niedziela, 29 listopada 2015

ciasteczka kokosanki z domową polewą czekoladową

 Puszka z ciastkami u mnie w kuchni pozostawiona na widoku, zazwyczaj w szybkim tempie świeci pustkami (zwłaszcza gdy ich  głównym składnikiem jest kokos czy wiórki kokosowe).
Dzisiejsze ciastka robi się w mig, nie są skomplikowane, są wręcz proste w wykonaniu i co ważne z prostych składników. Nawet osoba nie mająca zdolności do pieczenia, wykona je bez problemu. 

Składniki:
200 g wiórków kokosowych
2 białka (zawsze używam jajek z wolnego wybiegu)
100 g cukru

Wykonanie:
Piekarnik rozgrzewam do 180°C.  Białka wlewam do głębokiej miski, ubijam na sztywną pianę, stopniowo dosypując cukier. Pianę posypuję wiórkami kokosowymi i całość delikatnie mieszam. Masę wykładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia łyżką. Piekę 10-12 minut do zrumienienia. Ja uformowałam sobie z masy na małe okręgi. Ciastka także nie mogą być zbyt ciemne.


POLEWA CZEKOLADOWA
60 g dobrego masła (o zawartości tłuszczu minimum 82%)
1/4 szklanki cukru
2 łyżki kakao
łyżka wody lub mleka

Wykonanie:
W łyżce wody lub wody rozprowadzam kakao.
Do rondela wrzucam masło i cukier. Mieszam do czasu, aż masło i cukier się rozpuszczą.
Do rozpuszczonego masła z cukrem dodaję kakao i wszystko dokładnie mieszam, żeby powstała gładka i jednolita w konsystencji polewa.

Gotową polewą smaruję gotowe ciasteczka z jednej strony.
Gdy polewa na ciasteczkach zgęstnieje i stwardnieje, podaję je lub przekładam do pudełka lub słoika.

sobota, 28 listopada 2015

kapuśniak z kiszonej kapusty pekińskiej

Dnie króciutkie, zimno, ciemno prawie cały czas. Ostatnio nie ogarniam wszystkiego........ Chciałabym, żeby jeśli już coś robię było perfekcyjnie i dokładnie......
Niezależnie czy czegoś się uczę czy czytam chciałabym z tego jak najwięcej zapamiętać, jeśli gotuję to chciałabym, żeby zawsze było smacznie i zdrowo, domowo.......
Mam takie poczucie, że coraz mniej osób konstruktywnie myśli, nie doczyta czegoś, usłyszy jakieś strzępki informacji, nie zweryfikuj czegoś.......i za wszelką cenę udowadnia, że tylko jego racja jest słuszna i właściwa.......
W dziedzinie gotowania, mam takie wrażenie, że nawet te stare gospodynie, pamiętające stare i proste sposoby gotowania.......twierdzą, że tego czy tamtego już się nie robi.....kiedyś tak się robiło.....
Tylko ja bym chciała coś robić tak jak kiedyś....... 
Cóż  zostają mi jedynie stare książki....W tym czasem sęk co innego praktyka, a co innego teoria :).

Wiecie co im jestem starsza, to coraz bardziej lubię naszą polską kuchnię i nie dla mnie wynalazki i nowinki......ale nie twierdzę, że nie jestem ciekawa smaków i kuchni z innych rejonów świata....

Drugi raz ugotowałam kapuśniak z kiszonej pekinki, za pierwszym nie zdążyłam go sfotografować. Z drugiego gotowania kapuśniaku zdołałam odlać miskę zupy, zanim garnek zaczął świecić pustkami.

Gorąca treściwa zupa, między spacerem z psami, a kartkowaniem kolejnych stron książki to jest to w takie ponure i jesienne dni...jakie ostatnio bywają.


  Składniki:
kiszona kapusta pekińska(u mnie litrowy słoik )
mięso do ugotowania wywaru (u mnie mięso gołębie z wiejskiej zagrody), ale może być kawałek drobiu np.korpus, żeberka czy kość od schabu
ziemniaki 3-4 większe
marchewka
cebula większa
2 łyżki smalcu kaczego, gęsiego,z królika (ewentualnie dobrego masła)
2 łyżki mąki
2 listki laurowe
kilka ziarenek ziela angielskiego
świeżo mielony czarny pieprz
łyżeczka słodkiej papryki



