodne z porami roku. Na początku ciężko było bo mój Pan domagał się potraw zimą takich które jedzone są latem i odwrotnie. Ale etap tłumaczenia niektórych rzeczy mam już za sobą!
 
 Składniki:
pół kilograma gotowych płatów śledziowych solonych ala matias (na wagę z wiaderka)
garstka suszonej żurawiny (około 100g)
2 cebule
2 listki laurowe
5 kule ziela angielskiego
oliwa z oliwek
 
Wykonanie:
Filety śledziowe odsalam (czyli moczę w wodzie przez kilka godzin). Kilkakrotnie zmieniając wodę.
Zawsze próbuje śledzi podczas moczenia w wodzie, aby ich zbytnio nie odsolić (bo całkowicie odsolone też są mało smaczne). Wymoczone płaty śledziowe odsączam z wody i kroję na kawałki (wielkość jeden, dwa kęsy). Cebulę obieram, kroję w piórka i duszę na oliwie do czasu, aż zmięknie.
Pokrojone płaty śledziowe układam w słoiku na przemian z cebulką i suszoną żurawiną.
Do słoika dorzucam oczywiście listki laurowe i ziele angielskie. Zalewam zawartość słoika oliwą z oliwek. Odstawiam oczywiście do przegryzienia się. Można też konsumować takie śledziki od razu.
 

czwartek, 22 grudnia 2016

śledzie z cebulą w oliwie

Śledzie marynowane z cebulką w oliwie to klasyka śledzia. Kilka składników i może powstać coś pysznego i zdrowego. Można poddusić cebulę przed wymieszaniem jej ze śledziami i zalaniem oliwą.
Ja zawsze jednak wykorzystuję surową, bo taką lubimy, a surowa odrobinę mięknie gdy śledziki przegryzają się w oliwie.
 Składniki:
u mnie około 400 g solonych tuszek śledziowych (odsolonych i wyfiletowanych)
duża cebula
oliwa z oliwek
2 listki laurowe
5 ziarnek ziela angielskiego
czarny świeżo mielony pieprz
 
Wykonanie:
Tuszki śledziowe filetuję (czyli rozcinam je na pół, pozbywając się głównej części grzbietowej i drobnych ości). Odsalam filety przez całą noc kilka razy zmieniając wodę (czyli moczę śledzie w wodzie). Po odsoleniu i ocieknięciu filetów dobrze z wody kroję je na kawałki - wielkość jeden góra dwa kęsy.
 Cebulę obieram i kroję w grubsze piórka.
Układam partiami w słoiku kawałki śledzików i cebulę, dorzucam listki i ziarenka ziela angielskiego. Oprószam całość obficie świeżo mielonym czarnym pieprzem. Zalewam zawartość słoika oliwą tak, aby przykryła jego zawartość. Odstawiam śledziki do przegryzienia się, ale można je zajadać z kromką chleba od razu.
 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

surówka z czerwonej kapusty i jabłek

Zastanawiałam się ostatnio czemu czerwona kapusta nie jest tak popularna jak biała. Ja zaznajomiłam się dobrze z nią, dopiero wtedy gdy zaczęłam prowadzić swój dom i swoją kuchnię. Przywiozłam sobie ze wsi pewnego razu kilka główek właśnie czerwonej kapusty i deliberowałam wtedy co z niej zrobić!
Wtedy trochę ukisiłam, zrobiłam surówki na zimę do słoików. A na koniec powstała surówka do obiadu z surowej czerwonej kapusty. Właśnie w sezonie zimowym gdzie nie ma smacznych pomidorów, zielonych ogóreczków, rzodkiewek i sałaty. Wtedy królują u mnie w mojej kuchni głównie kapusty, marchewki, buraki i jabłka oraz inne warzywa korzeniowe. Dzisiejszą surówkę z kapusty i jabłek lubimy i robię ją często, aż dziwne, że na blogu nie ma na nią jeszcze przepisu.
Składniki:
spora główka czerwonej kapusty
1 cebula
3 winne , soczyste jabłka
odrobina oliwy
odrobina octu
cukier do smaku
sól

Wykonanie:
Kapustę szatkuję, gotuję w dużej ilości wody z dodatkiem soli i octu. Odcedzam w chwili gdy jest na pół ugotowana. Kapustę kroję w większą kostkę, jabłka obieram i ścieram na tarce o grubych oczkach. Mieszam obgotowaną kapustę ze startymi jabłkami, posiekaną cebulą. Całość doprawiam do smaku solą, oliwą, octem i cukrem.

pierniczki korzenne (miękkie) z rodzynkami


sobota, 26 listopada 2016

naleśniki z duszonymi jabłkami

Naleśniki to jedno z dań, które często robiłam i robię w swojej kuchni. Naleśniki to danie, które najczęściej przygotowywałam w swoim życiu i pierwsze, które sama nauczyłam się przygotowywać.
Naleśniki umiałam przygotować już jako dziecko, więc nie było opcji, że padnę z głodu. Na pierwszym miejscu zawsze były naleśniki na słodko z białym serem, później z domowymi dżemami czy ostatnio z prażonymi jabłkami.

