wtorek, 30 czerwca 2015

suszony rabarbar

Były ostatnio na blogu suszone truskawki, a że dostałam z działki trochę rabarbaru (z małej części ugotowałam kompot), a resztę ususzyłam.  Z myślą o zimowych herbatkach owocowych (z suszonych owoców).
 
Jak się zabrać za suszenie rabarbaru?
Do suszenia wybieramy rabarbar -nie obity, bez plam).
Rabarbar przebieramy, myjemy, dokładnie osuszamy. Kroimy w plasterki. Układamy na sitach w suszarce elektrycznej i suszymy  lub na blaszkach w piekarniku. W piekarniku suszymy w temperaturze 60 -70 stopni.
W suszarce mnie zajęło suszenie rabarbaru ponad 4 godziny (w mojej nie ma regulacji temperatury). Są dwa poziomy nawiewu - mniejszy i większy. Ja prawie zawsze ustawiam na większy.
 
Jednak temperatura i czas trwania suszenia zależą od indywidualnych właściwości produktów. Należy od czasu do czasu sprawdzać stopień wysuszenia produktów. I zmienić położenie sit (jeśli suszymy w suszarce elektrycznej) - żeby owoce równomiernie się suszyły.
 
Kiedy wiadomo, że rabarbar się wysuszył?
* nie puszcza soku, gdy się go naciska i jest twardy !(można powiedzieć na wiór), ale da się go pogryźć :).
 
Przechowywanie suszonego rabarbaru:
Przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku - aby zapobiec dostaniu się do niego wilgoci. Nadają się do tego szklane słoiki z wieczkiem opatrzonym gumową uszczelką i zamykane zatrzaskowo lub puszka metalowa. Słoje należy chronić przed działaniem promieni słonecznych. W pierwszych tygodniach przechowywania należy je regularnie sprawdzać. Jeśli zauważymy osadzającą się na rabarbarze pleśń - należy go dosuszyć, żeby zapobiec gniciu lub  całkowitemu spleśnieniu.

 Po co suszę owoce ?Suszę bo - sklepowe są pakowane w foliowe opakowania i są siarkowane (susząc w domu mam pewność, że owoce nie mają żadnych dodatków). Suszonego rabarbaru w zwykłym sklepie nie dostanę. Zresztą mając swój surowiec i jest możliwość wysuszenia - to po co nabywać w sklepie.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

tłuszcz z królika ze skwarkami

Dla mnie nie ma nic złego w mięsie i produktach pochodzenia zwierzęcego - jeśli zwierzę było hodowane w dobrych warunkach i w humanitarny sposób zabite. Pisałam już o tłuszczach przy okazji wpisu o gęsim tłuszczu ze skwarkami.
Miałam królika z wiejskiej zagrody - akurat ten był obrośnięty sporą ilością tłuszczu, który przetopiłam.
Taki przetopiony tłuszcz wykorzystuję teraz do gotowania. Nie widzę nic złego w spożywaniu takiego tłuszczu w małych ilościach.
Składniki:
tłuszcz z królika (ja miałam królika ze sporą ilością tłuszczu)

Wykonanie:
Tłuszcz, który oddzieliłam od tuszki pokroiłam w kostkę.
Wrzuciłam do rondla i smażyłam, do czasu aż się wytopił i powstały skwarki. Gotowy tłuszcz przelałam do kamionki.  Odstawiłam w chłodne miejsce.

Do czego wykorzystać taki tłuszcz ?
* jako okrasa do klusek, pierogów,
* dla smaku do zup (dodawać po łyżce),
* usmażyć na nim jajecznicę,
* do posmarowania pajd domowego chleba i zjedzenia ich z ogórkami kiszonymi.

niedziela, 28 czerwca 2015

nalewka truskawkowa

Przerabiając 10 kg truskawek - spytałam mojego Pana - "Chcesz nalewkę z truskawek? W odpowiedzi usłyszałam - "Tylko żeby miała moc :), ale nalewkę z wiśni też chcę.
Więc, żeby nalewka miała moc - zrobiłam ją na spirytusie :)
Z nalewkami u mnie w domu jest tak, że muszę je chować, żeby odstały swoje - mam tu na myśli owocowe. Bo ziołowe i lecznicze stoją :)
Najgorsze przy nalewkach jest czekanie - ale jest na co!  Nie ma nic lepszego ! na rozgrzewkę :) niż owocowa nalewka po zimowym spacerku i domowym obiadku.
Składniki:
1 kg truskawek
250 g cukru
1/2 l spirytusu
Wykonanie:
Truskawki płuczę, osuszam. Kroję na ćwiartki i wrzucam do słoja i przesypuje je cukrem. Odstawiam na około godzinę. Po tym czasie wlewam spirytus rozcieńczony połową szklanki wody. Zamykam słój i potrząsam nim delikatnie, żeby wszystko się wymieszało. Słój odstawiam na 6 tygodni - po tym czasie zlewam alkohol do butelki.
Owoce z nalewki przekładam do słoika - wykorzystuje do ciast i deserów.
Odstawiam butelkę z nalewką na minimum 3 miesiące.



sobota, 27 czerwca 2015

suszone truskawki

Latem suszę bardzo wiele rzeczy - zioła, owoce, warzywa. Czasem w bardzo wielki upał - wystawiam sita (z tym co akurat suszę) na stół przed domem:). Jednak o upał czasem bardzo ciężko !
Co do sposobu suszenia - najczęściej u mnie jest to albo piekarnik, albo suszarka elektryczna.  Zioła natomiast wiąże w pęczki korzeniami do góry i wieszam w przewiewnym miejscu w domu.