Wykonanie:
  Mięso gołębie płuczę, wkładam do garnka, dodaję   przyprawy listek laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego i  gotuję wywar (czyli do miękkości mięsa). W tym czasie obieram ziemniaki i marchew. Ziemniaki kroję w kostkę, a marchew w plasterki bądź kostkę. Ugotowany wywar dzielę na dwa garnki. W jednym garnku z wywarem gotuję kapustę, którą uprzednio odciskam z soku. Kapustę gotuję do miękkości (kapusta pekińska jest delikatniejsza w smaku i krócej się gotuje niż zwykła kiszona biała). Ja kiszoną pekinkę gotuję z około 30 minut. W drugim garnku z wywarem gotuję ziemniaki i marchew.
* nigdy nie gotujemy warzyw i ziemniaków w kwasie bo się nie ugotują.
Ugotowane mięso oddzielam od kości i dzielę na mniejsze kawałki. Gdy kapusta jest miękka i ziemniaki z marchewką też - łączę oba wywary.
Następnie dorzucam do wywaru podzielone na kawałki mięso.
Na patelnię wrzucam łyżkę tłuszczu i szklę na nim posiekaną cebulę. Gdy już cebula się zeszkli, wrzucam ją do garnka z zupą. Patelnię po cebuli osuszam i wsypuję na nią mąkę, którą lekko rumienię. Następnie do zrumienionej mąki dodaję łyżkę tłuszczu i mieszam, żeby tłuszcz połączył się z mąką. Do powstałej zasmażki, dodaję na patelnię kilka łyżek zupy, żeby rozprowadzić zasmażkę. Zasmażkę z zupą na patelni mieszam dokładnie, żeby nie powstały grudki. Przelewam rozprowadzoną w zupie zasmażkę do garnka z zupą i mieszam dokładnie zawartość garnka, żeby w zupie nie powstały kluski.
Zupę na koniec doprawiam słodką papryką w proszku i świeżo mielonym czarnym pieprzem.

piątek, 27 listopada 2015

kiszona kapusta pekińska

Kapustę kiszę w domu (zarówno białą jak i czerwoną).
Tym razem wpadłam na pomysł ukisić pekinkę. Dostałam we wrześniu prosto z pola 3 wielkie główki kapusty pekińskiej. Nie przepadam za surową kapustą pekińską (po prostu tak już mam).
 Wpadłam więc na pomysł, aby ją ukisić jak zwykła białą czy czerwoną.
To był jedyny sensowny pomysł na jej zagospodarowanie.
Kisiłam moją kapustę w kamionkowym naczyniu, a gdy się już ukisiła przełożyłam ją do słoików i zapasteryzowałam.

Kapusta pekińska to warzywo, które jest delikatniejsze w smaku od kapusty białej. Bogatsze w witaminę A i zawiera dwa razy więcej witaminy C, niż zwykła kapusta.

Kapustę pekińską kisi się tak samo jak kapustę białą w naczyniach kamionkowych lub szklanych.
Ja bardzo często kiszę kapustę na bieżące zużycie. Jeśli jej nie spożytkuję po prostu przekładam do słoików (najczęściej litrowych i pasteryzuję).  
Taki sposób kiszenia kapusty u mnie się sprawdza bo nie mam zbytniego miejsca w mojej spiżarni (nie jest ona ani duża, ani zimna). 

Co potrzebne do kiszenia kapusty?
* kapusta (dowolna ilość) - ja miałam 3 duże główki kapusty pekińskiej

* sól (u mnie niejodowana kamienna). Ja wyczytałam, gdy kisiłam swoją kapustę kilka lat temu, że na 1 kg kapusty dodajemy sól w ilości nie większej niż 15 -25 g.
Zawsze ważę kapustę i sól - kisząc kapustę.
Zbyt słona kapusta zatraca swój naturalny smak i nie nadaje się na surówki.

* naczynie kamionkowe lub duży szklany słój,

* drewniana pałka do ubijania poszatkowanej kapusty,

* ostry nóż, mała szatkownica lub malakser

Wykonanie:
*
 oczyszczam główki kapusty z wierzchnich liści, wycinam głąb oraz ewentualnie uszkodzone miejsca,
*
oczyszczoną kapustę, szatkuję, siekając w cienkie paski (u mnie zawsze staram się, aby grubość wiórków nie przekraczała 2 do 4 mm (nie znaczy to, że ja stoję z milimetrem, siekając kapustę, staram się po prostu, żeby kapusta była poszatkowana cieniutko),
(Ja zazwyczaj kisząc kilka główek kapusty - szatkuję ją nożem (takim szefa kuchni). Siekając, krojąc coś ciągle w kuchni - szybciej i zwinniej czasem jest mi coś posiekać czy pokroić nożem niż wyciągać malakser (a później go szorować).:)


Naczynie w którym będę kisić kapustę (słój, naczynie kamionkowe). U mnie tym razem kamionka, wyparzam wrzątkiem i osuszam.

Poszatkowaną kapustę wrzucam warstwami do naczynia i ubijam tłuczkiem. Podczas ubijania kapusty dodaję porcjami sól.


