wtorek, 29 września 2015

figi z kozim serem i orzechami włoskimi

Urodziny ! (są pewno tacy, którzy nie znoszą tego dnia i tacy dla których jest to ważny dzień). Ja należę do tej drugiej grupy. Nie obchodzę urodzin hucznie, żadnych nie obchodziłam hucznie (nawet tych 18!). Ale z przybywaniem mi lat lubię ten dzień. Dzień moich urodzin - to zawsze czas przemyśleń nad tym co mi przyniósł kolejny rok mojego życia, jak mnie ten czas zmienił, jak ja się zmieniłam...
Lubię sobie coś podsumować - znów mam rok więcej, znów zrobiłam mniej rzeczy niż sobie zamierzyłam.....ale zawsze można coś zmienić, nadrobić!
Są też plusy kolejnego przeżytego przeze mnie roku - znów jestem bogatsza o nowe doświadczenia życiowe, przybywa mi tak zwanej mądrości życiowej.....wiem, wiem piszę jak jakiś stary mędrzec.
Życzyłabym sobie w dniu moich urodzin tylko jednej rzeczy, żebym nigdy nie była zmęczona życiem.... 
Irytują i męczą mnie jedynie osoby narzekające na wszystko wokół, zrzędzące i marudzące....
Nie muszę mieć wielu rzeczy .....cieszą mnie drobnostki....ale i o wielu rzeczach marzę, planuję i mam nadzieję wszystko to zrealizować...
Bo dla mnie nie ważne czy za oknem mam pluchę i zimno, zielono i wiosnę czy upał.....dla mnie każdy dzień jest piękny.....
Choć muszę tu napisać, że nie zawsze tak uważałam....a szkoda!

A poniżej zapraszam na moją urodzinową przekąskę  Dla mnie ser kozi, świeże figi i orzechy - to połączenie idealne i kwintesencja jesieni.

Składniki:
około 200 g koziej rolady pleśniowej
3 figi
12 świeżych orzechów włoskich 

na sos do polania przekąski:
2 łyżki naturalnego miodu
łyżka octu balsamicznego
łyżka soku z cytryny

Wykonanie:
Roladę kroję na plasterki. Figi płuczę i kroję na ósemki. Orzechy obieram i podprażam chwilę na rozgrzanej patelni.
Plasterki sera rozkładam na talerzu, na serze układam figi i posypuję wszystko podprażonymi orzechami.
Na patelnię wlewam miód, ocet i sok z cytryny. Sos podgrzewam. Ciepłym sosem polewam ser, figi i orzechy. 
Przekąskę zjedliśmy z żytnim chlebem i lampką wina.


sobota, 26 września 2015

dziki bez czarny - baldachy czarnych jagódek (skład, właściwości, zastosowanie, ciekawostki, wierzenia)

 Cofając się kilka dekad wstecz - ludzie jeszcze wtedy zbierali zioła bo nie było takiego dostępu do leków i suplementów diety. Czasem jeśli zdarza mi się komuś opowiadać o ziołach czy specyfikach ziołowych, domowych sokach!!! Słyszę, że za bardzo przestrzegam diety (dieta to nie odchudzanie, to sposób odżywiania). Wolę jednak swoje specyfiki czy nawet zwykłą wodę niż energetyki, kolorowe barwione soki czy napoje!
Zdaję sobie sprawę także, że pewnie czas mojego ziemskiego życia jest z góry ściśle określony. Jednak zastanawiając się wolę odejść z tego świata zdrowsza, niż umierać schorowana i w boleściach. Jestem zdania, że na to mogę mieć wpływ.
Znów odeszłam od tematu na wstępie! Dziś będę pisać o czarnym dzikim bzie.
Roślinę zna pewnie większość, jedni zapewne wiedzą o jej właściwościach zdrowotnych inni niekoniecznie.
Ja moje owoce czarnego bzu zrywałam z czystego stanowiska, na wsi na łące.
Przed odjazdem byłam u znajomych na wsi zerwać sobie malin i tam na przychaciu rósł czarny bez. Jak zaczęłam opowiadać o czarnym bzie - usłyszałam, że kiedyś to się sprzedawało na targach!  Ja musiałam znaleźć czyste stanowisko i targać wiadra z owocem bzu domu na wsi.....
Inni mając pod nosem takie dobra nie wykorzystują go??? Paranoja! Masz nie doceniasz, nie masz szukasz!!!! i myślisz skąd coś wziąć.
Ludzie w większości nie wykorzystują ludowych czy ziołowych specyfików (żeby zapobiegać).  Wiem co innego nie wiedza, a co innego ignorancja i lenistwo....
Ja nie wiem wszystkiego, czytam i często myślę jak coś zrobić i wykorzystać. Kiedy mieszkałam w domu rodzinnym (około 10 lat wstecz)i zaznajamiałam się z ziołami , zbierałam jesienią jagódki bzu, suszyłam na słońcu na sitach...zimą parzyłam z nich herbatki....i to było wszystko....co robiłam z bzu..
Teraz poszłam krok milowy dalej i znam dużo więcej sposobów wykorzystania bzu czarnego....jak nie zdążę w tym roku z wszystkim to będzie więcej z przyszłym sezonie....