Jak się zabrać za suszenie truskawek?
Do suszenia wybieramy truskawki - najlepszej jakości (nie obite, nie z odciśniętymi paluchami, bez plam), Nie mogą one być ani przejrzałe i rozmiękłe, ani niedojrzałe i twarde.
Truskawki przebieramy, myjemy, dokładnie osuszamy i usuwamy szypułki. Kroimy w plasterki. Układamy na sitach w suszarce elektrycznej i suszymy  lub na blaszkach w piekarniku. W piekarniku suszymy w temperaturze 60 -70 stopni.
W suszarce mnie zajęło suszenie ponad 4 godziny (w mojej nie ma regulacji temperatury). Są dwa poziomy nawiewu - mniejszy i większy. Ja zawsze ustawiam  prawie zawsze na większy.
Jednak temperatura i czas trwania suszenia zależą od indywidualnych właściwości produktów. Należy od czasu do czasu sprawdzać stopień wysuszenia produktów. I zmienić położenie sit (jeśli suszymy w suszarce elektrycznej) - żeby owoce równomiernie się suszyły.
Kiedy wiadomo, że truskawki są już wysuszone?
* nie puszczają soku, gdy się je naciska !
Przechowywanie suszonych truskawek:
Przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku - aby zapobiec dostaniu się do nich wilgoci. Nadają się do tego szklane słoiki z wieczkiem opatrzonym gumową uszczelką i zamykane zatrzaskowo lub puszka metalowa. Słoje nalży chronić przed działaniem promieni słonecznych. W pierwszych tygodniach przechowywania należy je regularnie sprawdzać. Jeśli zauważymy osadzającą się na truskawkach - należy dosuszyć. żeby zapobiec gniciu lub pleśnieniu.
 Po co suszę owoce ?Suszę bo - sklepowe są pakowane w foliowe opakowania i są siarkowane (susząc w domu mam pewność, że owoce nie mają żadnych dodatków).

Do czego wykorzystuje suszone owoce?
*do zimowych owsianek, jaglanek, różnych kasz gotowanych na śniadanie,
* do zimowych herbat,
*do domowego musli,
* jako dodatek do wypieków - ciastka, muffiny.

piątek, 26 czerwca 2015

bułeczki drożdżowe z truskawkami i kruszonką

Najlepsze drożdżowe ciasto z kruszonką robiła moja babcia. Nie zdążyłam się od niej nauczyć - robić ciasta drożdżowego. Wtedy jeszcze gotowanie i pieczenie, aż tak mnie nie zajmowały.
  Babcia nie potrzebowała miarek, szklanek do odmierzania składników. Sypała na oko do dużej michy mąkę, cukier dolewała mleko, wbijała jajka, topione masło i drożdże. Później pomieszała, powyrabiała - ciasto wyrosło i lądowała w kuchni opalanej drewnem !
 
Ja różne przepisy na drożdżowe ciasto próbowałam - ale niestety takie jak babcine jeszcze nigdy nie wyszło. Wszystko może przede mną :)
Nie umiem tak jak moja babcia ciasta drożdżowego  zrobić na oko - mnie niestety waga kuchenna do tego potrzebna jest.
 
Dziś, a raczej w środku nocy  (grubo po godzinie pierwszej) powstawały bułki z truskawkami.
Piękna noc za oknem - w całej kuchni zapach truskawek i  zapach ciasta drożdżowego, smażonego dżemu - to mnie uspokaja. :)
Takie noce mogłyby zdarzać się częściej !
Sezon na truskawki w pełni, więc karton z truskawkami w kuchni stoi i przerabiam.

Składniki:
około 350 g mąki pszennej
7 g świeżych drożdży
50 g drobnego cukru trzcinowego lub zwykłego białego
200 ml letniego mleka
20 g miękkiego masła
jedno jajko ekologiczne roztrzepane
pół łyżeczki soli

kruszonka:
35 g mąki pszennej
25 g jasnego cukru
22 g masła

dodatkowo:
owoce na wierzch bułek - truskawki

Wykonanie:
   Wsypuję mąkę, drożdże, sól oraz cukier do miski i mieszając zalewam ciepłym mlekiem. Dodaję jajko oraz miękkie masło i wyrabiam, aż ciasto będzie miękkie i klejące.
Przekładam na blat oprószony mąką i zagniatam z około 10 minut. Ciasto powinno by miękkie, ale już nie wilgotne i nie powinno być lepiące. Jeśli stwierdzam, że ciasto jest za mokre to dosypuję odrobinę mąki - różne rodzaje mąki chłoną różną ilość płynu.
Przekładam ciasto do miski odstawiam w ciepłe miejsce (temperatura pokojowa) przykrywam ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia na godzinę.

  W tym czasie myję truskawki, odsączam z wody na sicie, kroję je na ćwiartki, posypuje je odrobiną cukru i odstawiam.

przygotowanie kruszonki:
  Mieszam w misce mąkę, cukier i masło i zagniatam. Odkładam do zamrażalnika.

  Po godzinie uderzam pięścią w ciasto drożdżowe, żeby zeszło powietrze. Wyjmuję z miski i formuje bułki. Mnie z tej ilości wyszło 10.
 Na wierzchu każdej bułki układam po łyżeczce truskawek, ścieram na tarce kruszonkę i posypuję nią wierzch każdej bułki.
Odstawiam bułki do podrośnięcia na 30 minut.
Po podrośnięciu ciasta - wstawiam bułki do nagrzanego piekarnika - 180 stopni Celcjusza. Piekę około 30 minut aż się upieką, truskawki zmiękną, a kruszonka będzie zezłocona i chrupiąca.

  Można ciasto wyrobić w automacie do pieczenia chleba, jeśli posiada funkcję "dough". Wsypujemy do automatu składniki w kolejności - PŁYNNE, SYPKIE, DROŻDŻE. Nastawiamy program "dough"  - po wyrobieniu ciasta przez automat postępujemy jak wyżej.

środa, 24 czerwca 2015

domowy wrap (czyli podpłomyki z mięsem królika i świeżymi warzywami)

Dla mnie jedzenie poza domem z budek, różnego rodzaju fast foody są ohydne - czasem już sam ich zapach mnie drażni.
Fast foody przygotowuję sama w domu od czasu do czasu :).

