środa, 27 maja 2015

kasza gryczana z podrobami (z gołębi)

Dziś coś nie wyszukanego - czyli coś takiego jak moja kuchnia. Bardzo lubię kaszę ugotowaną na sypko. Zimą i wiosną lubię - z kiszonkami (kapusta kiszona, ogórek kiszony itp.), a latem i jesienią ze świeżymi warzywami - pomidor, ogórek, rzodkiewka czyli to co akurat mam.
Często jak mam wiejskie mięso i dzielę je na porcje (podroby czyli wątróbki i żołądki oddzielam). Później takie podroby wykorzystuje jako dodatek do kaszy. Mój Pan mam wtedy szybką przekąskę. Ja zjadam z kaszę z warzywami, a mojemu łasuchowi dorzucam dodatkowo podroby.
Wykorzystuję podroby z gęsi, kaczek, królika, kurczaka - tym razem miałam z kilku gołębi.

Składniki: (na jedną porcję)
szklanka ugotowanej na sypko kaszy gryczanej
duża cebula
garstka podrobów (żołądki i wątróbki z kilku gołębi) - mogą być z innych zwierząt
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz
łyżka tłuszczu (u mnie tłuszcz gęsi ze skwarkami)

Wykonanie:
Tłuszcz rozgrzewam w rondlu, podsmażam na nim pokrojoną w drobną kostkę cebulę. Do zeszklonej cebulę dorzucam żołądki i wątróbki. Przesmażam chwilę, żeby nie były surowe. Doprawiam solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Mieszam zawartość rondla z kaszą gryczaną ugotowaną na sypko. Podaję z kiszonym ogórkiem.

Dziki kocur zwany przez nas "Tłuściochem" chętny na przekąskę :).


wtorek, 26 maja 2015

owsianka na domowym mleku roślinnym (z orzechów włoskich) z jabłkiem

     Na jesieni pokazywałam jak zrobić mleko roślinne z orzechów włoskich. Tym razem po zblendowaniu wody z orzechami - nie odcisnęłam powstałego mleka od miazgi. Przelałam mleko z miazgą do rondla i dosypałam do niego płatki owsiane.
Posłodziłam miodem i dodałam jabłko. Nie mam nic przeciwko owsiance na wiejskim krowim mleku. Ale w  przypadku jego braku musi wystarczyć mleko roślinne.
My zresztą lubimy owsianki pod każdą postacią :).
Składniki:
kubek wyłuskanych orzechów włoskich  (namoczonych przez noc i obranych ze skórek). Po namoczeniu przez noc orzechów skórki same odchodzą, powinny!
dwie szklanki przefiltrowanej wody
6 łyżek płatków owsianych (tym razem miałam błyskawiczne)
małe jabłko
łyżka miodu naturalnego

Wykonanie:
Obrane ze skórek orzechy, wrzucam do blendera, dolewam wodę.  Orzechy z wodą blenduje do czasu, aż z orzechów powstanie miazga. Zawartość blendera przelewam do rondla, dosypuje płatki i gotuję chwilę. Miałam płatki błyskawiczne więc wystarczyła chwila od zagotowania się mleka, żeby płatki były miękkie.
Owsiankę dosłodziłam miodem, przelałam do misek.
Na wierzch każdej owsianki położyłam po garstce pokrojonego w kostkę jabłka.