Uwaga! Ubita kapusta musi być dokładnie przykryta sokiem, który się z niej wydzielił.  Dlaczego? Sok ma za zadanie zabezpieczyć kapustę przed dostępem powietrza. Dopływ powietrza do kiszonej kapusty sprzyja rozwojowi pleśni, która niszczy kwas mlekowy i powoduje gnicie kiszonki.
Aby kapusta zawsze była pokryta sokiem, na wierzch ubitej kiszonki kładę liście kapusty, następnie zakrywam talerzykiem i na talerzyku kładę np. litrowy słoik wypełniony wodą, żeby obciążyć zawartość kamionki.

Ważnym czynnikiem wpływającym na jakość i smak kiszonej kapusty jest prawidłowy przebieg fermentacji!

Co wpływa na prawidłowy przebieg fermentacji?
* przechowywanie kapusty w początkowej fazie fermentacji przez kilka dni w pomieszczeniu o temperaturze 18 -22  °C. , po tym czasie kapustę należy przenieść do pomieszczenia o temperaturze 8-10 °C.  
Po kilku dniach fermentacji (około 3 dni) - należy zdjąć z kapusty ciężarek, talerzyk i za pomocą ostro zakończonego kijka przebić otwory w kapuście w celu odprowadzenia nadmiaru gazów i olejków eterycznych, które nadają gorzki posmak kapuście.

Burzliwa fermentacja trwa około 10 dni - po tym czasie kapustę wykorzystuję, albo pasteryzuję (można ją także wynieść w chłodne miejsce (zimna piwnica).

Pasteryzowanie kiszonej kapusty:
Upycham kapustę w litrowe słoiki nie do pełna, zalewam sokiem, zakręcam zakrętki, wstawiam do garnka. Do garnka wlewam wody do 3/4 wysokości słoików. Od zagotowania wody gotuję słoiki z kapustą około 20 minut. Po tym czasie wyjmuję słoiki z gara, dokręcam zakrętki, stawiam je do góry dnem i zostawiam je do ostygnięcia. Zassane słoiki wynoszę do spiżarni.

czwartek, 26 listopada 2015

"Disney on ice" 2015 (w katowickim spodku) - okiem pracownika ochrony :) oraz słów kilka o bajkach nie tylko Disneya!

Szukaliśmy z moim Panem pracy, aby dorobić i tak trafił się "Disney on ice" w katowickim spodku. Zdarza nam się czasem dorobić w ochronie przy imprezach masowych.
Uważam, że w życiu trzeba spróbować wielu rzeczy, żeby na ludzi i na życie spojrzeć z różnych perspektyw. Bo często punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.  
Tym razem zajęcia nie trafiło mi się ciekawe bo z wydzielonymi pracownikami stałam na jednym z wejść. Naszym zajęciem było sprawdzanie zawartości damskich torebek, dziecięcych plecaków - czy nie zostają wnoszone niepożądane rzeczy, przedmioty......i pilnowanie wejścia przed, w trakcie i po spektaklu....
Zaś mojemu Panu trafiło się zabezpieczanie jednego z bocznych sektorów na hali widowiskowej... 
Tak sobie z moim Panem pracowaliśmy przez trzy dni..... 
Na pewno stanie przez 12 godzin jest wysiłkiem fizycznym.....kiedyś sprawiałoby mi to jakąś trudność.......teraz już nie :) A co do grzecznego proszenia o okazanie zawartości torebki???
Jedni otwierają ją bez problemu.......inni mają z tym problem i są opryskliwi........Często się wymądrzają, nie rozumieją, że okazanie torebki jest dla bezpieczeństwa.......No cóż......Często osoba wykształcona, obyta, bywająca nie ma problemu z okazaniem torebki.......świadczy o tym jej postawa, sposób mówienia "jasne, w dzisiejszych czasach to nawet wskazane" itd., a osoba prosta ubiór, wymowa, postawa........"mam pokazać co mam w torebce?! a cóż ja tam mogę mieć bumbę" (czyli bombę) :), albo ja tam mam osobiste rzeczy..... tak grzebać w osobistych rzeczach....żenada.......

Nie widziałam, że jest coś takiego jak "Disney on ice".....bo nie mamy dzieci, bajek nie oglądamy......ale jeśli byśmy je mieli chcielibyśmy wiedzieć co ogląda nasze dziecko, bo po prostu wiemy,  jakie wartości chcielibyśmy mu przekazać....

Nigdy nie byłam fanką bajek Disneya, ani bajek animowanych. Jako  dziecko lubiłam raczej bajki czytać niż oglądać. Jeśli już cokolwiek oglądałam to była to dobranocka.......i szłam spać.......