U nas zakorzeniły się - tortille, chlebki pita itp.  Na wielu blogach pokazywane były gotowe tortille ze sklepu, nadziane wedle upodobań - jako zdrowy posiłek do pracy. Pisałam już o chemicznym jedzeniu. Nie mam zaufania do większości produktów ze sklepu. Niby dany produkt nie ma dodatków (nie ma o tym mowy na etykiecie, a po jakimś czasie już jest w nim jakaś trutka).
Prymitywne pieczywo (to tylko woda i mąka) pieczone kiedyś na kuchni lub na palenisku. Teraz można  je upiec bez problemu na mocno rozgrzanej patelni.
Takie pieczywo (choć ma różne nazwy) i pochodzi z różnych regionów świata - to jest to samo.
U nas były zawsze podpłomyki. Podpłomyk i tortilla nie różnią się od siebie niczym - chyba jedynie nazwą. Może jeszcze tortille są modniejsze bo nie są nasze :).

Wrap (z ang. zawinąć) - to rodzaj kanapki z okrągłego płaskiego chlebka (tortilla, pita) z zawiniętym w środku nadzieniem.
 
Mojego domowego wrapa zrobiłam z:
* domowego podpłomyka,
* mięsa (wiejskiego) królika,
* świeżych, sezonowych warzyw

Składniki:
na podpłomyki:
mąka
woda
wykonanie: na podpłomyki nigdy nie odmierzam składników. Po prostu wsypuję mąkę do miski i dolewam wodę. Tak jak na ciasto na pierogi. Mieszam wodę z mąką. Mąka ma wchłonąć wodę i wyrabiam ciasto. Ma powstać jednolita i gładka masa.
Powstałe ciasto rozwałkowuje na okrągłe placki (wielkości patelni). Prażę każdy taki placek z każdej strony (aż się przyrumieni, powstaną pęcherzyki i nie będzie surowy).
 
Mięso: Na patelni rozpuszczam łyżkę domowego tłuszczu np. tłuszcz gęsi ze skwarkami. Kroję mięso w kostkę i wrzucam na rozgrzany tłuszcz. Dolewam łyżkę sosu sojowego i dodaję ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę.
Mięso smażę do czasu, aż będzie miękkie.
 
Warzywa: Sałatę płuczę i odsączam z nadmiaru wody (używam wirówki do sałaty), rwę na małe kawałki. Pomidory sparzam i ściągam skórkę -  kroję na mniejsze kawałki.
Ogórki obieram ze skórki i kroję w plasterki. Cebulę obieram i kroję w piórka.
 
sos jogurtowy:
Jogurt doprawiam solą himalajską, papryką chili w proszku i ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę.
 
 
 Na każdy gotowy podpłomyk układam: kawałki sałaty, cząstki pomidora, piórka cebuli, plasterki ogórka i kawałki mięsa z królika. Na koniec polewam wierzch mojego wrapa sosem jogurtowym. I wreszcie zajadamy :).

poniedziałek, 22 czerwca 2015

duszony królik (comber) z marchewką i pomidorami

Dziś udusiłam comber z królika (środkowa część królika) z cebulą, marchewką i pomidorami. Powstała potrawka wylądowała na talerzu z domowymi kopytkami i sałatą z dodatkiem śmietany.

 Składniki:
środkowa część królika (comber) - królik z wiejskiej zagrody
marchewka większa
duża cebula
odrobina tłuszczu z królika
3 pomidory (ja miałam mniejsze)
sól himalajska
papryka chilli w proszku

Wykonanie:
Tłuszcz wytopiłam w rondlu. Mięso (comber) - odkroiłam od kości i pokroiłam w kostkę. Możemy wykorzystać inną część królika do takiej potrawki. Na wytopionym tłuszczu zrumieniłam mięso. Do zrumienionego mięsa dorzuciłam cebulę pokrojoną w większą kostkę i marchewkę pokrojoną w cienkie plasterki. Dusiłam całość do czasu, aż cebula się zeszkliła. Podlewam wszystko wodą i duszę do czasu, aż mięso było miękkie. W miarę jak woda z rondla wyparowywała uzupełniałam ją, żeby nic się nie przypaliło.
Pomidory sparzyłam wrzątkiem, ściągnęłam skórkę i zmiksowałam na gładką masę. Gdy mięso było miękkie, a woda z patelni wyparowała, dolałam zmiksowane pomidory. Doprawiłam wszystko solą i papryką chilli w proszku.
Potrawkę podałam z kopytkami i sałatą w śmietanie.

 .* Kości, które nam zostaną po odkrojeniu mięsa- zostawiamy na zupę lub do ugotowania wywaru mięsnego

niedziela, 21 czerwca 2015

"Kochanice króla" (film) - obraz miły dla oka, lecz podręcznik z historii żaden...

Ostatnio wracam do lektur, "dziedzin", które odeszły u mnie z czasem na dalszy plan. Jednymi z takich dziedzin były historia czy rysunek.
Lubię historię Polski, Francji, Anglii czy nawet Hiszpanii, Rosji. Najbardziej lubię epoki od średniowiecza po czasy napoleońskie. Nie pogardzę też filmami kostiumowymi czy historycznymi. Tak zobaczyłam w ostatnim miesiącu m.in "Kochanice króla", "Krwawą hrabinę", "Bathory", "Kochanka królowej". Nawet pokusiłam się oglądać serial "Biała królowa".
 Zawsze w szkole, jeśli ciekawiło mnie bardziej jakieś zagadnienie z historii - starałam się sama sobie lepiej je przybliżyć i sięgałam do różnych źródeł. Bo przeważnie nauczyciel wykładając jakiś temat - przedstawia same suche fakty historyczne.  Daty, wydarzenia, bitwy, wojny. A przecież kiedyś też żyli ludzie - przeżywali coś, walczyli, czuli, knuli, spiskowali, zmagali się z wieloma problemami. Nie różnimy się pod takimi względami od przodków żyjących kilka stuleci wstecz.
Myślę, że jedną z ciekawszych postaci w historii - jest Henryk VIII Tudor.
U nas swego czasu (była moda na serial Tudorowie, ja przynajmniej miałam takie wrażenie). Ja serialu "Tudorowie" -nie widziałam. Często mam wrażenie ludzie ulegają modom - mają cząstkową wiedzę na jakiś temat (a nie potrafią ogarnąć czegoś całościowo). Często też czerpią z filmów czy seriali swoją wiedzę!
Ale to tylko moje zdanie.