poniedziałek, 25 maja 2015

domowy makaron z domowym twarogiem

Makaron z twarogiem (białym serem) - proste połączenie. Ktoś by nawet powiedział (ekspresowe danie). Ale czy takie ekspresowe ?
Makaron z paczki, twaróg z opakowania - niby 10 minut i gotowe.
Tylko ów twaróg ze sklepu - z mleka z chowu przemysłowego, a o jakości makaronu napomknęłam przy domowym makaronie spaghetti. Dla mnie nie jest to danie do szybkiego zrobienia. Chyba, że mamy gotowy domowy twaróg i domowy makaron - wtedy wystarczy chwila :).
Mnie zrobienie twarogu zajmuje chwilę - podgrzewam zsiadłe mleko (ma być ciepłe, nie zagotowujemy mleka). Takie podgrzane zsiadłe  mleko wylewam na gęste sito wyłożone gazą i odciskam.
Zawsze staram się planować posiłki. Jeśli mam zamiar podać makaron z twarogiem - muszę zrobić twaróg i zagnieść makaron.
Muszę mieć wiejskie jajka, wiejskie mleko (nastawić na zsiadłe) i dobrą mąkę.
Zazwyczaj jednego dnia gotuję rosół i robię więcej domowego makaronu. Drugiego dnia podaje makaron, który mi został z domowym twarogiem.
Kiedyś nabywałam w sklepie makaron czy twaróg - bo wychowałam się w czasie gdzie można kupić jedno i drugie w sklepie. Nikt mnie nie nauczył jak zrobić makaron czy twaróg ! Bo można było kupić gotowe ! Wcześniej nie zastanawiałam się kupując twaróg czy gotowy makaron - z czego i jak je wyprodukowano ! Teraz dochodzę do wniosków - żeby być zdrowym w dzisiejszych czasach najlepiej byłoby nic nie jeść albo prawie nic :).
Na blogu są już jak zrobić:
domowy makaron jajeczny
domowy twaróg

  Składniki:
domowy makaron jajeczny
domowy twaróg
wiejska śmietana (opcjonalnie)
naturalny miód lub cukier

Wykonanie:
Do dużej miski wrzucam makaron i wkruszam do niego twaróg. Na koniec polewam makaron z twarogiem naturalnym miodem (lub posypuje cukrem). Mieszam zawartość miski. Rozkładam na talerze.
 Można twaróg wymieszać z wiejską śmietaną i połączyć z makaronem. My lubimy sam makaron z serem.

niedziela, 24 maja 2015

sos bolognese (z piersi wiejskiego kurczaka)

Kiedyś na blogu był już przepis na sos bolognese  (a raczej jak ja go robię jego szybką wersję).
Ale wtedy to był  jeszcze czas gdzie zdarzyło mi się kupić kawałek mięsa w sklepie czy paczkę makaronu. Teraz kombinuję jak zrobić coś w jak najzdrowszej wersji. Nasze polskie wersje "sosu bolognese" jak pisałam już kiedyś, nie mają nic wspólnego z wersją oryginalną tego sosu.
Domowy makaron spaghetti wykombinowałam po swojemu. Myślę, że w efekcie końcowym wyszło mi osobliwe danie -  domowy makaron spaghetti z mieloną piersią (z wiejskiego) kurczaka  w sosie pomidorowym.
Składniki:
pierś z wiejskiego kurczaka (ja wrzuciłam do malaksera, żeby rozdrobnić zmielić)
2  cebule
400g przecieru domowego lub passaty pomidorowej
2-3 ząbki czosnku
oliwa do smażenia
bazylia suszona
chilli w proszku
sól himalajska

  Wykonanie:
   Cebulę drobno siekam, wrzucam na patelnię - przesmażam na oliwie.
Następnie przesmażam mięso, aż zbrązowieje. Do przesmażonego mięsa i cebuli dolewam pasattę lub przecier. Dorzucam do sosu przeciśnięty przez praskę czosnek lub go drobno posiekany. Wsypuję do smaku  bazylię , chili w proszku. Doprawiam solą i świeżo zmielonym pieprzem. Jeśli jest taka potrzeba chwilę odparowuje sos do momentu, aż trochę zgęstnieję. Sos  podałam z domowym makaronem.

sobota, 23 maja 2015

domowy makaron spaghetti (z mąki pszennej i jajek)

Ciągle słyszę  zewsząd, w dzisiejszych czasach kto by robił to albo tamto ? Domowy makaron ? Kto by go zagniatał ! Mnie zajmuje jego zagniecenie 8 minut (tyle czasu gotuje mi się kawa w kawiarce na gazowym palniku). W czasie odpoczywania ciasta wychodzę z psami.
Wałkowanie i krojenie go to niezłe ćwiczenia na mięśnie rąk (10 minut - nawet i nie). W czasie gotowania wody na makaron wstawiam pranie lub zmywam naczynia - zmywarki nie mam taka współczesna ze mnie gospodyni :).