Jak wygląda czarny dziki bez?
Dziki bez jest dużym krzewem lub małym drzewem z rodziny przewiertniowatych. Liście duże ciemnozielone, spodem nieco owłosione. Kwiaty jasno kremowe o silnym duszącym zapachu, zebrane w płaskie szerokie baldachy. Kwitnie obficie - wygląda wtedy pięknie (jak dla mnie krzew bzu wygląda w czasie kwitnienia jak okryty piękną, delikatną, kremową koronką. Kwitnie od maja do czerwca, kwiaty mają średnicę około 5mm, choć mają słodko -miodowy zapach, raczej pszczoły ich nie odwiedzają.
Czarny bez owocuje od lipca do września. Owoce to czarne soczyste pestkowce przypominające jagody. Owoce dojrzewają w sierpniu i wrześniu, najpierw stercząc do góry, a potem w miarę dorastania i  zwiększania ciężaru, opadają w dół. Dojrzewają nierównomiernie i zbiera się je przez okres kilku tygodni. Można zrywać jagody bzu tylko w pełni dojrzałe czyli czarne i lśniące, nieraz aż z odcieniem fioletu (odmian bzu jest dużo).Niedojrzałe jagody bzu zawierają tzw.kwas pruski(cyjanowodorowy) i są toksyczne. 
Uwaga! Owoce zbiera się wyłącznie dojrzałe, (bez suszenia lub obróbki termicznej mogą działać trująco!). Ale jednak w miarę dojrzewania jagódek bzu związek ten zanika i pięknie wybarwione owoce są tak  nietoksyczne, że ich soczek można nawet dawać niemowlętom. O ile roślina nie rosła w zatrutym środowisku.
Dziki czarny to krzew o wysokości od 3 do 5 m(potrafi wyrosnąć do 10 m, ale rzadko). Żyje dość krótko od 30 do 40 lat, ale łatwo rozrasta się wegetatywnie i szybko kiełkuje z nasion.

Gdzie rośnie, gdzie można spotkać czarny dziki bez?
Jest to krzew lub drzewo rosnące przy drogach na przychaciach, często nad rzekami, pod płotami, w sadach i ogrodach
Mieszkam w starej kamiennicy przy kopalni węgla na Śląsku (czarny bez mam za oknem). Choć mam niektóre rośliny pod nosem- szukam i zbieram je z czystych stanowisk.
Dziki czarny bez jest pospolity w całym kraju, ma odurzający, specyficzny zapach kwiatów. Wyczytałam, że gdy bez rośnie na podłożu wapiennym, to albo nie ma swojego charakterystycznego niemiłego zapachu, albo jest on bardzo nikły. Częściej występuje w zachodniej części kraju. Lubi gleby próchnicze i dlatego często się pięknie rozrasta na nawożonych przez drób przychaciach.
Bardzo często (prawie zawsze) bez czarny rośnie dziko. Można go spotkać na wiejskich podwórkach. Wysadza się go także jako krzew ozdobny albo żywopłot.

Co zawiera dziki bez czarny (skład):
Kwiaty bzu czarnego zawierają flawonoidy, wielofenolowe związki aminowe, różne  kwasy organiczne, około 0,03% olejku lotnego, garbniki, związki fenolowe, do 9% soli mineralnych, glukozę, niezidentyfikowany związek potopędny oraz produkty rozpadu glikozydu sambunigryny.
Owoce zawierają kwasy organiczne, około 20% cukrów redukujących, około 3 % garbników, antocjany, karotenoidy, witaminę C i zespół witamin B.

Surowiec zielarski z dzikiego bzu czarnego:
Używa się kwiatów i owoców oraz kory z jedno i dwu rocznych gałązek.