Jako osoba więcej czytająca - miałam ochotę zobaczyć zamysł reżyserów na postaci i wydarzenia historyczne - dlatego obejrzałam ostatnio kilka dramatów historycznych (nowsze produkcje)! 
Co do "Kochanic króla" zostało  w nich pominięte wiele kwestii. Filmy to zawsze tylko rys wydarzeń i pobieżnie ujęte zagadnienie.

Henryk VIII Tudor miał 6 żon, romanse, dzieci z prawego i nieprawego łoża ! Co do faktów historycznych - o jednych dzieciach możemy wiedzieć, o innych źródła mogą nie podawać :) Zawsze zostają legendy, strzępki informacji, obrazy itd. Ale wielu rzeczy też  nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Było minęło i znikło w mrokach historii. Z książek i powieści historycznych dostarczymy sobie informacji do których autor dotarł. A tam gdzie informacji brak - często autor poluzowuje sobie wodze fantazji (że mogło tak być)! Trzeba sobie wziąć poprawkę na to, że informacje historyczne - mogą być czasem zafałszowane! Fałszuje się dzisiejszą historię, której jesteśmy świadkami. Należałoby zadać sobie pytanie jak to było przed wiekami? I na nie odpowiedzieć sobie samemu!

Jak to było z faktami historycznymi (żony i dzieci Henryka VIII)? (dla niewiedzących)
*Pierwsza żona Henryka Katarzyna Aragońska (wdowa po jego starszym bracie) nie mogła mu dać potomka (prawdopodobnie 6 razy była w ciąży - tylko księżniczka Maria przeżyła dzieciństwo).
*Dzieci z nieprawego łoża: Elżbieta Blount dała mu syna. Maria Boleyn urodziła dwoje dzieci syna i córkę (była wtedy zamężna, jej męża oddelegowano - więc prawdopodobnie dzieci przez nią urodzone były króla). 
 *Małżeństwo z Anną Boleyn (siostrą Marii) -Anna niestety nie dała mu syna, urodziła córkę Elzbietę (i prawdopodobnie 3 ciąże poroniła).
 *Małżeństwo z Jane Seymour. Jane  urodziła królowi upragnionego syna - Edwarda.
*Henryk miał jeszcze później 3 żony (nie doczekał się żadnego potomka z tych małżeństw).
Dlaczego tyle żon ?
Bo objęcie tronu przez Henryka VIII, było pierwszym pokojowym przejęciem władzy w Anglii. Anglicy nie żywili zaufania do kobiet na tronie - wniosek z tego, że Henryk sądził, że jedynie męski potomek utrzyma tron. Ponadto korona w rękach kobiety niosła ze sobą ryzyko przejęcia władzy przez obce siły (poprzez małżeństwo)
Którzy potomkowie Henryka VIII Tudora zasiedli na tronie Anglii ? 
* syn Jane Seymour - Edward VI (1547-1553)
* córka Katarzyny Aragońskiej - Maria I Krwawa (1553-1558)
* córka Anny Boleyn -Elżbieta I Wielka (Królowa Dziewica 1558 do swojej śmierci 1603)

O czym jest film "Kochanice króla"?
Film "Kochanice króla" skupia się głównie na romansie króla Henryka z siostrami Boleyn. Siostry  Anna i Maria były córkami Tomasza Boleyna i Elżbiety Howard. Tomasz Boleyn i jego brat wpadli na pomysł poświecić Annę i Marię w celach polepszenia swojego statusu i pozycji rodziny. Boleyn wiedząc, że król nie może mieć potomka (syna) z Katarzyną Aragońską -  uknuł intrygę, aby król zainteresował się jego córkami. Na celownik króla wystawiona została Anna, ale uwagę króla przyciągnęła Maria. Skutkiem tego  były częste wizyty Marii w komnacie króla - z czego urodziło się dwoje dzieci. Gdy Maria dochodziła do siebie po porodzie, aby król nie zainteresował się kimś innym do gry wkroczyła Anna.
To dla Anny Henryk rozwiódł  się z Katarzyną Aragońską, zerwał z kościołem katolickim. Wziął ślub z Anną (ta jednak nie mogła mu dać syna, urodziła córkę), a następne ciąże utraciła. W efekcie końcowym skończyła na szafocie. Ostatnia scena filmu mówi, że na tronie zasiadła jako następca córka Anny i Henryka - Elżbieta.

Co mnie się podobało w filmie?
Mnie się podobało jak zostały przedstawione w nim siostry Boleyn -jako swoje przeciwieństwa.
Maria uosobienie spokoju i łagodna, gotowa do poświęceń. Anna jako uparta, wyrachowana, pozbawiona skrupułów. Osoba która nie cofnie się, żeby dostać to czego pragnie, osoba z charyzmą :).
Nie podobało mi się jak został przedstawiony król Henryk -  trochę inaczej sobie go wyobrażałam. Jako bardziej rozwiązłego i większego potwora - a w filmie został przedstawiony jako osoba pogubiona, ogarnięta pożądaniem, uległa, rozdarta wewnętrznie.

Jak zwykle w poście zawarłam moje chaotyczne myśli i napisałam w skrócie o filmie, który obejrzałam.
" Kochanice króla" dobrze mi się oglądało - nie nużył i nie dłużył mi się film.
 Myślę, że film będzie się podobał lubiącym dramaty kostiumowe. Bo dla mnie jako pasjonatki historii to było jedynie czyste kino rozrywkowe, obraz miły dla oka...

sobota, 20 czerwca 2015

domowy makaron z rybą w sosie pomidorowym

Przyszło lato - sama zjadam kalafiory z wody czy gotowaną młodą kapustę. Inna opcja kasza na sypko z pomidorem, ogórkiem - i najedzona jestem. Na deser szklanka truskawek czy garść czereśni. Co ciekawe organizm  praktycznie odzwyczaiłam od słodkiego. Ale mojego mięsożercy nie nakarmię praktycznie samą roślinnością - padłby głodem od razu :).
W domu miałam jajka, mąkę , przecier pomidorowy i resztki ryby.
Dziś na szybko dla mojego Pana na obiad powstał domowy makaron  z rybą w sosie pomidorowym. Były węglowodany (makaron) i mięso (ryba) -nie ma co do tego wątpliwości, że danie było sycące.