Mój Pan chciał spaghetti - ale nie z makaronu ze sklepu. Nie mam maszynki do makaronu. Makaron spaghetti (cieniutki) - domowy można sobie zrobić maszynką do makaronu. Myślę, że bez maszynki radzę sobie całkiem nieźle z zrobieniem makaronu. Mogłam rozwałkowane ciasto na makaron pokroić na cieńsze paski niż na domowe tagliatelle. Ale chciałam zimitować makaron na spaghetti, więc przekręciłam sobie gotowe ciasto przez starą ręczną maszynkę do mielenia mięsa.
Paski makaronu wyszły dużo grubsze niż gotowy makaron spaghetti lub taki który uzyskamy przekręcając przez maszynkę do makaronu.

Dlaczego robię domowy makaron ?
Makaron robię z mąki i wiejskich jajek. Makaron ze sklepu - jeśli jest jajeczny - mamy w nim jajka w proszku, idąc dalej kury karmione są mączkami i karmami (produkowanymi przez Monsanto). Na dodatek jeśli nabywamy makaron z pszenicy durum lub z robimy w domu makaron z semoliny (mąka popularna na południu Europy) to nie wiemy czy to nie jest mąka z pszenicy modyfikowanej genetycznie. U nas w Polsce jak na razie jest zakaz GMO. Ale w Unii Europejskiej nie ma jednolitej polityki w sprawie GMO, zostawia ona autonomię w tej sprawie państwom członkowskim. Wyczytałam dodatkowo, że  Włochy to największy eksporter twardej pszenicy w Europie. Okazuje się, że roślina powstała dzięki laboratoryjnemu „bombardowaniu” nasion promieniami rentgenowskimi i wysokoenergetycznymi neutronami. Blisko 200 odmian pszenicy jest wynikiem tzw. mutagenezy radiacyjnej bądź chemicznej.
Na dodatek wszystko w sklepie jest pakowane w folię ! Właśnie jestem na etapie szukania informacji na temat toksyczności folii i plastiku (mam nadzieję w niedługim czasie napiszę o tym kilka zdań).


Wykonanie: Nie będę po raz kolejny pisać jak zrobić domowy makaron. Dałam linka do przepisu. Tym razem nie rozwałkowywałam ciasta i nie kroiłam go - wrzucałam po kawałku do ręcznej maszynki do mielenia mięsa. Trochę ciężko szło - ale kiedyś się tylko  takimi maszynkami wszystko się mieliło.
Wyjęłam tylko z przodu maszynki nożyk (pomaga on dokładniej mielić np. mięso jak przepuszczamy je przez taką maszynkę).
Przepuszczając ciasto na makaron przez maszynkę - nie miałam zamiaru go mielić tylko nadać mu kształt :).

Co do smaku makaronu - smakuje inaczej niż ten ze sklepu. Nam smakowało. Zawsze jest wybór zdrowsze w domu lub pójście na łatwiznę i zjedzenie tego niezdrowego ze sklepu. 