Pewnie ten wpis o bajkach by nie powstał - jeśli nie trafiła by nam się praca dodatkowa przy obstawianiu Disneya na lodzie w katowickim spodku. Stanie tam przez prawie trzy dni skłoniło mnie do refleksji i przemyśleń głównie na temat współczesnych bajek i nie tylko.....



Zacznę wpis od tegorocznego Disneya na lodzie. Nie widziałam wcześniejszych spektakli Disneya na lodzie. Pomimo tego, że stałam w pracy na wejściu......to jak wspomniałam wcześniej mojemu Panu trafiła się miejsce pracy na hali widowiskowej. Trzeciego dnia podmieniliśmy się miejscami pracy na dwie godziny......na czas spektaklu........
I tak oto obejrzałam cały spektakl! Na pewno nie są to moje gusta..... 
Jednak jestem godna podziwu dla łyżwiarzy.....zawsze lubiłam jazdę figurową na lodzie.....wiem jaki wysiłek trzeba włożyć uprawiając jakikolwiek sport czy przy wykonywaniu pracy fizycznej......:).
Na pewno na plus oprawa muzyczna czy stroje.....ale to przecież na to są nastawione takie przedstawienia.......mają bawić, ma być miło, wesoło. 
Ludzie po to w takie miejsca się wybierają, aby zabrać ze sobą gdzieś swoje dziecko, spędzić z nim miło czas (ja jednak nie wiem czy chciałabym tak z dzieckiem popołudnie spędzać)! 
Ja siedząc tam w sektorze przy drugiej części spektaklu zaczynałam się nudzić! Choć muszę przyznać, że miejscami spektakl był ciekawy :) Na pewno dzieciom się podobało......widziałam dziewczynkę po spektaklu tańczącą i mówiącą do rodziców "ładnie tańczyli". Ale jednak widziałam też rodziców, którzy zabrali na spektakl malutkie dzieci i wychodzili z nimi bo dziecko się bało (ciemno, głośno, światła). 
Ja jako dorosła osoba mam jakieś takie mieszane uczucia......ani nie jestem pod jakimś wrażeniem, ani że spektakl mi się nie podobał.....
Patrząc na to wszystko z perspektywy ja jako dziecko na tym spektaklu.......niewiele bym z niego pamiętała. Na pewno jako dziecko bym twierdziła tak samo.....ani nie wpadałabym w zachwyt, ani też że mi się nie podobało! To jest  moja opinia, każdy ma prawo do swojej oceny i opinii na każdy temat :).

Przejdę tu do bajek animowanych i kreskówek (spróbuję spojrzeć na nie obiektywnie czy szkodzą dzieciom czy nie)! itd.
Od kilku dni temat bajek zaprząta mi głowę, nawet nie daje mi to moje zastanawianie się nad tą kwestią normalnie spać!!!!! 

 Pochodzę ze wsi, piechtą chodziłam do szkoły 4 km w jedną stronę (nie byłam dowożona samochodem, autobus nie kursował).Po szkole - odrabiałam lekcje i na zabawę nie było praktycznie czasu....ale jeśli już to wolałam spędzać go na podwórku czy świeżym powietrzu.......:).

Na pewno nie jestem jakąś specjalistką od kreskówek. Ale pooglądałam sobie fragmenty co poniektórych i dziwię się co tam można znaleźć!

Poukrywane penisy, biusty, erekcje itd - jeśli ktoś uważa, że to robili rysownicy z nudów. Tylko nad taką bajką pracuje sztab ludzi! i taka produkcja nie przechodzi przez kilkadziesiąt rąk tylko kilkaset!Jeśli założymy, że te falliczne kształty w bajkach są tam wstawione z nudów. To już nie umiem sobie wyjaśnić wstawionych w bajkach znaków iluminatów i masonów w np. oko opatrzności, napisów "iluminati" czy znaków okultystycznych kojarzonych z szatanem....
Dla mnie jest jasne, że na świecie są tacy, którzy chcą zwykłymi  ludźmi zarządzać, programują ich, aby łatwiej nimi później sterować. A najłatwiej zacząć programowanie od małego dziecka przez popkulturę i mass media.
Jeśli nasze pokolenie było programowane przez bajki m.in np Disneya....to mnie po prostu przeraża jak programuje się teraz małe dzieci przez współcześnie tworzone bajki!!!!!!
Kiedyś nie było tyle bajek, nie spędzano tyle czasu przed telewizorem. Jeśli oglądało się bajki z kaset VHS, to nie w takiej ilości jak dzisiaj. Dzisiaj produkcji dla dzieci jest multum i większość rodziców byle dziecko zająć puszcza mu bajkę z płyty, komputera czy z kanału z bajkami dla dzieci.
Często taki rodzic nie zdaje sobie sprawy co ogląda jego dziecko....bo jeśli coś jest napisane dla dzieci to musi być dla dzieci....Ale czy w rzeczywistości tak jest?
Jeśli chronimy dzieci, żeby się nie poparzyło, nie potłukło, aby nikt nie zrobił mu krzywdy......to dlaczego kaleczymy jego psychikę nieodpowiednimi dla niego bajkami....
Moim zdaniem dziecko zdąży dorosnąć w swoim czasie i ma prawo do beztroski i normalnego dzieciństwa.....