Na co działa dziki czarny bez i o jego właściwościach oraz zastosowaniu ? (ogólne wiadomości)
* zwiększa ilość wydzieliny oskrzeli, upłynnia ją, ułatwiając jej usuwanie,

* powoduje dużą potliwość (środek rozgrzewający) i zwiększa ilość powstającego moczu (środek moczopędny),
Kwiaty działają moczopędnie, a przede wszystkim napotnie, gdyż pobudzają ośrodek regulujący wydzielanie potu. Dzięki zawartości witaminy P (rutyny) działają wzmacniająco na ścianki naczyń włosowatych i "zwiększają" elastyczność włośniczek, oraz zmniejszają ich przepuszczalność, zapobiegając przenikaniu na zewnątrz osocza krwi i samych krwinek czerwonych, zwłaszcza podczas chorób zakaźnych przebiegających z gorączką. 
Owoce bzu czarnego działają nie tylko łagodnie moczopędnie, ale i przeczyszczająco (po zjedzeniu większej ich ilości), usuwają szkodliwe produkty przemiany materii, także toksyny egzogenne, ale to nie tylko wraz z moczem i kałem, ale i z potem,

* należy wspomnieć, że najważniejszą zaletą naparu z kwiatów bzu czarnego jest silne działanie napotne. Medycyna ludowa od dawien dawna stosowała go w czasie zaziębień i grypy, zalecając również popijanie soku z owoców. Działając napotnie bez działa jednocześnie przeciwgorączkowo. Napar z kwiatów stosuje się obecnie również w przewlekłych, ale łagodnych stanach nieżytowych i zapalnych nerek, dróg moczowych i pęcherza. Płucze się nim gardło w anginie i zapaleniu gardła czy jamy ustnej, 

* napar z kwiatów podawany jest przy laktacji, gdyż wzmaga wydzielniczość gruczołów mlekowych,

* zewnętrznie napar w postaci okładów i przemywań stosowany jest na wypryski skórne w zapaleniu skóry, na oparzenia oraz w zapaleniu spojówek.

* kwiaty bzu mają również zastosowanie w kosmetyce np. do kąpieli całego ciała lub jako maseczka na twarz i dekolt,

* owoce podaje się też jako skuteczny środek odtruwający i usuwają szkodliwe metabolity np. przy chorobie gośćcowej, chorobach zakaźnych, bólach newralgicznych,

* napar z owoców wypity np. po usunięciu zęba, gdy już nie działa środek znieczulający, złagodzi ból, aż do zaniku. Podobnie ustępują bóle przy migrenie, rwie kulszowej i zapaleniu nerwu trójdzielnego (15-20 g suszonych owoców bzu czarnego, zalać szklanką wody - gotować 20 minut, odcedzić wypić. Można stosować 1-2 razy dziennie).

* bez czarny wykazuje znaczne działanie oczyszczające oraz zmniejszające przekrwienie (a co za tym idzie, doskonale nadaje się na przeziębienia, katar, a nawet  stany gorączkowe,

* przynosi dobry rezultat w leczeniu suchego kaszlu,

* dzięki działaniu przeczyszczającemu likwiduje zaparcia (skoncentrowany sok , pity w dużych dawkach, działa przeczyszczająco,

* owoce w postaci (powideł) są bardzo dobrym lekiem przeciwbiegunkowym, szczególnie bardzo ważnym jako środek regulujący przemianę materii (dlatego zalecany osobom prowadzącym siedzący tryb życia w stosowaniu codziennym lub jako tzw. kuracja wiosenna),

* świeżo wyciśnięty sok stosuje się do leczenia rwy kulszowej oraz innych dolegliwości stawowych,

* kora bzu ma działać leczniczo w reumatyzmie i gośćcu, puchlinie wodnej, zapaleniu nerek i obecności piasku w drogach moczowych (we wszystkich przypadkach zatrzymania wody w organizmie  i przy epilepsji,

* liśćmi okładano bolące miejsca zapalne,

* znalazłam i wyczytałam w starszych źródłach, że kiedyś zasypywało się świeże owoce cukrem, stawiało na słońcu i czekano, aż puszczą sok - i pito w przypadku kaszlu,

* ciekawostką myślę jest jeszcze inne zastosowanie kory czarnego bzu. Zbierało się korę bzu z 2,3 letnich gałązek, 2 garści takiej suszonej kory zalewało się litrem zimnej wody i gotowało tak długo, aż została połowa wywaru. Pije się go raz dziennie pół szklanki po kolacji, przed snem (niesmaczne!). Tym środkiem odchudzały się już damy dworu we wczesnym średniowieczu, gdyż wtedy były na topie smukłe "gotyckie" sylwetki. Na początku XX wieku odchudzające działanie wywaru z kory czarnego bzu potwierdzili badacze francuscy i odtąd moda na chudnięcie objęła i Francję, średniowieczny "eliksir" odchudzający znowu wrócił do łask,


Pisząc o dzikim czarnym bzie (czyli o składzie,właściwościach, zastosowaniu) - muszę oczywiście wspomnieć o ciekawostkach i wierzeniach związanych z tą rośliną. Dla mnie wierzenia związane z czarnym dzikim bzem są bardzo ciekawe. Dla mnie każde wierzenia ludowe z czym by nie były związane zawsze są ciekawe:

Ciekawostki i wierzenia związane z czarnym dzikim bzem:

* w chrześcijaństwie bez uważano za roślinę złą. związaną ze śmiercią i mogącą ją sprowadzić. Mówi się, że Judasz powiesił się na bzowym krzaku,