czwartek, 21 maja 2015

sznycelki z piersi kurczaka

Po kilku dniach spędzonych samemu - znów danie z tych mięsnych. Kiedy spędzam czas sama zdarza mi się robić kilkudniowe głodówki. Moje głodówki nie są w celach zbicia wagi, bo mnie to nie jest potrzebne. One są w celu oczyszczenia organizmu z toksyn. Takie głodówki robię od około 10 lat. Dla niektórych jest to niewyobrażalne nie jeść przez 3 dni.
Z mojego doświadczenia mogę napisać, że po zastosowaniu głodówki wszystko smakuje lepiej i rozjaśnia się umysł. A wielu taka oczyszczająca głodówka by się przydała w dzisiejszych czasach.
Moje sznycelki z piersi kurczaka są z wiejskiej kury (ta akurat była większych gabarytów). Pociłam ją na porcje na wsad do zup. Piersi dały się pociąć na kawałki i rozbić na małe kotleciki. W dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się, że na obiad musi być mięso. Na dodatek, żeby było chudziutkie. A jak już coś jest okraszone odrobiną dobrego tłuszczu - to jest uważane za niezdrowe.
Najlepiej jest iść do sklepu kupić część zwierzęcia na którą mamy ochotę lub która jest w promocji. A reszta jest niejadalna. To jest dopiero wygoda i komformizm. Nie musimy wyhodować i zabić !
Mięso ładnie zapakowane w marketach, wielu się nawet nie zastanawia skąd pochodzi, czym było karmione ! Wielu nie myśli czym żywi swoje rodziny. Będąc dziś w pobliskim markecie po kawę i drożdże otyłe małżeństwo rozmawiało o butelkowanym słodkim napoju - który smak owego napoju lepszy. Nie dość, że to coś było w plastiku, to tak jak wszystkie takie napoje zawiera konserwanty i barwniki. Dodatkowo między zakupami były m.in. piersi z kurczaka w plastikowym opakowaniu i pyszne chipsy ! :)

 Składniki:
większa pierś z kurczaka
wiejskie jajko
bułka tarta
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz
olej do smażenia
Wykonanie:
Pierś z kurczaka tnę w poprzek na mniejsze kawałki. Rozbijam tłuczkiem każdy kawałek (oprószam je solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem). Jajko roztrzepuję. Każdy rozbity kawałek piersi z kurczaka obtaczam w jajku i bułce tartej. Smażę na rozgrzanym oleju na rumianu z obu stron. Podałam kotleciki z tłuczonymi ziemniakami i kiszonymi ogórkami.

piątek, 15 maja 2015

dobre ciasto ? to tylko w domu ! (co ja wiem o ciastach z cukierni i ze sklepowych półek)!


 Jak napisałam w tytule, dobre ciasto ?to tylko w domu (z dobrych składników). Jest to całkowicie prawda !
 Aby coś upiec w domu - nie potrzeba do tego nie wiadomo jakich talentów. Wystarczą dobre produkty bazowe. Ale nie każdy o tym wie ! i chęci.
Tą szarlotkę, która jest poniżej piekłam już jako dziecko. A jak dziecko potrafi to potrafi to każdy !
 
O ciastach z cukierni !
Wiadomo od zawsze, że praca ludzi jest najdroższa. Co do cukierników - oni po prostu starają się tę pracę zastąpić zamiennikami czyli "prochem". Co to jest ten "proch" ? To jest gotowa substancja (gotowe ciasto). Proch to substancja, którą się kupuje na worki i wiadra. Właśnie do takiej substancji dodaje się wodę lub mleko i piecze. To samo tyczy się kremów do ciast.
W cukierniach do rozrobienia proszku z wodą czy mlekiem - nie potrzebny jest wykwalifikowany pracownik. Wtedy proces mieszania składników np. na krem (ugotowanie prawdziwego  budyniu, zmiksowanie go z masłem i cukrem itd. - to jest zbędne). Nie trzeba gotować mleka, ubijać żółtek z cukrem.
Ja się mogę domyśleć, że składniki takiego prochu to jaja w proszku, mleko w proszku i substancje spulchniające) i nie wiadomo co jeszcze!
Myślę, ze ciasto na prawdziwym wiejskim mleku, jajkach ekologicznych i dobrej mące - ich cena nie byłaby taka za jaką możemy je nabyć w niektórych cukierniach.
 