 Dziś naleśniki zwinęłam po usmażeniu w kopertę, bo przełożyłam je prażonymi jabłkami. Po zwinięciu naleśnika w kopertę (tak jak to się robi przy krokietach) nadzienie czy farsz nam nie wypada. Tak zwinięte i ułożone w pudełku można zabrać do pracy lub jako posiłek poza domem.
Wiem, że tak zwijając naleśniki nadzienie nie fruwa mi po całym pudełku.
 
Tu na blogu znajdziecie jak zrobić domowe naleśniki? 
 
Po usmażeniu naleśników i podduszeniu jabłek , oczywiście mamy już gotowe naleśniki z duszonymi jabłkami, wystarczy jedno nadziać drugim i zwinąć. Po tej czynności mamy najlepsze na świecie naleśniki.
 

piątek, 25 listopada 2016

duszone jabłka z cynamonem

Lubię duszone jabłka!
Jeśli przygotowuję je z zamiarem dodania ich do szarlotki lub mają one wylądować w naleśnikach (zawsze wtedy kroję je w kostkę).
Jak dla mnie przy duszonych jabłkach zawsze nieodzowny jest cynamon. Cynamon i jabłka to para idealna. Nieprawdaż?
U nas w domu zawsze tylko ja dosypywałam sobie cynamonu na swój talerz czy swojego kubka z napitkiem, druga strona już niekoniecznie, ale zdołała się z nim oswoić.

Znam wiele osób, które na wiele potraw krzywią się i nie zjedzą czegoś jeśli dowiedzą się, że w podanej im potrawie jest cynamon, grzyby czy wydłubują rodzynki z ciast. Nawet zdarzyło mi się, że dana osoba wyczuła, jakąś przyprawę w podanej jej potrawie  i zachowywała  się jakby dostała jakąś trutkę (ja natomiast nie znałam jej jeszcze na tyle, żeby znać jej preferencje smakowe). Zawsze będę twierdzić, że osoba tak się zachowująca ma braki w wychowaniu. Bo takie zachowanie obraża gospodynię, bo ona włożyła w to swój czas, swój wysiłek. Ja zawsze spróbuję podanej mi potrawy i choć nie zawsze mi coś smakuje - zrobię to dla przyzwoitości i aby kogoś nie obrazić czy urazić. Cóż tak już mam! Przecież odmienności w preferencjach smakowych mogą wynikać z tego, że gospodarz pochodzi z innej niż my kultury, ukształtowały go inne niż nas tradycje czy ludzie starsi mają swoje przyzwyczajenia w gotowaniu (może to wynikać, że ktoś pochodzi z innego regionu niż my i tu  też może tkwić odmienność ich kuchni) np. ktoś je bardzo tłusto!
 
Ja nie miałam nigdy oporów, żeby nie zjeść tego czy tamtego (może wyjątkiem były zacierki na mleku u mojej babci, ale wtedy byłam dzieckiem). Nie mam traumy z dzieciństwa, że czegoś nie lubiłam, Tak zostałam wychowana z szacunkiem do jedzenia! Do tej pory nie wyniosę chleba do śmietnika, choć u mnie w domu nadmiarem chleba dzielę się z moimi czworonogami! Wiem, wiem psy nie powinny jeść tego czy tamtego?! Ale czy kiedyś w domach się zastanawiano czy pies lub kot ma zbilansowaną dietę? Pieski i kotki jadły to samo co domownicy i czy były gorzej żywione niż teraz?!
Myślę, że czasem powinniśmy się zastanowić, jeśli kupiliśmy nadmiar jedzenia i nie umiemy go spożytkować, że właśnie tyle ile wyrzuciliśmy, tyle właśnie może nam braknąć?
Wiem, że to już nie te czasy? - czasy głodu, czy kolejek za żywnością na kartki!
Ale nigdy nic nie wiadomo! Poniekąd historie się powtarzają!
Tylko pytanie: czy obecnie jest lepiej niż było?
Nad tym się ciągle zastanawiam słysząc starszych: Kiedyś było biedniej, a żyło się lepiej?