Bajki powinny przekazywać jakieś wzorce, wartości.....
Dziecko uczy się świata obserwując rodziców, oglądając kreskówki bajki. Od rodziców zależy na kogo wyrosną ich dzieci.....i powinni wiedzieć, że nie wszystko co się dziecku podoba jest dla niego dobre i pożyteczne.....

Bajki dla dzieci powinny zawierać wzorce godne naśladowania...
Obraz kobiety (w świecie rzeczywistym czy w kreskówce).....powinien być obrazem dobrej żony i matki. Taki obraz powinien się moim zdaniem kodować wchłaniać w świadomości i podświadomości dziecka. Niezależnie od płci czy to chłopca czy dziewczynki. Dla chłopca powinien być to wzór przy dokonaniu żony i matki jego dzieci. Dla dziewczynki jako wzór do naśladowania. Myślę, że jeśli tak się nie stanie to kobieta dla mężczyzny w dorosłym życiu będzie jedynie obiektem zauroczenia, pożądania, rozrywką...... skutkiem będą negatywne relacje do założenia rodziny!
Okrucieństwo, przemoc, przekleństwa, sex, bunt - tym jest przesiąknięta dzisiejsza telewizja dla dzieci i młodzieży. Jeśli dziecko nie ma ciepłego domu, naogląda się przemocy i myśli, że taka jest rzeczywistość..... 
 To my karmimy dzieci nieodpowiednimi dla nich programami i bajkami i nie widzimy w tym nic złego. Mamy niby iść z duchem czasu, postępu i rozwoju.......
Ja jednak tak nie uważam (mam nadzieję,że są jeszcze osoby myślące tak jak ja), że pewne wartości powinny być nie zmienne....
Szczęśliwa, normalna, stabilna rodzina to kochająca mama i tata (siebie nawzajem i swoje dziecko/dzieci), Bo tylko w takim domu wyrośnie człowiek, który kiedyś założy swoją rodzinę i przekaże takie same wartości kolejnym pokoleniom.....

Jeszcze jedną kwestię poruszę - seks, golizna jest wszechobecna!
Cofając się wstecz seks, życie płciowe to były dziedziny, które umacniały związek dwojga dorosłych ludzi i związane były z urodzeniem i wychowaniem dzieci.
A dzisiaj ? No właśnie jak to jest dzisiaj ? Jeśli widzimy wszędzie i wszystko związane z seksem reklamy, bilbordy! itd - dziś seks jest  często formą zabawy i rozrywki. Rozpoczynamy życie płciowe często, kiedy jesteśmy w pełni socjalnie i materialnie jeszcze uzależnieni od rodziców. Jeszcze jeśli w tym wszystkim pojawi się dziecko - często bańka mydlana pęka i zaczyna się dorosłe życie!!!!!!! A później złości frustracje przenoszone są na dzieci, bo rodzic nie może odnaleźć się w dorosłym życiu!

Ja tu nie generalizuję....każdy ma wybór co do tego czy chce założyć rodzinę i czy chce przedłużyć swój gatunek  czy nie...... Podsumowując - jeśli chcemy założyć rodzinę lub jeśli ją mamy czy samotnie wychowujemy dziecko - powinniśmy mieć na uwadze na kogo chcemy wychować nasze dziecko! I od samego początku zwracać uwagę co wpływa i kształtuje nasze dzieci.
Czyli co nasze dzieci oglądają, gdzie bywają, co czytają itd.

Nie jestem przeciwnikiem bajek, kreskówek dla dzieci.......ale oglądajmy je z naszymi pociechami z odpowiednim komentarzem z naszej strony, jeśli widzimy, że coś jest nie tak w danej bajce....... 

wtorek, 17 listopada 2015

karkówka smażona z cebulą

 Karkówka to mięso nie wymagające nakładów pracy, żeby było dobrze przygotowane
Z przypraw wystarczy jej pieprz i sól, żeby była smaczna.
 Jeśli kupisz  karkówkę w kawałku, możesz pokroić w plasterki i zamrozić. Zamrożone plasterki wyjmujesz w takiej ilości jaka jest ci potrzebna, wrzucasz do wody. Rozmrożone osuszasz i rozbijasz tłuczkiem do mięsa. Wrzucasz na patelnię i smażysz. Ja w taki sposób przygotowuję karkówkę (od czasu do czasu odrobina tłuszczu nam nie zaszkodzi). Karkówka to przecież mięso z tych tłustszych (poprzerastana jest tłuszczykiem).
Na tłuszczu który się wytopi z karkówki podczas smażenia dodatkowo duszę cebulkę.
Taką karkówkę podaję z ryżem, ziemniakami, kluskami czy kaszami oraz koniecznie surówką.
 