O ciastach ze sklepowych półek !
Zacznę od tego, że ciasta ze sklepowych pólek i półprodukty są bardzo popularne. Można to zauważyć zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Ale i nie tylko -bo kupujemy też gotowe ciasta i ciasteczka na deser (bo co podamy gdy przyjdą niespodziewani goście), do popołudniowej herbatki.
Dla wielu nie są obce :
*serniki na zimno z torebki - wystarczy tylko wymieszać z mlekiem z kartonu, na wierzch galaretka z torebki i ciasto gotowe!
* babeczki z torebki - pewno wystarczy je wymieszać z mlekiem i jajkami,
* karpatka z gotowym ciastem i kremem do rozrobienia,
* gotowe biszkopty do przełożenia,
* kremy do ciast z torebki, bita śmietana z torebki.
Ja to wszystko zawsze mijam szerokim łukiem.
Napiszę tu, że ja byłam tak skołowana, że jeśli mi coś nie wychodziło tak jak produkt sklepowy, zastanawiałam się dlaczego ? I nie wychodziło  nie dlatego, że coś źle zrobiłam. Domowe zawsze będzie smakować inaczej (bo nie ma ulepszaczy, od których uzależniani jesteśmy). Większość jedząc sztuczne rzeczy zatraca zmysł smaku i zapachu
  Ja nie mam stępionego zmysłu smaku, więc bez problemu rozpoznam czy coś jest zrobione ze sztucznych składników.
 
Co zawierają ciasta ze sklepowej półki? i z czego my pieczemy ciasta w domu !
* tłuszcze trans (utwardzone tłuszcze roślinne) - dodawane do ciastek, ciast czy do kremów, którymi zwieńczone są gotowe torty  (piekąc w domu wiesz, ze dodasz masło do kremu czy do ciastek). Wielu piecze w domu z margaryn ! Czy w dawnych książkach kucharskich były margaryny ?
* budynie w proszku, galaretki w proszku (wielu ich używa! nawet w domu) - zawierają chemiczne dodatki dla koloru.
Ja nie kupuję gotowych galaretek, gotowe rozrabia się  w wodzie i nie trzeba ich chyba słodzić bo już są słodkie (a jak są słodkie to nie wiadomo czy do posłodzenia nie użyto aspartamu). Gotowe galaretki zawierają także regulatory kwasowości. Galaretki, kiśle i budynie gotuję w domu.
* gotowe polewy do ciast (nie trzeba brudzić garnka i nie stracimy 10 minut :) używając gotowej bo wrzucimy ją do garnka z wrzątkiem ! (na pewno zawiera utwardzony tłuszcz i wyczytałam gdzieś, że prawdopodobnie parafinę)
* gotowe posypki do ciast (oprócz barwników zawierają talk i parafinę).
* sery twarogowe (pakowane w plastikowe wiaderka ! lub folię)
Wyczytałam, ze prawdziwy ser ma 20 % wartościowego białka, a ten z wiaderka już tylko 7%),
* gotowe masy makowe (to głównie woda, zagęstniki, sztuczny miód i prawie wcale bakalii)
* uwielbiane przez nas aromaty do ciast ! (identyczne z naturalnymi !) - najpopularniejszy dodatek do aromatów do ciast to glikol propylenowy. Wywołuje on m.in. bóle głowy, nudności, wymioty, biegunki.
* jajka (w produktach sklepowych jajka w proszku, albo pasteryzowana masa jajeczna) - a do domowych wypieków używamy jajek z chowu klatkowego bo tańsze !
 