* w starożytnym Rzymie używano bzu do farbowania włosów (gotowano w winie owoce i w taki oto sposób powstawała farbka do farbowania włosów),

* we Francji bez wchodzi w skład  "herbaty zdrowia" (thé de santé),

* w Anglii uważano, że palenie bzem w piecu, może ściągnąć złość diabła na całe domostwo i zatka komin,

* ponadto w całej Europie Środkowej, wierzono, że nie wolno palić w piecu bzem bo od tego można dostać ogniopiór (znamię na twarzy w kształcie płomienia), parch na głowie i twarzy lub co najmniej wrzody na plecach u grzejących się przy piecu. Wyjątek od palenia czarnego bzu stanowił stos pogrzebowy (popiół grzebano z prochami zmarłego, co stanowiło dla niego błogosławieństwo w podróży do świata zmarłych),

* na Bałkanach ten krzew  uważano za magiczny, bo zaśnięcie pod nim powodowało przeniesie w inne miejsce przez złe moce,


* Germanie i Skandynawowie wybierając się w podróż, powierzali swoje zdrowie i bezpieczeństwo duchowi czarnego bzu. Wierzono, że jeśli czarny bez jest zdrowy, podróżnemu nic nie jest. Natomiast jeśli krzew usychał wtedy podróżny umierał,

* bez to także złowróżbny krzew, bo gdy powtórnie zakwitał na jesieni oznaczało to, że ktoś młody i lubiany z otoczenia umrze (jśli tak się zdarzało, żeby odwrócić uwagę od kwitnącego bzu wieszano na nim owoce jarzębiny
* w Londynie znajduje się cenione i bardzo stare stowarzyszenie zbieraczy czarnego bzu, założone dekretem królewskim w 1399 r.  Ma ono m.in za zadanie kontrolę jakości wina z tych owoców. Czy nie jest np. fałszowane domieszką innych jagód. Kiedyś Towarzystwo to posiadało ogromne tereny porosłe czarnym bzem daleko poza Londynem, ale od 300 lat jest to obszar miasta,

* w dawnej Europie krzew czarnego bzu był "krzewem czarownic" (podania głoszą, że trzonki mioteł były z niego robione),

* krzak bzu sadzono w obejściu (gdzieś wyczytałam, że jeden przy domostwie drugi za stodołą) - miał on zapewnić błogosławieństwo i bezpieczeństwo dla domostwa i ziemi. Podobnie działa (choć w mniejszym stopniu, powieszenie jego gałązek, a jeszcze lepiej kwiatów nad drzwiami i oknami. Kawałki gałęzi umieszczone w pobliżu domu chroni go przed rabunkiem (kiedyś również przed wężami,

*wyczytałam, że tabu związane ze śmiercią związane było z czarnym bzem (włąśnie pod nim miały się gnieżdzić demony) - to właśnie pod tę roślinę wylewano wodę którą obmywano zmarłego - trupia woda (nie można było także po wylaniu takiej wody do końca żałoby tam zachodzić), Wylewanie trupiej wody pod krzak bzu miał ułatwić duszy wędrówkę do światła i chronić pozostałych przy życiu członków rodziny przed nagłą śmiercią lub pociągnięciem za zmarłym kolejnego członka rodziny, Ponadto wylanie takiej trupiej wody pod krzak bzu miało za zadanie odwrócić uwagę demonów, które zajmowały się taplaniem w trupich ściekach  i zapominały o duszy nieboszczyka, która mogła w spokoju odlecieć,

* nieboszczyka mierzono bzową tyczką i w taki oto sposób  sporządzano dla niego trumnę, co ciekawe bzowe gałęzie służyły za rusztowania wieńców pogrzebowych. Bzowa tyczka służyła także woźnicy wiozącemu zmarłego na cmentarz lecz nie wolno mu było uderzyć konia,

*zapach kwiatów czarnego bzu często maskował odór psującego się ciała,

* owoce bzu służyły do podbarwiania win, farbowania tkanin, malowano nimi nawet wielkanocne pisanki,

* dziewczęta i kobiety malowały sobie owocami bzu (a raczej pewnie sokiem z nich) brwi i rzęsy,


* bzu łamać nie wolno było, bo podobno gdzie on rósł tam chyża (czyli dom, budynek) był bezpieczny, z chałupy gdzie rósł czarny bez - żaden zły duch wodzący pijaków na śmiertelne bezdroża nie wiódł gospodarza na śmiertelne zatracenie,


* bzowe rurki używane były jako tkackie czółenka, bo idealnie się do tego nadawały, 


* z grubszych gałązek drewna bzowego wyrabiano korby i trzonki,


* z mniejszych i cieńszych gałązek bzu czarnego robione były lufki do palenia, a ponadto rurki do ściągania soku brzozowego, destylacji drewna i pędzenia samogonu,