Dziś napiszę o tym jak ja duszę jabłka, które są dodatkiem do innych potraw czy ciast. Bo duszone jabłka dodaję do naleśników, ryżu gotowanego na mleku czy szarlotki.
Składniki:
jabłka (dowolna ilość) - najlepsze są owoce z odmian, które łatwo się rozgotowują np. antonówki
cukier (opcjonalnie) - jeśli jabłka są mało słodkie, ja dosypuję cukru do smaku!
cynamon (wedle upodobań)
 
Wykonanie:
Jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i wszystkie uszkodzenia. Kroję w małą kostkę i wrzucam do rondla, dosypuję cukier i cynamon.
Podlewam jabłka odrobiną wody i duszę je  do czasu, aż dobrze zmiękną. Podczas duszenia pilnuję, żeby się nie przypaliły, w razie gdy woda by odparowała.
Tym razem jabłka podałam jako nadzienie do naleśników.
Możemy takie jabłka włożyć, dobrze uciskając do wyparzonych słoików i zapasteryzować. Takie jabłka zamknięte w słoiczki pasteryzuję około 15 minut.


czwartek, 24 listopada 2016

odwrócony biszkopt z mandarynkami

Dziś przepis na najprostsze ciasto czyli biszkopt. Gotowe w chwilę (oczywiście oprócz pieczenia, choć ono również trwa chwilę)!!!! Znaleźć biszkopt czy biszkopciki bez żadnych wynalazków do kupienia w sklepie, obecnie chyba bez szans i już się w to nie bawię bo szybciej upiekę biszkopt w domu niż taki znajdę do nabycia .   Nie wliczam tu środków spulchniających bo te jeszcze toleruję i sama ich używam w mojej kuchni do niektórych ciast t.j. biszkoptowo - tłuszczowe.
Soda oczyszczona czy proszek do pieczenia nie są na liście produktów, których nie używam w mojej kuchni czy domu!

Choć do najzwyklejszego biszkoptu czyli takiego którego bazą są jajka, mąka i cukier - środki spulchniające nie są mi potrzebne.

Obok dzisiejszego szybkiego przepisu na biszkopt - napiszę w skrócie co jest najważniejsze przy ciastach biszkoptowych?!
Najważniejsze w ciastach biszkoptowych jest ich puszystość!

Jak ją uzyskać?
Puszystość ciast biszkoptowych uzyskuje się dzięki pęcherzykom powietrza wtłoczonym do piany podczas ubijania.
Dlatego właśnie piana musi zostać ubita na sztywno, a następnie wymieszana z pozostałymi składnikami, tak aby podczas mieszania nie zostały rozgniecione właśnie pęcherzyki powietrza.
Oprócz jajek pozostałe składniki w ciastach biszkoptowych to po prostu mąka i cukier.
 
 
Aby sobie urozmaicić mój cieniutki biszkopcik upiekłam go z dodatkiem pokrojonych w plasterki mandarynek. Mandarynki ułożyłam na spodzie wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy, przed wylaniem do niej ubitego ciasta biszkoptowego.
Dlaczego mandarynki ułożyłam na spodzie ciasta?
Po pierwsze, aby biszkopt mi wyrósł (był tylko z 4 jajek), więc wiadomo, że wyrósł mi tylko odrobinę, ale wyrósł!
Po drugie, aby ładniej się prezentował. Jeśli mandarynki ułożyłabym na wierzchu biszkoptu, to podczas pieczenia opadłby w ciasto i nie byłoby takiego efektu wizualnego na koniec jaki mi wyszedł.
 
 
Składniki:
100 g mąki
4 jajka z wolnego wybiegu
75 g cukru pudru lub białego cukru
5 -6 małych mandarynek (lub więcej) czyli tyle, aby po ich obraniu i pokrojeniu w plasterki wystarczyło na wyłożenie spodu tortownicy
 
ponadto: cukier puder do oprószenia wierzchu biszkoptu
 
 
Wykonanie:
Obieram mandarynki z skórek i kroję w cienkie plasterki. Tortownicę wykładam papierem do pieczenia. Na dnie tortownicy układam gęsto plasterki mandarynek.
Po wyłożeniu spodu tortownicy plasterkami mandarynek przechodzę do ubijania biszkoptu.
Oddzielam żółtka od białek. Żółtka ucieram z cukrem, aż masa zbieleje. Białka ubijam na sztywno. Na żółtka nakładam warstwami pianę i mąkę. Delikatnie mieszam ciasto i wylewam do tortownicy, przykrywając nim plasterki mandarynek leżących na spodzie formy. Wyrównuję masę szpatułką.
Biszkopt piekłam w temperaturze 180 °C   około 35 minut (do suchego patyczka).
Ciasto po upieczeniu wyjęłam z piekarnika i formy.
Przewróciłam je do góry dnem i zdjęłam delikatnie papier do pieczenia.
Gotowy biszkopt, wyłożyłam na talerz i zostawiłam do całkowitego wystygnięcia.
Po ostygnięciu, posypałam jego wierzch cukrem pudrem i pokroiłam w trójkąty. 
 