Składniki:
domowy makaron tagliatelle (200 - 300g)
cebula duża
dwa filety ryby (ja miałam morszczuka)
pół czerwonej papryki (opcjonalnie)
szklanka przecieru pomidorowego
sól himalajska
papryka chili w proszku
garstka koperku
łyżka oliwy

Wykonanie:
Cebulę obieram, siekam w kostkę i szklę na łyżce oliwy. Do zeszklonej cebuli dodaję pokrojoną w paski rybę i przesmażam. Do zeszklonej cebuli i przesmażonej ryby, dodaję pokrojoną w kostkę paprykę. Następnie zalewam zawartość patelni przecierem pomidorowym, Wszystko chwilę duszę, doprawiam solą i papryką chili.  Dorzucam na patelnię ugotowany makaron. Mieszam wszystko dokładnie. Na koniec posypuję moje danie posiekanym koperkiem. Rozkładam na talerze.

środa, 17 czerwca 2015

"Dzika droga" - jeśli brak ci odwagi..musisz ją odnaleźć (moim okiem o filmie)

Spędzając niedzielne popołudnie sama (po długim treningu i spacerze z psami) - nie miałam ochoty na czytanie ! Zaczęłam szukać filmu, który by mnie zajął. Z tym jednak zawsze mam problem, żeby jakiś obraz mnie zajął i zaciekawił. Staram się nie mieć wymagań zanim coś zobaczę. Często zdarza mi się, że jeśli większość wpada nad czymś w zachwyt, to w moim odczuciu wychodzi, że raczej to nic specjalnego. Często też jeśli coś się większości nie podoba - mnie i owszem.
Nie szukałam filmu z etykietką "wybitny".
Z opisu filmu dowiedziałam się, że to historia kobiety, która właśnie uświadomiła sobie, że jej życie legło w gruzach i wyruszyła na samotną wędrówkę przez Stany Zjednoczone by odnaleźć siebie i sens życia. Wielu opis może odstraszyć "szukanie sensu i celu życia". Banał, banał, banał! - pomyśli. Na pewno nie jest to film dla każdego. Jest to film dla osób lubiących spokojne, refleksyjne kino drogi. Ja takie lubię. :)
Zawsze zwrócą moją uwagę filmy i książki gdzie bohater szuka sensu i celu życia. Myślę, że nie każdy potrafi odnaleźć swój sens i cel życia. Czy każdy potrafi zadać sobie pytanie - po co żyje, jaki sens ma moje życie ?- myślę, że nie! Wielu żyje bo żyje - czas płynie (jednego dnia jesteśmy młodzi, a drugiego budzimy się jako staruszkowie). Czasem jest tak, że jak już wiele rzeczy sobie uświadomimy - na wiele rzeczy jest już za późno! To tak na wstępie trochę moich rozważań!
Cheryl bohaterka filmu (jest też książka) postanowiła przejść legendarny szlak wiodący wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Tzw. Pacific Crest Trail (PCT) prowadzący od granicy Meksyku i USA do Kanady. Wiedzie on przez stany Kalifornia, Oregon i Washington i prowadzi przez piękne górzyste tereny - m.in przez pasmo Sierra Nevada i góry Kaskadowe.
Cheryl przeszła cały zaplanowany przez siebie szlak, odnalazła siebie i swój sens życia.  Ruszyła na szlak nie dla zewu przygód, pięknych widoków, lecz wędrówka była dla niej rodzajem terapii i ucieczką od narastających problemów.
Większość tak ma: zniknąć, nie myśleć o rzeczywistości. Wielu dorosłych jest jak dzieci we mgle - zagubionych w dorosłym życiu. I taka zagubiona Cheryl (po życiowych przejściach) ruszyła na szlak. Chce przekonać samą siebie, że jeszcze da radę coś dobrze zrobić w swoim życiu. Bo jeśli uda jej się przejść całą trasę, to nie będzie dla niej rzeczy niemożliwych.
Monolog na końcu filmu - mówi sam za siebie "Moje życie jak każde inne jest zagadkowe, nieodwołalne, święte, tak bliskie, tak dzisiejsze, tak bardzo moje i dać mu się toczyć to najdziksza droga".
Niektórzy mogą stwierdzić - ćpunka i pijaczka, niszcząca swoje życie rusza na spacerek po Ameryce ! Ale to jest osoba, która rozumie co robiła i chce się zmienić.
Ja nigdy nie oceniam ! Jeśli ktoś się zmienia na lepsze - podziwiam, że było go na to stać, dał radę, podniósł się, przyznał się do błędu.
Czy każdy dał czy daje radę przejść taką trasę myślę, że nie! Myślę, że aby wybrać się na taką wędrówkę trzeba znaleźć w sobie odwagę.
2600 mil nie przechodzi się od tak !(a takie szlaki obfitują w zdradliwe odcinki).
Tak wygląda trasa PCT

Podsumowując -po obejrzeniu filmu zamarzyło mi się przejście takiego szlaku.
Nie po to, aby odnajdywać siebie - tylko, aby obcować z naturą, podziwiać otaczający mnie świat i sprawdzić się.:)

Film wart uwagi! jeśli ktoś szuka wrażeń (to w innych filmach) - bo "Dzika droga" będzie wiała dla takich osób nudą.
"Dzika droga" - to film inspirowany życiem - to tylko tyle i aż tyle.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Chce się żyć" - film Macieja Pieprzycy pokazujący, że człowiek to nie tylko ciało !