* w kulturze Bieszczad (Bojkowie, Łemkowie) z szacunkiem podchodzili do czarnego bzu, ale budził on jednak lęk!!! - bo mianowicie miał on być siedliskiem nie tylko demonów, ale i samego diabła (w korzeniach). Ponoć miałby się on mścić po wycięciu drzewa,


* z bzem wiązano magiczne praktyki antykoncepcyjne - dziewczyna zakopując krzakiem figurkę ulepioną z chleba - mówiła- "Noś za mnie, a ja będę kwitła za ciebie",

* podobno zapach czarnego bzu odstrasza owady, szczury i myszy (tak kiedyś utrzymywano - jeszcze nie miałam okazji tego zaobserwować),

* z ulistnionych pędów otrzymuje się wywary do zwalczania kretów, norników,a także bielika, kapustnika, mszyc,

piątek, 25 września 2015

surówka z kapusty pekińskiej i pomidorów

Często  nie mam pomysłu na surówki do obiadu! Dziś jednak przez przypadek wyszła mi smaczna obiadowa surówka. Surówka była z tego co miałam pod ręką czyli pekinkę, pomidory i koperek oraz resztki jogurtu naturalnego.
Pekinkę miałam taką prosto z pola - więc była bardzo duża i miała jeszcze wierzchnie zielone liście.
Ja oczywiście spróbowałam  czy nie są gorzkie (jak się okazało, było  tak jak pomyślałam, były gorzkie).
Jednak ich nie odrzuciłam, poszatkowałam, razem z tymi spodnimi białymi. Dobrze posoliłam poszatkowaną kapustę i ostawiłam. Po zmięknięciu odcisnęłam z niej wodę i goryczki już nie było.
Ale tak poza nawiasem to co gorzkie często dobrze działa na nasz żołądek.


Składniki:
mała kapusta pekińska lub pół dużej (ja miałam olbrzymią więc wzięłam mniejszą jej połowę)
6 małych pomidorów
garstka posiekanego koperku
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz
3 łyżki jogurtu naturalnego
duży ząbek czosnku

Wykonanie:
Kapustę szatkuję na drobne kawałki, wrzucam do miski, dobrze solę, mieszam i odstawiam, żeby zmiękła. Pomidory sparzam i ściągam z nich skórkę. Koperek płuczę i siekam (ja po posiekaniu go miałam całą garstkę). Z kapusty odciskam wodę i przekładam ją do salaterki. Pomidory kroję w ćwiartki i dodaję do kapusty oraz dosypuje posiekany koperek. Do jogurtu dodaję starty ząbek czosnku i mieszam. Jogurtem polewam sałatkę i oprószam świeżo mielonym czarnym pieprzem do smaku. Wszystko dokładnie mieszam i jeśli jest mało słone doprawiam na koniec solą.

czwartek, 24 września 2015

pieczone piersi z kaczki podane z kluskami śląskimi

W końcu trochę się ogarnęłam z przetworami i obowiązkami domowymi. Myślę już nad kolejnymi tworami przetworami na zimę! Bo zima długa czasem bywa - a żywić się trzeba, a mnie zależy żeby to było zdrowe jedzenie.
Robi się chłodniej więc mieliśmy chęć na treściwszy posiłek.
Domowe kluski śląskie i pieczone piersi kaczki - konkretny domowy obiad, na pewno nie do zrobienia w chwilę. 
Ale przecież to co domowe często zajmuję więcej niż chwilę.

Składniki:
dwie piersi z wiejskiej kaczki ze skórą
świeżo mielony czarny pieprz
2 - łyżki sosu sojowego
1/3 kubka wody
łyżka mąki pszennej

Wykonanie:
Z kaczki wycięłam piersi. Resztę kaczki pocięłam i poporcjowałam i zamroziłam.
Na skórce na piersiach kaczych ponacinałam tłuszcz - czyli nacięłam skórkę, żeby powstała kratka. Piersi  dokładnie natarłam sosem sojowym i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Natarte sosem sojowym i pieprzem piersi z kaczki, położyłam na rozgrzaną patelnię (oczywiście skórką do dołu). Wytopiłam dokładnie ze skórki na piersiach tłuszcz.
Wstawiam patelnię do piekarnika, przykrytą pokrywką (moja nadaje się do używania w piekarniku). Piekłam kacze piersi około godziny w około 200 °C. 
Co jakiś czas zaglądam do piekarnika - polewam kacze piersi tłuszczem, który został na patelni z wytopionej skórki.
Po około godzinie piersi są miękkie.
Tłuszcz i sos spod piersi kaczych zlałam do rondla.
Piersi zostawiam na patelni w piekarniku, żeby odpoczęły a soki równomiernie się rozeszły.
Do kubka wlałam 1/3 wody i rozrobiłam w niej mąkę. Po prostu zrobiłam zawiesinę. Zawartość rondla z tłuszczem i sosem z patelni podgrzałam i zagęszczam zawiesiną z mąki i wody.
Piersi kaczki jeśli już odpoczęły, kroję na plasterki i układam na półmisku, polewam sosem z rondla.
Ja moje piersi z kaczki podałam z kluskami śląskimi i surówką.