 

poniedziałek, 14 listopada 2016

francuski Le Nègre, czyli murzynek (proste ciasto czekoladowe bez mąki)

Ostatnio popełniam coraz częściej jakieś ciasta i znikają (napiszę tu, że nie ja sama je konsumuję)! Jeśli piekę to jest to mała porcja, mała blaszka i tak aby trafić w gusta mojego łasucha.
Nie kupuję w sklepie już żadnych ciasteczek, batoników itp. słodyczy.  No może jedynie gorzką czekoladę z zawartością kakao minimum 70% i bez syropu glukozowo- fruktozowego.
Lubię cukier i dozuję sobie go w domowych słodkościach, bo nawet kawy i herbaty nie lubię sobie słodzić - bo tak przywykłam. Cukier po prostu psuje mi smak naparów. Jedynie zimą czasem robię sobie mocną czarną herbatę, dorzucam do niej cytrynę i tylko taką herbatę słodzę.
 
Czekając na powrót mojego Pana z pracy, po ugotowaniu dla nas kolacji, pomyślałam o jakiejś słodkości. W pierwszej chwili pomyślałam o upieczeniu brownie. Zaczęłam wertować  moje notatki, zeszyty i książki z wypiekami!
W końcu  książka sama otworzyła się na francuskim murzynku.
Pomyślałam (to jest to!), że to ciasto jest idealne do lampki czerwonego wytrawnego wina na zakończenie posiłku i nie pomyliłam się!
Wypiek ten polecam jeśli ktoś lubi ciężkie, czekoladowe ciasta i nie siedzi z kalkulatorem w ręku licząc sobie ciągle kalorie.

Czasem lubię wiedzieć skąd dane danie czy ciasto  pochodzi i z czym go podać. Gotując lubię mieć wszystko idealnie skomponowane, od pierwszego dania do deseru, wliczając w to napitek (jeśli takowy mam zamiar podać)!
Francuski Le Nègre to nieprzypadkowo specjalność akwitańska. W Akwitanii produkuje się czerwone wina bordoskie, które świetnie pasują do czekolady.
Połączenie czekolady i wina nie powinno chyba nikogo zbytnio dziwić! Ja gdy pomyślę o winie i czekoladzie - to połącznie wydaje mi się po prostu idealne!
Bo każde wino słodkie przy słodkiej czekoladzie zawsze staje się mdłe, a kwaskowatość wina czerwonego uwydatnia słodycz ciasta, a to rewanżując się podkreśla moc i bukiet wina.
Składniki:
200 g dobrej gorzkiej czekolady
200 g masła o zawartości tłuszczu minimum 82%
200 g białego cukru
4 jajka z wolnego wybiegu

 Wykonanie:

Oddzielam żółtka od białek. Pokruszoną czekoladę wkładam do garnuszka, dodaję masło i wstawiam garnuszek do większego naczynia z gotującą się wodą. Czekoladę z masłem podgrzewam, aż się rozpuszczą. Żółtka ucieram z połową cukru, gdy masa, łączę ją z rozpuszczoną czekoladą i zdejmuję z ognia. Białka ubiłam na sztywno z pozostałym cukrem, następnie delikatnie łączę z pozostałą masą.

Boki i dno tortownicy wykładam papierem do pieczenia. Wlewam do tortownicy masę, wyrównuję wierzch szpatułką i wstawiam ciasto do piekarnika. Piekę około 40 minut w temperaturze 180 °C.

Upieczone ciasto studzę około 10 minut i wyjmuję z tortownicy oraz usuwam papier.

Ja dodatkowo udekorowałam mój ciasto cząstkami filetowanej pomarańczy.

Ciasto można podać ciepłe do czerwonego wina lub ostudzone z bitą śmietaną do kawy czy herbaty.

Jak filetować pomarańczę?!, jak filetuję pomarańczę?:
Odkrawam czubek i spód owocu. Ostrym nożem pionowymi ruchami ścinam skórkę z pomarańczy (skórkę ścinam razem z albedo czyli białą częścią pod skórką). Z obranej pomarańczy, wycinam kształtne cząstki pozbawione błonek.
 

niedziela, 13 listopada 2016

gołąbki wegetariańskie / gołąbki wegańskie - czyli gołąbki nadziane kaszą jaglaną, czerwoną soczewicą i pieczarkami w sosie pomidorowym

Mięso w mojej kuchni gości ostatnio bardzo rzadko, nie zostałam wegetarianką! ale jeśli mam jeść takie, które pochodzi z chowu przemysłowego, wolę dania roślinne! Wiecie dieta bez mięsa jeszcze dwa, trzy lata temu wydawała mi się niemożliwa w moim domu i mojej kuchni. Zdarzały mi się dania bezmięsne, ale mój Pan kręcił na nie nosem! Tyle o ile mieliśmy mięso z wiejskiej zagrody, gotowałam dania mięsne, teraz zdarzyło nam się zjeść mięso (udka czy skrzydełka) szczerze napiszę "z marketu"!
Wiecie byłam zaraz po takim posiłku głodna, nie smakowało mi!!!!!! i z tyłu głowy miałam świadomość skąd pochodzi i jak został wyhodowany ten mój posiłek. Takie mięso to trochę tłuszczu, antybiotyków i nie wiadomo czego.
 