Zawsze ciężko mi zebrać myśli po przeczytaniu czy obejrzeniu czegokolwiek, a tym bardziej - coś napisać. Każdy jest inny i każdy może mieć inne spojrzenie na dany temat.
Film "Chce się żyć" - to film na pewno wart uwagi. Nie jestem na bieżąco z kinem (staram się być w temacie). Ostatnio staram się nadrabiać to czego nie widziałam. Często też zdarza mi się oglądać coś na raty (czasem coś włączymy do porannej kawy i kończymy oglądać wieczorem).:)

O kim i o czym jest film "Chce się żyć" ?
Bohaterem filmu jest Mateusz, który urodził się z czterokończynowym porażeniem mózgowym. Diagnoza lekarzy brzmiała, że  - nie będzie z nim nigdy żadnego kontaktu.
W filmie słowa pani doktor brzmią "Przecież jego mózg nie pracuje.Nie widzi pani - to jest roślina! Pani nie będzie miała z nim porozumienia nigdy".
 Na zapewnienia matki, że Mateusz reaguje i rozumie (przykład matki - np. pobudzenie dziecka w czasie przygotowywanie posiłku). Pani doktor jako specjalista, obiektywnie patrzący na pacjenta w odpowiedzi na zapewnienie matki z ironią w głosie odrzekła "To zupełnie jak mój pies jak mu pokazuje miskę z jedzeniem to też się ślini i jeszcze merda ogonem".
Pomimo, ze bohater filmu jest uwięziony we własnym ciele, podejmuję walkę o siebie. Nie rozumiany przez wszystkich wokół, a przeżywający wszystko tak jak normalna zdrowa osoba. Dzięki monologom głównego bohatera w filmie - wiemy co czuje, a nie wie tego otoczenie. To jest na plus filmu.
Dopiero po wielu latach, dzięki swojej wytrwałości i pojawieniu się pani Joli (lekarki) udaje mu się powiedzieć, że jest sprawny na umyśle (za pomocą języka Blissa). Pierwsze jego "słowa", które skierował do swojej rodzicielki brzmiały "ja nie roślina".

Moje refleksje na temat filmu ?
Dla mnie ten film był bardzo dobry - bo wczułam się w głównego bohatera - przeżywałam z nim jego smutki, samotność, jego fascynacje i radości. Bohater nie wywoływał we mnie współczucia i litości). Ja nie chciałabym będąc na miejscu Mateusza, żebym wywoływała politowanie. Filmowy bohater nie budził mojego politowania - podziwiałam jego walkę o to, aby został zrozumiany.
Ten film pokazuje, że niepełnosprawność nie musi być tematem tabu. Oglądając ten film uświadamiamy sobie, że człowiek to nie tylko ciało. Człowiek to jego dusza, przeżycia, wrażliwość.
Film pokazał, że istnieje rozdzielenie takich kwestii jak niepełnosprawność intelektualna i niepełnosprawność fizyczna!
 Ale dla wielu ludzi zawsze na pierwszym miejscu liczył się, liczy i będzie się  liczył wygląd (zdrowe, wysportowane ciało, ubiór, makijaż, fryzura). Często oceniają Cię przez pryzmat wyglądu. We mnie się wszystko gotuje na takie postrzeganie świata. Często chory i niepełnosprawny to temat żartów i kpin (w filmie jest pokazane wykorzystanie Mateusza przez wolontariuszkę Magdę do swoich celów -na początku niby go rozumie i się z nim przyjaźni!). Często i na każdym kroku można spotkać takich ludzi jak filmowa Magda!


"Chce się żyć" pokazuje taką zwykłą, normalną rodzinę. Matka Mateusza to kobieta, która walczy o godność swojego dziecka, nie poddaje się i nie traci nadziei. Wierzy, że jej dziecko ją rozumie. Mateusz jako dziecko jest bardzo kochane (zarówno przez ojca jak i przez matkę). Nawet może bardziej niż reszta rodzeństwa. Choć to co dobre szybko się skończyło - po śmierci ojca Mateusz musiał trafić do ośrodka. Dla matki takie dziecko to obciążenie - każdy bez wyjątku się starzeje i ubywa mu sił.


Takich dzieci jak Mateusz jest wiele. Film Macieja Pieprzycy skłania do bardzo wielu przemyśleń i stawia wiele pytań?
Nie masz dziecka ? Jeśli urodzisz takie jak Mateusz? Co wtedy?
Jak traktować takie dziecko ? (jeśli masz już dzieci)?
Reakcja otoczenia na takie dziecko?
Co się stanie z Twoim dzieckiem gdy się zestarzejesz i będzie ci brakować sił ? itd.

Dlaczego tak jest, że  ? nie takie filmy jak "Chce się żyć" reprezentują Polskę na festiwalach za granicą. Krew mnie zalewa, że za granicę wysyła się filmy poprawne politycznie (mam na myśli -"Wałęsa. Człowiek z nadziei"). Jestem przekonana, że gdyby film "Chce się żyć" był filmem zagranicznym byłby należycie doceniony.  

niedziela, 14 czerwca 2015

duszone pieczarki ze śmietaną

Lubimy pieczarki pod każdą postacią. Ja lubię nawet surowe:).
Dziś pieczarki udusiłam na maśle z odrobiną śmietanki dla podbicia smaku.
Zjedliśmy je jako antipaso przed obiadem ze świeżą bagietką.
Takie pieczarki to świetny dodatek do klusek, ziemniaków lub jako dodatek do pieczonego lub duszonego mięsa.
Składniki:
pół kilograma pieczarek
duża cebula
2 łyżki masła
3 łyżki śmietanki 30%
sól himalajska

świeżo mielony czarny pieprz
wieża natka pietruszki (można inne ulubione świeże zioła) lub ulubione suszone

Wykonanie:
Pieczarki obieram (ja miałam z dużymi kapeluszami). Jeśli mam małe jedynie je płuczę i osuszam.
Obrane pieczarki pokroiłam na plasterki. Cebulę pokroiłam w drobną kostkę. Na patelni rozpuściłam masło - zeszkliłam cebulę. Do zeszklonej cebuli, dodałam pokrojone w plasterki pieczarki.
Dusiłam pieczarki do czasu, aż zmiękły i puściły sok. Odparowałam sok z pieczarek, dodałam śmietankę. Doprawiłam zawartość patelni solą i świeżo mielonym pieprzem. Całość posypałam posiekaną natką pietruszki. Pieczarki podałam ze świeżą bagietką.

sobota, 13 czerwca 2015

domowy tonik do twarzy z płatków dzikiej róży i octu jabłkowego (organic)

Obecnie unikam drogerii jak ognia. Wszelakie kosmetyki pakowane tak jak żywność w plastik, w składzie parabeny, barwniki i inne trutki. Na blogu pisałam już o szkodliwości plastiku.
 Myślę, że jeśli coś nie nadaje się do zjedzenia to nie nadaje się też do nałożenia lub wsmarowania w twarz!