środa, 23 września 2015

biszkopt z masą, owocami i domową galaretką

Bardzo lubię domowy biszkopt z masą (z mleka, śmietany i jajek na końcu utartą z cukrem pudrem i masłem). Wierzch takiego ciasta wieńczę sezonowymi owocami takimi jakie mam pod ręką i domową galaretką.
Piekąc ciasta staram się, żeby były wykonane z jak najlepszych składników. Kawałek takiego ciasta to masa kalorii - jednak wolę takie domowe ciasto upieczone przez siebie nawet jeśli ma milion kalorii. Przynajmniej wiem co zjadam (pomimo tego, że jest to mąka, jaja, mleko itd) - to przynajmniej nie ma w nim konserwantów, barwników i wzmacniaczy smaku i zapachu.
To ciasto piekła czasem moja mama, ja przepis zmodyfikowałam po swojemu i wedle swojego gustu.
 Jeśli lubicie ciasta biszkoptowe z kremem, owocami  i galaretką. To ciasto jest dla was :).
Warstwy ciasta:
* BISZKOPT
* MASA (krem)
* owoce (tym razem nektarynki i cząstki pomarańczy)
* DOMOWA GALARETKA

Składniki na biszkopt:
6 jajek z wolnego wybiegu
szklanka cukru
pół szklanki mąki ziemniaczanej
1,5 szklanki mąki pszennej
6 łyżek oliwy
1 łyżka octu 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wykonanie:
Białka oddzielam od żółtek. Białka ubijam ze szczyptą soli na sztywną pianę. Po ubiciu białek na sztywno dodaję nadal powoli ubijając po jednym żółtku, następnie cukier. W następnej kolejności cały czas ubijając dodaję obie mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Na koniec dodaję 6 łyżek oliwy i łyżkę octu. Ciasto ubite na gładką masę przelewam do foremki uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem. Piekę w 180 stopniach około 30 minut do tzw. suchego patyczka.

Składniki na masę:
1 l mleka
4 jajka ekologiczne
300 ml kwaśnej śmietany
1/2 szklanki cukru pudru
150 g masła (ja używam tylko o zawartości tłuszczu minimum 80%)
Mleko zagotowuję , jajka ubijam ze śmietaną. Do gotującego się mleka wlewam ubite jajka ze śmietaną, gdy wszystko zgęstnieje przecedzić. Wytworzy się coś na kształt serwatki i sera. Gdy przecedzona masa wystygnie, miksuję ją z masłem do uzyskania jednolitej i gładkiej konsystencji (masło o temperaturze pokojowej inaczej masa się zważy).

OWOCE DO ROZŁOŻENIA NA MASIE:
3 nektarynki mniejsze i jedna pomarańcza.
Nektarynki sparzam wrzątkiem, obieram ze skórki i kroję w mniejszą kostkę. Pomarańczę filetuję.
Filetowanie pomarańczy:
Odkrawam czubek i spód owocu. Ostrym nożem pionowymi ruchami ścinam skórkę z pomarańczy (skórkę ścinam razem z albedo czyli białą częścią pod skórką). Z obranej pomarańczy, wycinam kształtne cząstki pozbawione błonek.

DOMOWA GALARETKA:
szklanka soku (tym razem sok wyciśnięty z 4 pomarańczy)
łyżka żelatyny (lekko czubata)

Przygotowanie galaretki:
Wyciśnięty sok z pomarańczy, przelewam przez gęste sitko, żeby sok był klarowny i nie pływał w nim miąższ z pomarańczy.
Następnie sok przelewam do rondla i podgrzewam. Do podgrzanego soku wsypuję żelatynę i dokładnie mieszam (żeby nie powstały żadne grudki i żelatyna dokładnie się rozpuściła). Schładzam dobrze galaretkę i czekam, aż zacznie tężeć.


  Przestudzony biszkopt nasączam wodą z sokiem z cytryny lub gorzką mocną, herbatą. Na biszkopt wykładam masę. Na masie rozkładam owoce.
Na masę i owoce wylewam zaczynającą tężeć galaretkę.
Wstawiam ciasto do lodówki, żeby galaretka całkowicie stężała.