Zresztą bardzo dziwny okres przechodzę w moim życiu, szukam odpowiedzi na wiele pytań i nie mogę znaleźć sobie na nie odpowiedzi. Jeszcze jakiś czas temu, wiele rzeczy wydawało się takich oczywistych, a teraz nachodzi mnie wiele wątpliwości!!!!
 
Teraz już wiem, że obiad bez mięsa, może być naprawdę smacznym posiłkiem.
Gołąbki robiłam dwukrotnie, mój Pan zażyczył sobie powtórkę z nich. Jednego dnia zrobiłam mniejszą turę, a dzień później zrobiłam ich więcej, bo Nam smakowały.
Nie będę tu pisała, że nawet mięsożercy nie poznaliby się, że nie ma w moich gołąbkach mięsa. To ciągle robią autorzy blogów wegańskich i wegetariańskich, że  coś smakuje jak mięso. Żaden produkt roślinny nie smakuje jak mięso - niestety! Może być jedynie jego namiastką.
Napiszę tu jednak, że moje gołąbki smakowałyby nawet mięsożernym!
 
Składniki:
szklanka suchej kaszy jaglanej
szklanka suchej czerwonej soczewicy
pół kilograma pieczarek
główka większej białej kapusty
dwie większe cebule
sól
czarny mielony pieprz
kilka ziarenek ziela angielskiego
2 listki laurowe
pół litra dobrego przecieru pomidorowego
odrobina oleju do podduszenia cebuli
1-2 łyżki dobrego masła (opcjonalnie)
 
Wykonanie:
Szklankę kaszy jaglanej zalewam 1,5 szklanki wody i gotuję na pół miękko (kaszę do miękkości gotuję się w proporcji 1 szklanka kaszy : 2 szklanki wody).
W drugim garnku gotuję soczewicę (soczewicę gotuję do miękkości 1 szklanka soczewicy :dwie szklanki wody).
Pieczarki obieram, kroję w plasterki, wrzucam na patelnię, podlewam odrobiną wody i duszę do miękkości.  Pod pieczarkami musi odparować woda.
Cebulę obieram, siekam w kostkę i szklę na odrobinie oleju.
Do dużej miski wrzucam ugotowaną kaszę, ugotowaną soczewicę, pieczarki i cebulę. Całość farszu doprawiam solą i czarnym mielonym pieprzem.
Główkę kapusty, obrałam z brzydkich wierzchnich liści.
Kapustę zawsze sparzam (do dużego garnka wkładam kapustę, zalewam ją wodą i zagotowuję). Gotuję do czasu, aż z kapusty z łatwością zdejmę pojedyncze liście, w całości.
Zanim w każdy listek zawinę farsz, twardą część liścia delikatnie rozbijam tłuczkiem do mięsa, uważając, żeby nie uszkodzić liścia kapuścianego. Na każdy rozbity listek kapusty nakładam farsz (farszu tyle, żeby z łatwością zwinąć kapuściany liść z farszem w gołąbek).
Liść kapusty z farszem zawijam ściśle na kształt koperty. Na dnie garnka w którym będę dusiła gołąbki układam pojedyncze liście kapusty. Na liściach kapusty układam pozwijane gotowe gołąbki.
Zalewam gołąbki wywarem warzywnym lub wodą, tak, aby były przykryte. Dodaję listki laurowe i ziele angielskie. 
Gotuję gołąbki do czasu aż liście z kapusty będą miękkie. W czasie duszenia  gołąbków woda, którą je zalaliśmy może nam odparować, wtedy po prostu ją uzupełniamy.  Na koniec do garnka dodaję przecier pomidorowy i jeszcze raz zagotowuję gołąbki.
Na koniec dorzucam do garnka zieleninę (u mnie mrożona latem nać selera korzeniowego).
Gołąbki podaję z kromkami dobrego chleba, posmarowanego masłem!  


niedziela, 11 września 2016

malina właściwa - to nie tylko dobrze nam znana słodycz prosto z krzaka, ale przede wszystkim lekarstwo zakorzenione w medycynie ludowej !!! (skład, właściwości, zastosowanie, ciekawostki, obecność w kulturze)

Malina właściwa (dzika)- jej właściwa nazwa to - rubus idaeus
Raspberry, Red Raspberry (ang.)
Framboisier (franc.)
Himbeere (nm.)
Malina obyknowiennaja (ros.)
 
Malina należy do rzędu Rosales czyli różowce i rodziny Rosaceae czyli różowate (do której zalicza się też jeżyny, poziomki, truskawki, róże i wiele innych roślin.
 