Kobiety od wieków wiedziały, że tonik do twarzy to najlepszy strażnik jej wilgoci. Kiedyś wklepywały w twarz rozcieńczone nalewki, białe wino lub wodę z sokiem z cytryny by ujędrnić skórę. Kwaśny odczyn tych płynów pomagał zachować ochronną warstwę lipidów, która sama jest lekko kwaśna. Dzięki temu cera stawała się zdrowa, świeża i nawilżona.
Nadchodzi lato - tonik do twarzy jak najbardziej wskazany - nic tak nie wypija wody z "twarzy" jak słońce i opalanie. Tonik zabezpieczy naszą skórę przed zbytnią utratą wody.
 
Składniki toniku:
domowy ocet jabłkowy(mojej produkcji)
płatki dzikiej róży zebrane w czystym miejscu

Wykonanie toniku:
Do słoika wrzucam przepłukane i osuszano płatki (ja nie upychałam ich). Wrzuciłam ile mi weszło. Zalałam octem jabłkowym - tak, aby płatki były przykryte. Słoik postawiłam w ciepłym miejscu (stoi już tydzień). Ja swój tonik zaczęłam już wykorzystywać.
Jak nie mam zrobionego toniku - twarz przemywam samym octem jabłkowym - moja skóra nie reaguje żadnymi wysypkami i uczuleniem.
Toniku też nie rozcieńczam. Ale nie przyzwyczajona skóra może reagować uczuleniem. Taki tonik można na bieżąco rozcieńczać sobie wodą 1:1 czyli pół na pół z wodą (najlepiej dobrą i filtrowaną). Ale każdy ma inną cerę na początek najlepiej tonik rozcieńczać sobie 1:2 a nawet 1:3 czyli 1 część octu, a 2 lub 3 części wody.
Ja wacik nasączam octem lub tonikiem i przecieram twarz wieczorem przed snem (po oczyszczeniu twarzy).

* ja jak pisałam nie rozcieńczam, ale ja jak to ja wszystko muszę przetestować po swojemu i sprawdzić wszystkie warianty. :)
 

 Jakie działanie będą miały składniki toniku ?
Ocet jabłkowy będzie miał  działanie przeciwzmarszczkowe, pomoże nam usuwać przebarwienia, wygładzi skórę, nawilży ją.
Płatki dzikiej róży będą mieć m.in. działanie nawilżające, wygładzające i zmiękczające.

piątek, 12 czerwca 2015

"Nie pisz wierszy, bo będziesz nieszczęśliwa" ("Papusza" - reportaż Dominiki Kuźniak)

Ostatnimi czasy nie mam natchnienia na czytanie - impas jakiś albo nie wiem co ? Częściej niż beletrystykę czytam książki pogłębiające moją wiedzę.
Rozczarowują mnie nowości książkowe, nowości filmowe. Mam wrażenie, że wszystko już było.
Ostatnio przeczytałam reportaż Dominiki Kuźniak o cygańskiej poetce Papuszy. Wracam ostatnio do poezji, którą bardzo lubię. Reportaż o Papuszy leżał już długo na półce - stwierdziłam, że nareszcie nadszedł na niego czas. Jakaś odmiana, pośród czytanych ostatnio książek. Wierszy Papuszy w owym reportażu jak na lekarstwo. Ale przybliżyłam sobie postać Papuszy - poetki piszącej piękne (według mnie wiersze).
Na początku moich studiów  - miałam fazę na poezję (trochę minęło od tamtych czasów). Czytywałam wtedy Pawlikowską - Jasnorzewską, Małgorzatę Hillar, Rafała Wojaczka, Gałczyńskiego, Szymborską. Leśmiana, Przerwę - Tetmajera. Trafiłam wtedy i na Papuszę. Zawsze robią na mnie wrażenie wiersze - w których autor, pisze prostym językiem, a z jego wierszy bije wrażliwość. A właśnie z wierszy Papuszy bije wrażliwość. Ponadto poetka czerpała z przyrody i swoich odczuć.
Lubię książki z klimatem! A reportaż pani Kuźniak to dla mnie książka z klimatem. Można by się uczepić, że miejscami panuje w niej chaos (mnie to nie przeszkadzało). Ja czytając tą książkę - przeniosłam się w cygański świat, do taboru, do obozu, wędrowałam z Cyganami, tańczyłam wśród drzew przy łunie ogniska w blasku księżyca.  Przeniosłam się w świat magiczny i tajemniczy.
W książce bowiem przenosimy się w Cygański czas !(zapytaj Cygana o kwiecień - "To jak kwitną jabłonki". Wrzesień? "Jak kopali kartofle". O lata pytać nie warto. Nikt ich w taborze nie liczył.)
Poczucie czasu było sprawą mało istotną - żyło się zgodnie z porami roku i w zgodności z naturą. Ja za tym tęsknię i tego mi brak w dzisiejszym świecie !

Muszę napomknąć tu o okładce książki - jest urzekająca. Rzadko kiedy okładka książki przykuwa moją uwagę. Ta przykuła - brakuje mi takich okładek książkowych z duszą.

Poniżej wstawiłam reportaż zrealizowany za życia Papuszy (rok 1978). Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć ? Zachęcam ! Oglądając go widz przekona się o wrażliwości, pogodności i skromności Papuszy (ja oglądając reportaż czułam do niej sympatię).
Nie mogę tego samego napisać w odniesieniu do Jerzego Ficowskiego, który Papuszę odkrył przeprowadził z nią ten reportaż (ale to są moje odczucia). Ponadto to on tłumaczył jej wiersze i pomógł jej je wydać.