* nie wylewamy płynnej galaretki na ciasto bo nam spłynie po bokach ciasta, a na wierzchu mało jej zostanie.


piątek, 18 września 2015

sałatka z wędzonej makreli, kukurydzy, groszku i słodkiej papryki

Zawsze mam problem z posiłkiem do pracy dla mojego Pana.
Jeśli nie mam czasu czegoś ugotować, wtedy przygotowuję jakąś sałatkę. Nie lubię sałatek gdzie jest miszmasz czyli w takiej sałatce ląduje wszystko co zalegało w lodówce. Widziałam już sałatki gdzie w składzie jest gotowy makaron czy wędlinki z sklepu.
Jeśli robię jakąś sałatkę - kieruje mną minimalizm. Lubię sałatki, ale takie gdzie jest tylko kilka składników.
Dzisiejsza sałatka jest smaczna i sycąca. Szybka do zrobienia, idealna do pudełka do zabrania ze sobą do pracy.

Składniki:
jedna wędzona makrela (moja miała około 200g)
puszka groszku konserwowego
puszka kukurydzy konserwowej
średnia czerwona słodka papryka
2-3 łyżki dobrego majonezu
świeżo mielony czarny pieprz
łyżeczka ostrej musztardy (opcjonalnie)

Wykonanie:
Z makreli zdejmuję skórę, obieram z dokładnie z ości i dzielę ją na mniejsze kawałki. Z kukurydzy i groszku odlewam wodę.
Paprykę dokładnie płuczę, wycinam gniazdo nasienne i kroję w małą kostkę. Do salaterki wrzucam podrobioną makrelę, kukurydzę, groszek, pokrojoną paprykę, majonez i musztardę.
Mieszam wszystko dokładnie. Na koniec doprawiam świeżo mielonym czarnym pieprzem. Podaję ze świeżym chlebem.
 

czwartek, 17 września 2015

leczo warzywne

Pisałam już, że spędziliśmy kilka dni na wsi. Przywiozłam w samochodowym bagażniku trochę smakołyków do przerobienia z pola i lasu. Myślę, że znów będzie mnie tu więcej - z przetworami i nie tylko. Dziś coś z jesiennych dań czyli leczo. Ja uwielbiam leczo z samych warzyw. Moja mama gotowała leczo z dodatkiem kiełbasy, aby było treściwsze. Ja bardzo często wolę dania z samych warzyw. Bardzo często najadam się takim warzywnym daniem i nie zamieniłabym go na żadne danie mięsne.
Mojemu leczu daleko do węgierskiego oryginału (nie ma w nim mięsa, dodałam kabaczek i jest smażone na oleju, a nie na smalcu), ale jest pyszne.

Składniki:
pół kilograma cebuli
kilogram pomidorów (u mnie po ściągnięciu z nich skórki i wycięciu ogonków)
kilogram papryki (po usunięciu gniazd nasiennych)
kilogram kabaczka (ja miałam duży) u mnie był kilogram po wyjęciu gniazda nasiennego i obraniu ze skórki
mała ostra papryczka bez pestek
2 - 3 łyżki oleju (u mnie nierafinowany rzepakowy)
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz
łyżka słodkiej papryki w proszku

Wykonanie:
Cebulę obieram i kroję w piórka. Pomidory sparzam,obieram ze skórki, wycinam środek i kroję w mniejsze kawałki. Paprykę dokładnie płuczę, wycinam gniazda nasienne i kroję w drobne paseczki. Kabaczka obieram ze skóry, wycinam gniazdo nasienne i kroję w mniejszą kostkę. Małą ostrą paprykę płuczę, przecinam, wyjmuję pestki i kroję w drobniutką kostkę.
W rondlu rozgrzewam olej, szklę na nim cebulę. Do zeszklonej cebuli dorzucam paprykę, ostrą papryczkę i kabaczka.
 Dodaję również łyżkę słodkiej papryki w proszku.
 Duszę do czasu, aż warzywa w rondlu zmiękną, a z warzyw wydobędzie się aromat.
Na koniec do rondla wrzucam pomidory i duszę wszystko do czasu, aż sok z pomidorów odparuję i leczo zgęstnieje. Na koniec doprawiam całość solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Ja takie leczo zjadam samo. Jeśli chcesz żeby było bardziej treściwsze dodaj dobrej wiejskiej kiełbasy. Nie jadasz mięsa, a chcesz, żeby było pożywniejsze podaj takie leczo z kaszą jaglaną, ryżem czy dobrym domowym chlebem.

poniedziałek, 14 września 2015

pieczone piersi kaczki z ziemniakami

Nie lubię sobie komplikować gotowania w kuchni. Dziś będzie o tym jak ja najczęściej piekę piersi kaczki.
Często zastanawiam się widząc przepisy na pieczoną kaczkę po co? w jakim celu? dodają owe kucharki do pieczenia czy marynat tłuszcz!
Nigdy czy to piekę piersi kaczki czy całą kaczkę nie dodaje do niej żadnego tłuszczu. Wiem są różne rodzaje drobiu jedne są mniej obrośnięte tłuszczem, inne więcej.
Ale prawdziwa wiejska kaczka jest prawie zawsze tłusta. Piekąc taką kaczkę, tłuszcz z niej  się ładnie wytapia. Aby kacze mięso nie było suche wystarczy je polewać co jakiś czas tłuszczem który się z  wytopił z tłuściutkiej kaczej skórki.