Moje wnioski planujemy sobie wszystko - (co upieczemy czy podamy) i kupujmy dobre składniki. Gdy już mamy wszystko zabieramy się do pracy, ja zawsze tak robię. Planuje :)
Nie rozumiem czegoś takiego jak brak czasu ! Jesteśmy leniwi to wszystko.
Jedyne co mogę zrozumieć to brak umiejętności, ale ja też wielu rzeczy nie umiałam i jeszcze wielu nie umiem. Ale nauczyć można się wszystkiego wystarczą chęci :)
Jedząc gotowce - fundujemy sobie alergie (liczba alergii przecież wciąż rośnie) oraz problemy z układem pokarmowym.
Nie napiszę tu, że nigdy nie nabywałam czegoś gotowego, bo po prostu, wcześniej dawniej nie byłam aż tak świadoma wszystkiego ! Choć umiem piec, zdarzyło mi się kupić jakieś ciastka czy ciasto z cukierni (żeby spróbować z czego i jak jest zrobione, jak smakuje - ale to tylko kawałek). Wolałam jednak coś upiec w domu.
Wielu pomyśli sobie bo jajka z wolnego wybiegu są droższe, bo mleko wiejskie jest nie do dostania, bo kto by robił masę do makowca czy ser na sernik, polewę w domu do ciasta. 
Ja to robię ! Ogrom ciast na wielu blogach, a blogerki z nadwagą (dużą nadwagą!). Nie wystarczy piec i gotować z wszystkiego co dostępne. Gotować i piec z głową to przede wszystkim.
Dzisiejszy wpis to moje luźne rozważania na temat ciast, składników z których są one pieczone.
Tak na koniec - wielu może stwierdzić bo mamy na coś chęć a coś jest dostępne! Jeśli coś jest dostępne i już gotowe nie znaczy, że musisz to kupić i zjeść. Ja jeśli mam ochotę na słodkie - zjadam owoce. Silna wola wystarczy - tylko najpierw trzeba ją w sobie znaleźć !
Często oszczędzamy na jedzeniu , ale jak zachorujemy - na leczeniu już nie oszczędzimy!

poniedziałek, 11 maja 2015

brzoza - symbol nowego życia, płodności, urodzaju (wierzenia, ciekawostki, właściwośći lecznicze)

Mam czasem takie sny, że kiedyś jako staruszka- zamieszkam w jakiejś głuszy. Wśród pól, łąk, najlepiej na skraju lasu. Odgłosy przyrody budzące mnie co rano... Zbierałabym moje zioła, suszyła, a później robiła z nich napary, odwary... i inne dziwne i nie dziwne mikstury...
Mnie do życia nie jest potrzebna cywilizacja, podążanie za trendami i modami. Choć jestem młodą kobietą - nie mogę patrzeć na konsumpcjonizm dzisiejszego świata. Żywność, ubrania, niezużyte przedmioty wyrzucane na śmietnik.... Jedzenie wyrzucamy (bo się zepsuło, bo kupiliśmy za dużo). Przedmioty i ubrania wyrzucamy bo nam się znudziły lub po prostu nabyliśmy je bez zastanowienia. Tak właśnie często widzę dzisiejszy otaczający mnie świat !
Mamy piękną polską przyrodę (w tym i piękne polskie drzewa).
Jednym z nich  jest brzoza o której chciałabym trochę dzisiaj napisać.  Brzoza to drzewo z symboliką i wierzeniami, znane z właściwości leczniczych. Drzewo jak najbardziej warte uwagi.

 Dziś większość młodych ludzi nie odróżnia drzew. Myślę, że większość nie wiedziałaby jak wygląda olcha, grab, topola czy wierzba.
Brzoza, sosna, klon i dąb - może już prędzej !

Brzozę to jedno z kilku drzew, które rozpozna każdy (nawet z daleka).  To piękne drzewo wtopione w polski krajobraz - miało znaczenie w wielu kulturach.