 
Jakie mamy odmiany malin?
Malin mamy całe mnóstwo! Począwszy od tych rosnących w stanie dzikim do form ogrodowych.
U nas w lasach mamy do czynienia z maliną właściwą (Rubus ideaus).
Natomiast poza naszym krajem istnieją inne odmiany malin np. malina moroszka (Rubus chamaemorus) jest pospolita na Syberii oraz w krajach skandynawskich. Jest też malina kamionka (Rubus saxatilis) o dużych pestkach i malina tekszla (Rubus arcticus) -rosnąca na Arktyce.
Dziś mamy wiele odmian pochodzących od maliny amerykańskiej (Rubus strigosus) i maliny czarnej (rubus occidentalis). Czasem spotyka się też odmiany gatunku maliny purpurowej (Rubus oreglectus), której owoce przypominają jeżyny.
 
Gdzie malina rośnie w stanie dzikim?
Malina rośnie na terenie nieomal całej Europy i na znacznym obszarze Azji (łącznie z Japonią).
 
Kiedy i dlaczego zaczęto uprawiać maliny?
Malina w porównaniu z np.m.in winoroślą jest młodą kulturą w uprawie sadowniczej. Nasi przodkowie (praojcowie) mieli przecież w borach dość malin i jeżyn, żeby się kusić na ich uprawianie. Ale w miarę powstawania większych ośrodków miejskich i wycinania puszcz i lasów zaczęto hodować maliny - wytwarzając mnóstwo  odmian ze zwykłej maliny leśnej czyli właściwie Rubus idaeus.
Już w VII wieku wymienia się kilka odmian malin o owocach białych i czerwonych czyli już wtedy musiano je udomowić. Pewnie przebiegało to tak jak u poziomek. Po prostu posadzono przy domu dzikie krzewy i dbano o nie, usuwając jednocześnie te, które rodziły kwaśne, drobne owoce, a rozmnażając te lepsze i w ten sposób odbywała się tzw. selekcja negatywna. Dopiero bodajże w XIX wieku zawodowi szkółkarze zajęli się malinami (od tamtej pory są olbrzymie i słodkie, ale niestety aromatem nie mogą dorównać tym leśnym, dziko rosnącym).
 
Maliny hodowlane różnią się między sobą porą dojrzewania i barwą owoców. Są żółte, czerwone, różowe, purpurowe i nieomal czarne. My najczęściej spotykamy się z malinowymi.
Maliny dzielą się na dwa rodzaje: letnie (owocują jednorazowo) - pąki kwiatowe zawiązują się na dwuletnich pędach, a owoce pojawiają się na nich w czerwcu, albo lipcu. Należą do nich m.in. glen ample, sokolica, laszka i jesienne (owocują dwukrotnie), owoce pojawiają się najpierw w lipcu na pędach dwuletnich i drugi raz jesienią we wrześniu lub w październiku, na pędach jednorocznych wśród nich są m.in. polana, polesie, polka.

Jak wygląda malina? Czy malina to krzew czy bylina?
Jak się rozmnaża maliny?
Malina jest krzakiem (byliną) o wysokości 1-2m o ciernistych, zdrewniałych pędach rózgowato wygiętych. Posiada liście ostro pikowane 3-5(7) listkowe (białe, kutnerowate), boczne listki siedzące oraz liczne podziemne rozłogi. Pędy kwiatowe krótkie, z  3 listkowymi liśćmi. Kwiatostany osadzone w pachwinach liści lub na wierzchołkach pędów, złożone z niewielu kwiatów, typu baldachogrona lub grona. Kwiaty ma małe białe, zwykle obupłciowe (znane są jednak rośliny o kwiatach męskich), obcopylne. Malina ma owoc zbiorowy, złożony z drobnych, soczystych pestkowców (czerwony, żółty, purpurowoczarny). Barwa owoców jest skorelowana zazwyczaj z barwą kolców (odmiany z czerwonymi lub różowymi kolcami mają czerwone owoce, odmiany z zielonymi kolcami - owoce żółte lub bursztynowe)
 Ma wieloletni system korzeniowy.
Malina jest czymś pośrednim między krzewem, a byliną. Jej część nadziemna odnawia się z korzeni, jak u bylin. Ale pędy wszystkich bylin kwitną i owocują w jednym okresie wegetacyjnym, a u maliny pędy w jednym roku rosną, a w drugim kwitną i owocują. Wprawdzie są maliny powtarzające, u których ten sam pęd może owocować już w pierwszym roku.
Malinę rozmnaża się głównie za pomocą odrostów korzeniowych, a także sadzonek korzeniowych i przez dzielenie roślin. Sadzi się wiosną przed rozwinięciem się pączków lub jesienią po opadnięciu liści, pod pług lub łopatą

W jakich miejscach można spotkać maliny i jakie wymagania glebowe mają maliny, żeby im się dobrze rosło?
Na polanach, obrzeżach lasów, połoninach, często na przydrożach. Jest także uprawiana w ogrodach.
Jest rośliną o wysokich wymaganiach glebowych. Najlepiej czuje się na stanowiskach osłoniętych od słońca i lekko zacienionych. Lubi też luźne, niezbyt suche, żyzne i bogate w składniki pokarmowe gleby (o lekko kwaśnym odczynie). Krzewy wyróżniają się dużą odpornością na mróz.
 