Składniki:
dwie piersi z wiejskiej kaczki ze skórką
kilka ziemniaków
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz
łyżka majeranku
łyżeczka tymianku

Wykonanie:
Na skórce na piersiach kaczych nacinam tłuszcz - czyli nacinam skórkę, żeby powstała kratka. Nacieram piersi dokładnie solą i świeżo mielonym pieprzem.
Kładę na rozgrzaną patelnię ponacinane piersi kaczki (oczywiście skórką do dołu). Wytapiam ze skórki na piersiach tłuszcz.
Ziemniaki obieram (jeśli są małe zostawiam w całości, jeśli większe - kroje na połówki lub na ćwiartki). Surowe ziemniaki oprószam solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Na patelnie do wytopionych piersi dodaję ziemniaki.
Ziemniaki i kacze piersi oprószam majerankiem i tymiankiem.
Wstawiam patelnię do piekarnika. Piekę kacze piersi z ziemniakami około godziny w 200 °C. 
Co jakiś czas zaglądam do piekarnika - polewam ziemniaki i kacze piersi tłuszczem, który został na patelni z wytopionej skórki.
Po godzinie piersi są miękkie, a na ziemniakach powstaje smakowita skórka.

niedziela, 13 września 2015

kilka migawek z prawdziwej wsi :)

Spędziliśmy prawie tydzień na wsi. Lubię schyłek lata i jesień. 
Lubię każdą z pór roku, ale jesień jest tą moją ukochaną, (bo urodziłam się jesienią).
Schyłek lata i jesień zawsze nastrajają mnie nostalgicznie. W tym roku schyłek lata jeszcze bardziej nastraja mnie nostalgicznie i melancholijnie. Starość, śmierć, odejście z tego świata osób z bliskiego Ci otoczenia - zawsze jest smutne, ale i skłania po raz kolejny do przemyśleń i refleksji.  
Poniżej kilka migawek ze wsi, gdzie hoduje się drób, są jajka prosto od kur, warzywa rosną ci na grządce w ogrodzie.
Drób hoduje się po to, żeby wylądował w rosole czy w zupie.
To czego miastowi szukają na bazarze czy w sklepie - mieszkańcy prawdziwej wsi mają w swojej zagrodzie czy na grządce. 

Kwoka, której pomyliły się pory roku i kurczęta wykluły się pod koniec lata.



Oprawianie kaczek.





Koniec lata, prawie jesień :).




schyłek dnia....

Bombek... 

Pimpek.....


Moje świrusy w drodze do domu :).

sobota, 5 września 2015

kulki rafaello z krakersów

Rzadko piekę z półproduktów, ale czasem mi się zdarza jeśli potrzeba coś na już. Piekłam rafaello z krakersów i został mi nadmiar wiórków kokosowych i opakowanie krakersów. Dzisiejsze kulki są z tego co mi pozostało w szafkach kuchennych. Wiórki  kokosowe pewnie bym wykorzystała do domowego musli lub owsianek, ale krakersy by mi zalegały, a nie lubię niczego marnować. W efekcie radosnej twórczości powstały kulki rafaello.
Składniki:
opakowanie krakersów (180 g)
szklanka mleka
żółtko
pół szklanki cukru
100 g wiórków kokosowych + do obtaczania gotowych kulek
50 g masła
łyżka mąki pszennej
łyżka mąki ziemniaczanej

Wykonanie:
Krakersy rozdrobniłam w malakserze (można pognieść je sobie w dłoniach). W efekcie końcowym mają być po prostu rozdrobione.
Pól szklanki mleka wlewam do rondla, dodaję do niego żółtko, cukier, masło. W pozostałej połowie mleka rozrabiam obie mąki. 
Mleko z żółtkiem, masłem i cukrem  zagotowuję i do takiego gotującego się mleka - dodaję mleko z rozrobionymi mąkami.  Gotuję wszystko do zgęstnienia, ciągle mieszając. Po prostu gotuję budyń.
Na koniec do budyniu wsypuję wiórki kokosowe. 
Do budyniu z wiórkami kokosowymi dodaję rozdrobnione krakery.
Mieszam wszystko, żeby się dokładnie połączyło.
Z powstałej masy formuję kulki, które każdą oddzielnie obtaczam w wiórkach kokosowych. Schładzam. Podaję. Można konsumować także od razu po przygotowaniu.

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...