Bardzo lubię czytać o dawnych wierzeniach w kulturze. Dla mnie w tym wszystkim jest magia, to czasy i rzeczy zapomniane. A jak zapomniane to dla mnie jak najbardziej warte uwagi.
My już nie odczuwamy w większości łączności z przyrodą, w przeciwieństwie do naszych przodków.
O brzozie w kulturze wyczytałam i m.in wiem, że:
* do dzisiaj pozostał w Polsce obyczaj "bicia" brzeziną w wielkanocny poniedziałek,
* do dzisiaj przynosimy w Boże Ciało brzozowe gałązki uczknięte z ołtarzy polowych po procesji (mają one zapewnić domownikom Bożą opiekę. Nie wiem czy w każdym regionie Polski przynosiło się gałązki brzozowe do domu (w moim regionie się przynosiło),
* na wiejskich weselach, gałązek brzozowych używano do wystroju domów państwa młodych oraz miejsc gdzie odbywała się zabawa weselna,
* gałęzie brzozy miały przynosić  nowożeńcom szczęście, czuwać nad bezpieczeństwem obejścia i ogniska domowego, chronić przed demonami i czarami,
* już w trakcie budowy domostwa pozostawiano w przednim rogu gałązkę brzozową, aby przyszli mieszkańcy mieli zapewnioną wszelką pomyślność,
* zanim wprowadzono do stajni nowego konia, przed progiem zakopywano brzozowe polano,
* przy pieczeniu chleba użycie drewna brzozowego - miało zapewnić idealną biel wełny młodych jagniąt (osobliwy pomysł) :).
 * wierzono kiedyś, że uderzenie świeżą gałązką o udo pobudza energie seksualne - w ten sposób dodawano "pieprzyku" młodym pannom :),
* wtykano na przykład gałązki w zagony z warzywami czy pola ze zbożem - celem miały być obfite plony i ochrona przed wszelkimi zarazami (gryzonie, gąsienice, ptaki).
* brzozowe gaje były miejscem magicznym. Udawał się tam ten kto chorował. Trząsł po kolei trzema brzózkami, mówiąc "trzęś mnie jak ja ciebie, a potem przestań" - choroba mijała,
*  chore dziewczynki w wieku niemowlęcym zanoszone były pod brzozowe drzewo z prośbą o uzdrowienie. Podobno, kiedy niemowlę płci żeńskiej często płakało, a przyczyna o powodach nie była do ustalenia - właśnie pod brzozą wypowiadano prośbę "święte drzewo, zielona brzoza, weź od (wymawiano imię dziewczynki) płacz, strąć z niej, daj zdrowie),
* z drewna brzozowego robiono kołyski - w celu uchronienia dziecka przed wszelkim złem i zapewnienia mu dobrego rozwoju,
* pęki brzozowych rózg były symbolem urzędu konsulów w starożytnym Rzymie,


Jakie rodzaje brzóz mamy w Polsce ?
W Polsce mamy ich dwa rodzaje: brodawkowatą i omszoną (oba gatunki są pospolite).

Brzoza brodawkowata jest drzewem dużym o gałęziach zwisłych, rośnie na glebach suchych i piaszczystych.
Brzoza omszona jest mniejsza, gałęzie ma wzniesione i spotykana jest na glebach wilgotnych, nad brzegami strumieni i na torfowiskach
Czym się obie od siebie różnią ?
Charakterystyczne są różnice w wyglądzie liści. U brzozy omszonej liście są mniejsze, okrągłe, grubsze, owłosione na spodniej stronie. Obydwa gatunki dostarczają identyczny surowiec zielarski.


Nasi przodkowie znali właściwości lecznicze brzozy.
 Co i jak stosowali z brzozy ?
* świeże liście stosowano jako okład na miejsca dotknięte reumatyzmem, okładami ze świeżych liści brzozowych likwidowano napięcia mięśni i ramion i karku
* młode listki były wykorzystywane w chorobach układu oddechowego i w przypadku niestrawności,
* pączki brzozowe były wykorzystywane do przygotowania z niej nalewki lub płukanki, której używano m.in na porost włosów,
* kobiety smarowały dekolt i twarz, dłonie brzozowym sokiem, żeby skóra była gładka,
* kora brzozowa w postaci cienkich plastrów, przykładana była na zaognione rany.