Wartości odżywcze / skład chemiczny malin:
Maliny to przede wszystkim:
woda 77-84,5%,
ale i
*białko 1,1 %-1,7%,
*tłuszcz 0,2% -0,9%
*węglowodany 13 -15%
oraz
*błonnik ok. 5,9%.
Owoce maliny zawierają także 
*cukry 5,6 -11,5% (1,4-8,1% fruktozy, 2,8-4,3 glukozy, 0,6-6,5% sacharozy),
* pektyniany 0,4-6,3%,
* do 0,9% pektyn,
* celulozy 4-6%,
* duże ilości kwasów organicznych (cytrynowego, jabłkowego, askorbinowego, salicylowego) - 0,6-2,2% (kwas salicylowy, warunkuje znaczenie naparu z suchych malin jako starego ludowego środka napotnego),
*witaminę C (9-44%mg, a w liściach 300mg%),
oraz
* witaminyA,B2,PP i β cytosterynę.

Maliny są zasadotwórcze (+5), niskokaloryczne (1oo g zawiera 63 kcal - 264 kJ).


 
 

piątek, 12 sierpnia 2016

ciasto drożdżowe z automatu do wypieku chleba z kruszonką oraz o pieczeniu drożdżówki w automacie do wypieku chleba ?

Bardzo lubię ciasta drożdżowe zarówno te słodkie (zazwyczaj bardzo mało je słodzę), jak i  te wytrawniejsze. Dlatego jako jedną z pierwszych rzeczy do kuchni kupiłam automat do wypieku chleba. Nie jest on jakiejś specjalnej firmy, używany w miarę często od około 6 lat i jeszcze chodzi! Bo wiadomo jak w dzisiejszych czasach produkowane są sprzęty nie tylko kuchenne (specjalnie je postarzają, abyś po awarii jednego kupił następny, bo nie opłaca się tego zepsutego oczywiście naprawiać). Pisząc  tu o sprzętach kuchennych - wspomnę, że na jesieni nabyłam młynek do kawy w markecie (oczywiście market w którym chyba wszyscy Polacy robią zakupy!!!!!). Cena była średnia jak na moją kieszeń. Przyniosłam go do domu, zmieliłam kilka razy kawę, zabrakło mi w domu cukru pudru, więc młynek poszedł w ruch i w czasie pracy oczywiście się przepalił. A pomyśleć, że w młynkach naszych mam (produkowanych z 30 lat temu mieliło się wszystko). Mam nawet taki stary młynek w domu, działa - jedynie kabel do wymiany.
Dobrze, że weszło mi w nawyk skanowanie czy kserowanie paragonów, więc jeśli coś nabędę i zepsuje się na gwarancji - idę to oddać! Tak samo było z młynkiem. Po rozpatrzeniu gwarancji, młynka nie naprawili, zwrócili pieniądze. Bo nie opłaca im się takich przedmiotów naprawiać - za dużo zachodu! Sprzęt się zepsuje, klient nie zawsze schowa paragon, albo paragon wyblaknie, albo cena nabytego przedmiotu wydaje mu się niska, że stwierdza "szkoda zawracaj sobie tym głowy".  A szkoda, że czasem czegoś nie reklamujemy, bo jeśli połowie nabywców dany przedmiot, który nabyli się zepsuje i go nie zareklamują - to sklep nieźle na tym zarabia. A to, że tylko garstka klientów przyjdzie oddać towar to producent i tak jest na plusie!!!!!!!!!

Miałam jednak tu pisać, o cieście drożdżowym, najczęściej wyrabiam je w automacie i piekę w piekarniku (np. w przypadku ciasta na paszteciki drożdżowe, bułki z owocami czy zwykłe drożdżówki z kruszonką itd.). Automat jest idealny gdy mam przepis w którym ze składników wychodzi lejące się ciasto (znaczy się rzadkie w swojej konsystencji) i lepiej nie dodawać do niego podczas wyrabiania mąki, żeby nie było twarde! Takie ciasto jest najczęściej w przepisach na pączki.
A jeśli jest to zwykła chałka, to ustawiam od razu w automacie program od razu z wypiekaniem.
Dla mnie automat to wybawienie jeśli mam chłodno w mieszkaniu, podgrzeje mi on składniki i utrzymuje temperaturę podczas wyrastania.