Pora napisać o tym co mnie się podobało w książce!
 Myślę, że książka podobała mi się jako całość. Poznajemy w niej  Papuszę od dzieciństwa po młodość, aż do jej jesieni życia.
Lubię czytać o ludziach, którzy coś przeżyli, wycierpieli, ich życie naznaczone było jakimiś przeszkodami i tragediami. Tacy ludzie często pomimo tego co przeżyli są pogodni i nie użalają się nad sobą. Bieda, okrucieństwo, wojna, małżeństwo bez miłości, wykluczenie (ze świata cygańskiego za zdradę tajemnic, choć nie miało to miejsca i pisanie wierszy), choroba psychiczna - to tylko urywek tego co przeżyła Papusza.
Mnie zadziwia skromność i pokora Papuszy ! Czytając  reportaż pani Kuźniak czy słuchając audycji radiowych czy wywiadów z Papuszą (jest tego naprawdę niewiele) - można usłyszeć "Ze mną porozmawiać przyszli? Są poety, są wiersze śliczne, baśnie zachwycające, ale ja niczym nie jestem. Nauki żadnej nie posiadam, żadnej szkoły. Co może powiedzieć stara Cyganka podobna do prawdziwka zapomnianego w jesiennym lesie? Jestem dziewczyna biedna, spod krzaku. Nerwowa, duszę mam malutką. Jestem zwyczajny człowiek, może gorszy od innych"
Wielu może stwierdzić, ze jej wiersze to nic nadzwyczajnego - tylko Papusza to osoba, która sama nauczyła się czytać i pisać (wbrew temu, że w świecie cygańskim nie było na to przyzwolenia i nie akceptowano tego). Wielu wyedukowanych - nie umie, albo nie umiałoby pisać takich wierszy jak Papusza - brak wrażliwości i talentu. Bo z tym trzeba się urodzić !

Co poza tym mogę jeszcze napisać o książce ?
Przemawia do mnie forma w jakiej została ona napisana. Tekst książki przepleciony jest listami i zdjęciami (kilka zdjęć wkleiłam poniżej).
W wielu miejscach wplecione są fragmenty w stylu w jakim wypowiadała się Papusza (styl gwarowy, niepoprawny, z błędami ortograficznymi). Dla mnie ten zabieg jest na plus - bo przecież to reportaż, na dodatek pokazało to jaką osobą była Papusza.


Po przeczytaniu tego reportażu - nasuwają mi się pytania (mnie zawsze i wszędzie na każdy temat nasuwają się pytania).
Co tak naprawdę wiemy o Cyganach? - chyba tak naprawdę nic. Zawsze strzegli swoich tajemnic, to zamknięta grupa etniczna. Zawsze to byli ci to przychodzili i odchodzili. Myślę, ze o Cyganach krążyły, krążą i będą krążyć stereotypy, często krzywdzące. A oto zdanie Papuszy o krzywdzącym postrzeganiu Cyganów: „Ile to cierpią Cyganie, ile słyszą od ludzi słów plugawych, ile przekleństw, ile wyzwisk i żaden się nad tym nie zastanowi i nieraz zrani mu serce. I z tym biednym sercem chodzi Cygan po świecie i z tym żalem. Są wśród nas uczciwi i nieuczciwi, jak w innych narodach.”
A czy my osądzając Cyganów, myślimy jakie opinie na nasz temat (Polaków) krążą za granicami naszego kraju. Bardzo często bardzo nie pochlebne. Spójrzmy lepiej na siebie - dopiero oceniajmy innych!

Dwóch rzeczy Papuszy odmówić nie można urody i talentu (ale są gusta i guściki).
Jak widać na zdjęciu - Papusza była wg piękną kobietą. A oto fragment z książki "- Mama mówiła do mnie "lalunia". A zdrowa byłam, te ręki takie, piersiątka takie! Szczupła byłam. Ta buzia taka rumiana, włosy duże, jak dziedziczka jakaś, plotłam je w warkocze(Nie obetnie ich do końca życia). Lubiłam tańczyć, śpiewać, wesoła byłam bardzo. Zawsze w spódnicy jak z kwiatów uszytej, w kolorze czereśni, zwinna jak wiewiórka leśna, pomimo, że czarna."



Nie będę streszczała tu książki - bo inni zrobili to już bardzo dokładnie.
Jeśli ktoś chciałby sięgając po tę książkę w celu zapoznania się z wierszami Papuszy - to nie ten adres.
Poprzez ten reportaż zaznajomimy się jedynie z życiorysem Papuszy i światem Cyganów (którego już nie ma).
Moja recenzja - to luźny wpis o tym co mnie się podobało w książce, co zwróciło moją uwagę, o moich przemyśleniach na jej temat.
Reportaż jak najbardziej polecam !

 Podsumowując wstawiam poniżej - wiersz Papuszy (który jest uważany za najlepszy jej utwór - był wysoko oceniony przez samego Juliana Tuwima).

Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona".

W lesie wyrosłam jak złoty krzak,
w cygańskim namiocie zrodzona,
do borowika podobna.
Jak własne serce kocham ogień.
Wiatry wielkie i małe
wykołysały Cyganeczkę
i w świat pognały ją daleko...
Deszcze łzy mi obmywały,
słońce, mój ojciec cygański, złoty,
ogrzewało mnie
i pięknie opaliło mi serce


Z modrego zdroju nie czerpałam sił,
tylko przemyłam oczy...
Niedźwiedź po lasach się włóczy
jak srebrny księżyc,
wilk boi się ognia,
nie ugryzie Cyganów.
[…] Oj, jak pięknie przy namiocie,
śpiewa sobie dziewczyna,
płonie wielkie ognisko!
Oj, jak pięknie, ludzie, z daleka
wielkanocnych pieśni ptaków słuchać,
kwilenia dzieci, i tańca, i śpiewania
chłopaków i dziewczyn.


[…] Oj, jak pięknie szumi nam las -
to on mi śpiewa piosenki.
Oj, jak pięknie odpływają rzeki,
to one mi serce cieszą.
Jak pięknie wpatrzeć się w toń rzeki
i powiedzieć jej wszystko.
Bo nikt mnie nie zrozumie,
tylko lasy i wody.
To, co tu opowiadam,
wszystko, wszystko już dawno minęło
i wszystko, wszystko ze sobą wzięło -
i moje lata młode."
["Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona" ("Gili romani Papuszakre szerestyr utchody"), 1950/1951]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...