Składniki:
3 plasterki karkówki wieprzowej
3 średnie cebule
sól himalajska do smaku
świeżo mielony czarny pieprz

Wykonanie:
Plasterki karkówki płuczę i osuszam.Rozbijam  tłuczkiem do mięsa (ale tak, żeby nie podziurawić mięsa). Wrzucam rozbite plastry karkówki na nagrzaną patelnię.
W międzyczasie obieram cebule i kroję w półplasterki
Karkówkę smażę z około 15 minut, w połowie smażenia przewracam ją.
Gdy już tłuszczyk z karkówki się wytopi, na patelnię wrzucam cebulę. Smażę całość do czasu, aż cebula się zeszkli i zmięknie.
Doprawiam karkówkę solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Gotowe! Dzisiejszą karkówkę podałam z ryżem i surówką. Ryż dodatkowo polałam tłuszczykiem, który się z niej wytopił

niedziela, 15 listopada 2015

kakaowa biszkoptowa rolada z kremem (na bazie masła i kakao) z orzechami włoskimi czyli retro pieczenie

Rolada biszkoptowa to ciasto, które w moim domu rodzinnym było pieczone głównie na Święta Bożego Narodzenia. Były to rolady bez dodatku kakao. Jedną mama nadziewała jabłkami, a drugą kremem na bazie margaryny i kakao (tak kiedyś margaryna to był nieodłączny element wypieków).
Obie rolady były polewane po wierzchu domową polewą czekoladową.
Ja zawsze wolałam tą z jabłkami. Jeśli piekę u mnie w domu ciasto - to biorę zawsze pod uwagę kwestię, że ciasto ma być dla nas dwojga. Dlatego do ciasta biszkoptowego na roladę dodałam kakao.
Zapraszam dziś na domową roladę taką jaką wielu pamięta ze swoich domów rodzinnych - bo na pewno wypieki w naszych domach były kiedyś podobne - tylko panie domu miały swoje triki i patenty na pieczenie. Każda zazwyczaj coś ulepszała i dodawała coś od siebie.
Składniki:
7 jajek
5 łyżek mąki pszennej
2 łyżki ciemnego kakao
7 łyżek cukru
łyżeczka proszku do pieczenia

do nadziania rolady:
200 g masła (o zawartości tłuszczu minimum 82%)
2 łyżki ciemnego kakao
łyżka wody
szklanka wyłuskanych orzechów włoskich (ja miałam ze wsi, własnoręcznie wyłuskałam)
2 łyżki wiórków kokosowych

dodatkowo:
cukier puder do oprószenia wierzchu rolady   


Wykonanie:
Oddzielam białka od żółtek. Białka ze szczyptą soli ubijam na sztywno - stopniowo dodając cukier.
Ma powstać sztywna piana. Dodaję żółtka cały czas miksując. Przesianą mąkę, kakao i proszek do pieczenia wsypuję po trochu do masy jajecznej. Gotowe ciasto wylewam na płaską blachę (taką która jest w wyposażeniu piekarnika) i równomiernie rozprowadzam. Blachę uprzednio wykładam papierem do pieczenia.
Roladę wkładam do nagrzanego piekarnika na 
180 °C na około 15 minut do suchego patyczka.
Po upieczeniu i wyjęciu z piekarnika - przekładam roladę papierem do góry na bawełnianą ściereczkę. Zdejmuję papier i zwijam roladę razem ze ściereczką.
Zwinięte ciasto w ściereczce zostawiam do wystygnięcia.
* można zwinąć wzdłuż dłuższego boku - wtedy rolada będzie dłuższa, ale będzie mieć mniejszą średnicę.
*można zwinąć wzdłuż krótszego boku - wtedy rolada będzie krótsza, ale będzie miała większą średnicę.

Wykonanie: Orzechy mielę albo bardzo drobniutko siekam. Wsypuję kakao do miski i dolewam łyżkę wody - rozrabiam. Do rozrobionego kakaa z wodą dodaję masło, cukier puder, rozdrobnione orzechy i wiórki kokosowe. Miksuję wszystko do równomiernego połączenia się składników.

Wystudzoną roladę rozwijam i rozsmarowuję na niej krem. Ponownie zwijam, tak, aby krem z niej nie wychodził bokami. Ostawiam w chłodne miejsce, żeby krem odrobinę stwardniał. 
Jeśli masło do kremu nie było o temperaturze pokojowej lecz z lodówki - można roladę podać po od razu po przełożeniu jej kremem.
 Przed podaniem posypuję wierzch cukrem pudrem.
Kroję na grubsze plasterki i podaję.