Dzisiejsze ciasto drożdżowe z automatu jest jednym z pierwszych, które piekłam po nabyciu mojego automatu do wypieku chleba. Zawsze wychodzi pyszne, mięciutkie i domowe bez żadnych wynalazków polepszających smak!!!
To ciasto było pieczone multum razy, ale nigdy nie zdążyłam go sfotografować, tym razem pół zjedliśmy po upieczeniu, a resztę schowałam, żebym mogła go obfocić.
Zanim przejdę do przepisu, wspomnę tu, ż każdy automat do wypieku jest inny (ma inne funkcje) i zanim zaczniemy w nim piec najlepiej zapoznać się z instrukcją obsługi. Ale każdy automat ma funkcję podstawową (basic) i  funkcję do wyrabiania ciasta (dough). Te dwa programy ułatwiają wypiek drożdżowego w domu.
Wiem, że aby upiec drożdżowe w domu nie potrzeba żadnej maszyny, ale taka maszyna ułatwia życie, jeśli chcemy mieć domowe drożdżowe czy drożdżówki.
Przy pomocy programu podstawowego zrobimy drożdżowe w domu od A do Z - czyli maszyna wyrobi za nas ciasto, pomoże mu wyrosnąć i upiecze.
Przy pomocy programu do wyrabiania ciasta - maszyna wyrobi nam ciasto i pomoże mu wyrosnąć. Po tym czasie wyjmujemy ciasto z maszyny i formujemy drożdżowe czy drożdżówki, zostawiamy taki wyrobiony wyrób do ponownego wyrośnięcia i normalnie pieczemy w piekarniku!
 
 
Co należy zrobić, żeby drożdżówka pieczona w automacie nam wyszła?
po pierwsze: pieczenie w automacie jest proste wystarczy tylko przestrzegać kolejności dodawania składników, ponieważ dzięki temu mamy pewność, że ciasto zostanie wyrobione jak należy,
po drugie: należy pamiętać, że drożdże nie powinny się stykać z cieczą, ani z solą - dlatego składniki ciasta należy dodawać w kolejności płynne (mleko, masło, jajka), a następnie mąkę i cukier, a na końcu drożdże i z boku sól,
po trzecie: zawsze przesiewam mąkę i używam świeżych drożdży (myślę, że pieczenie z suszonych to nie to samo)!
Składniki:
pół kg mąki pszennej
2 jajka
3 łyżki cukru
25 g drożdży
około 60 g masła
pół łyżeczki soli
250 ml mleka
 
 
dodatkowo: rodzynki, suszona żurawina
 kruszonka:
łyżeczka masła
łyżka mąki
łyżka cukru
 
wykonanie kruszonki: mieszam masło, mąkę i cukier, żeby się połączyły.
 
Wykonanie ciasta:
Wlewam do automatu mleko, rozpuszczone przestudzone masło i wbijam jajka. Na płynne składniki przesiewam mąkę, dodaję cukier i kruszę drożdże. Z boku dodaję sól. Ustawiam automat na program podstawowy (basic), wielkość ciasta (u mnie w maszynie najmniejszy to kilogram) oraz stopień zarumienienia skórki ciasta. Pieczenie w takim programie to 3,5 godziny w tym czasie maszyna podgrzewa składniki, wyrabia ciasto i go wypieka.
Program ten umożliwia dodawanie bakalii - po czasie podgrzania składników i ich wyrobieniu, następuje sygnał dźwiękowy po którym możemy dodać dodatki (ja zazwyczaj dorzucam rodzynki).
Gdy już maszyna ostatni raz wyrobi mi ciasto kruszę kruszonkę palcami na ciasto.
 
Jeśli mam zamiar robić drożdżówki z ciasta drożdżowego po prostu wrzucam wszystkie składniki do automatu jak przy programie podstawowym (basic) i ustawiam na program do wyrabiania ciasta (dough). Po wyrobieniu ciasta przez maszynę wyjmuje ciasto - formuje z niego drożdżówkę czy bułeczki. Na wierzchu wyrobu układam owoce, budyń, ser czy kruszonkę i zostawiam do ponownego wyrastania. Po wyrośnięciu piekę normalnie w piekarniku.

CO ROBIĘ , ŻEBY CIASTO Z WYPIEKACZA BYŁO SMACZNIEJSZE CZY LEPIEJ WYGLĄDAŁO?
*większość wypiekaczy do chleba ma funkcje zapamiętywania programu na jaki jest ustawiony (na wypadek chwilowego braku prądu, podobno jest to 10 minut, ja nigdy tego nie sprawdziłam)!!!!!Ale po ostatnim wyrastaniu wyłączam maszynę z prądu i mokrymi dłońmi wyjmuje mieszadła, po czym ponownie włączam ją do prądu.
Dlaczego mokrymi dłońmi wyjmuje mieszadła? Wtedy ciasto nie klei się do rąk.
* dodając np. suszone bakalie (np. rodzynki) moczę je przed dodaniem do ciasta w gorącym mleku czy wodzie. Kiedy zmiękną odcedzam je i dodaję do ciasta.
* zamiast kruszonki na mój drożdżowy wypiek daję lukier albo posypuje go cukrem pudrem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...