 

sobota, 14 listopada 2015

o gotowaniu posiłków (jak to było wczoraj i jak jest dziś)?!

 Znów nie było mnie tu chwilę, ale mam zamiar wrócić z nowymi wpisami, przemyśleniami i inspiracjami. Potrzebna mi była chwila oddechu od pisania (znów natłok pomysłów na wpisy i treść wpisów).
Późna noc domownicy śpią (czyli mój Pan, kot (został jeden) i psy). Mam chwilę, żeby napisać tu kilka zdań

Ostatnio jedno z moich przemyśleń jest na temat gotowania posiłków (jak to było wczoraj i jak jest dzisiaj?!)

Urodziłam się w latach 80. Pamiętam jeszcze czasy gdzie nie było supermarketów i gotowych produktów dostępnych do odgrzania w 5 minut w plastikowych pudełkach (skonsumujesz, pudełko wyrzucisz, nie musisz zmywać)!!!!!! i zmywarek, wielu robotów kuchennych.

Gotowe kopytka, kluski śląskie, naleśniki, pierogi, pyzy, lody, ciasta, soki, zupy, pulpety, kotlety, dżemy, galaretki itd.
Ostatnio usłyszałam , że kobiety w domach gotują............?!
 Pomyślałam chyba się przesłyszałam. Tak wiem zdążyłam zauważyć często jest to udko z marketu, ryż czy kasza gotowana w plastikowym worku czy na deser ciastka z konserwantami i tłuszczami trans!!!! Wiele domów i wiele kuchni widziałam, wiele blogów czytałam i oglądałam. Obecnie na bardzo mało zaglądam. 
Muszę stwierdzić, że rzadko zdarza mi się u kogoś zjeść dobry obiad. Dobry obiad - nie oznacza od razu nie wiadomo czego. Mnie najbardziej smakuje proste i skromne jedzenie.

Słyszę bardzo często, że komu by się chciało gotować czy piec jak można kupić gotowe!(przykładem jest jedna z moich sąsiadek!)

Ja miałam to szczęście, że miałam czas nauczyć się piec i gotować (bardzo się z tego cieszę)!!!
Na moim blogu nie ma nie wiadomo jakich rewelacji i w kwestii gotowania i pieczenia na pewno wiele przede mną. Podstawy gotowania mam opanowane do perfekcji. Jeśli mamy podstawy na pewno jest to sukces w 90%.

Wspomnę jedną z osób z bliskiego mi otoczenia (nie ma już jej wśród nas). Zdarzało jej się zapytać co gotuję na obiad - słysząc co mam na obiad (mam na myśli początki mojego gotowania) - komentowała WYNALAZKI, a szybkie posiłki na mieście nazwała BABRAMI (czyli ubabrane coś). 
Na początku uważałam jako początkująca gospodyni, że nie ma racji..... 
Teraz wiem, że ciepły zdrowy obiad to tylko w domu....... (z prostych składników, najlepiej ciepła zupa czy dobry domowy rosół)...

Nie będę tu generalizować.......pewnie są młode gospodynie mające takie spojrzenie jak ja na odżywianie czy gotowanie......

DZIWIĘ SIĘ:
* starym gospodyniom, które idą na łatwiznę jeśli umieją gotować (i gotują coś byle było szybko i byle co) albo nie uczą gotowania swoich dzieci...bo i tak wszystko można kupić w markecie!
Słyszałam ostatnio jedną z ciotek ze strony mojego Pana - "Przecież przetwory można kupić w sklepie.....co tylko chcesz! Robiąc w domu zużywasz cukier, wodę, gaz". A ja sobie wtedy pomyślałam jeszcze czas, ale co tam czas -zdrowia nigdzie nie kupisz!

Ja uczyłam się gotować sama.....bo lubię dochodzić do perfekcji w wielu rzeczach.....

* wielu osobom, że jeśli mają pojęcie na temat naszpikowanej konserwantami i trutkami żywności i z lenistwa wcinają takie jedzenie (na coś trzeba zejść z tego świata)....

* młodym matkom karmiącym swoje dzieci słoikami(tak nawet jedzenie dla najmłodszych dzieci ma trutki w składzie), gotowymi słodyczami,

Żeby nie było, że nie zdaję sobie sprawy, że większość Polaków żyje od pierwszego do pierwszego.

Jada byle było taniej, ale taniej nie oznacza gorzej. 

JAK BYŁO KIEDYŚ?
* na pewno więcej gotowało się w domu,
* słodycze nawet jeśli były to nie w takiej ilości w jakiej można dostać je dzisiaj (nasze matki przygotowywały ciasto czy deser, a my jako dzieci wyczekiwaliśmy na coś słodkiego.......dziś batonik na deser i jest spokój.....
* nie było gotowych paczkowanych posiłków....więc trzeba było sobie ugotować, albo iść zjeść do knajpy...
* robiło się zapasy na zimę (kiszona kapusta w beczkach, soki, dżemy konfitury, kiszonki.....
A dziś idzie się po to wszystko do sklepu.......(jeśli ktoś ode mnie usłyszał, że będę kisić kapustę pekińską......tego się nie kisi (ja po prostu dostałam jej kilka główek i nie miałam jak jej przetrzymać), to samo z pomidorami - będziesz kisić pomidory?),

PLUSY DOSTĘPNOŚCI ŻYWNOŚCI :

Na pewno możliwość spróbowania produktów spożywczych z różnych stron świata (często coś próbuje, ale wolę nasze rodzime smaki).

MINUSY DOSTĘPNOŚCI ŻYWNOŚCI:

* Ludzie stali się naprawdę leniwi!,
* Spożywa się więcej przetworzonej żywności.......z konserwantami, ulepszaczami smaku.......często temu co zjadasz daleko do prawdziwego smaku danego produktu.....,

W dzisiejszych czasach nie umiesz wielu rzeczy nawet jeśli mieszkasz na wsi:

*nie umiesz zabić i oprawić zwierzęcia kura, kaczka (ja już umiem) królik (to przed mną),
* zrobić przetworów,
*nie znasz się na dzikich jadalnych roślinach niekiedy mając je pod nosem (czarny bez czy dzika róża, głóg) itd - o czarnym bzie ludzie mają zakodowane, że to jest trujące, widząc dziką różę twierdzą, że to głóg) itd,
*  zrobić zapasów bo wszystko możesz kupić.

Pomyśl nad kwestią, że jeśli nie dostarczono by jedzenia do sklepu, nie masz nic w domu, nie umiesz gotować (nawet nie upieczesz sobie chleba!!!)

Nie daj Boże jeśli wybuchłaby wojna!

Podsumowując kiedyś każdą młodą dziewczynę czy kobietę matka uczyła zarządzać domem i gotować itd.

A czy każda współczesna pani domu umie zagospodarować resztki jedzenia (zrobić coś z niczego). Wiele zapewne nie i żywność ląduje w koszu. Kobiety nie umieją sobie zaplanować posiłków.
Mogę tu napisać - nie masz podstaw gotowania i praktyki w kuchni - żadna książka kucharska ci nie pomoże.

Ciekawym ewenementem są współczesne gospodynie domowe - pralka wypierze,zmywarka zmyje, market dostarczy posiłków..., apteka lekarstw i antybiotyków (bo co infekcja od razu doktor, recepta i wypychanie kieszeni koncernom farmaceutycznym), drogerie kosmetyków......Takie gospodynie ciągle narzekają na zmęczenie......


Tak się zastanawiałam a co miały powiedzieć na swój los kobiety m.in po wojnie na wsiach, jeżeli mężczyzna nie wrócił z wojny!!!!! Trzeba było zająć się dziećmi, uprawić pole (z narzędzi  miały kosę, sierp i motykę).

Piekły chleb, uprawiały pole, chodziły koło inwentarza domowego, zapełniały spiżarkę na całą zimę od wiosny do jesieni....

Podsumowując nikt mi nie wmówi, że dzisiejsze kobiety mają ciężko,,,,,,,

Ja nigdy nie narzekam, mogę jedynie ubolewać, że musiałam do wszystkiego dojść sama.....że jedzenie jest z konserwantami i ulepszaczami....... Wszystko mogę zrobić w domu, jednak skąd to mogłam wiedzieć jak wokół mnie używa się gotowych produktów. Po prosu musiałam czytać, obserwować wszystko wokół...
Zioła, proste posiłki zgodnie z porami roku to jest wszystko co jest potrzebne, żebyśmy funkcjonowali w zdrowiu.
Kiedyś na święta czy na niedzielę, urodziny, imieniny i różne okoliczności piekło się ciasta. Robiło się przetwory na zimę i korzystało się z nich do wiosny i pierwszych nowalijek......
Dziś już praktycznie się tak nie robi........po prostu robi się wymarsz na zakupy do supermarketu.....
Ja tak nie chcę! Mnie po prostu szkoda by było wydawać pieniędzy na produkty spożywcze, które większość ludzi nabywa.....

Na pewno, żeby być we współczesnym świecie zdrowym........trzeba mądrze gotować i jeść tak jak nasi przodkowie, Po prostu czerpać od Matki Natury.

Na koniec - na pewno dzisiaj mądre, zdrowe gotowanie jest na wagę złota.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...