WŁAŚCIWOŚCI  LECZNICZE BRZOZY:
* dzięki zawartości flawonoidów, wykazuje działanie moczopędne. Można tu napisać, że w odróżnieniu  od innych roślin o takim działaniu - nie powoduje utraty soli mineralnych ani nie podrażnienia tkanek nerek, a ma zdolności likwidowania stanów zapalnych i regenerowania,
* jest skuteczna w zapobieganiu powstania piasku i kamieni nerkowych oraz pęcherzowych (ponieważ usuwa mikrokryształy wapnia). W niektórych wypadkach można nawet rozpuszczać już powstałe kamienie,
* ze względu na właściwości moczopędne jest środkiem uzupełniającym w kuracji chorób reumatycznych oraz dny moczanowej, w dietach odchudzających oraz w wiosennych kuracjach oczyszczających,
* zwiększa wszystkie żółci, w związku z tym jest stosowana w niestrawności,
* zewnętrznie stosuje się korę brzozy, która jest bogata w taniny działające ściągające i antyseptyczne - co sprzyja się gojeniu się ran.


niedziela, 10 maja 2015

potrawka z soczewicy i mięsa z królika

Z suchej soczewicy, która mi została, reszty rosołu oraz z kawałka chudego mięsa z królika - ugotowałam potrawkę.
Zawsze twierdzę, że można ugotować coś z niczego (czyli z resztek jedzenia, które nam zostało!). Czasem wydaje nam się, że nic nie ma na obiad, a jednak nie do końca tak jest. Warto pokombinować i nie marnować jedzenia. Korzyści: nie będziemy głodni, nic się nie zmarnuje i kieszeń będzie pełniejsza. :)

Składniki :
szklanka suchej brązowej soczewicy
2 większe cebule
łyżka tłuszczu (u mnie tłuszcz z gęsi ze skwarkami)
kawałek chudego mięsa z królika (u mnie comber, pokrojony w kostkę oraz wątróbka)
ponad pół litra rosołu (mnie został z wczorajszego obiadu, gotowałam go na wiejskim mięsie)
świeżo mielony czarny pieprz
ostra papryka do smaku (opcjonalnie)

Wykonanie:
Na łyżce gęsiego tłuszczu, zeszkliłam cebulę. Następnie dodałam pokrojone w kostkę mięso z królika (obsmażyłam je chwilę). Dosypałam soczewicę, podlałam zawartość rondla rosołem. Gotowałam do miękkości mięsa i soczewicy (do czasu, aż rosół wyparował). Na koniec doprawiłam świeżo mielonym pieprzem i ostrą papryką. Podałam z domową sałatką z buraków i papryki (ze słoika).

piątek, 8 maja 2015

kompot z jabłek

 Nie kupuje nic z butelkowanych napoi, soki wyciskam sama w domu. Do obiadu lub na deser gotuje kompot. Tym razem ugotowałam z jabłek. Dla mnie jeszcze nie pora na zimne lemoniady, ciepło już mamy, ale ogromny żar z nieba jeszcze się nie leje. Dla mnie coś zimnego to tylko w ogromny upał. :)
 Składniki:
ponad litr wody przefiltrowanej
3 mniejsze jabłka (ekologiczne nie te nawoskowane z marketu)
jedna kora cynamonu
gwiazdka anyżu
łyżka miodu
Wykonanie:
Do garnka wlewam wodę, dodaję umyte jabłka (pokrojone na mniejsze kawałki) oraz gwiazdkę anyżu i laskę cynamonu.
Stawiam garnek na ogień, po zagotowaniu kompotu gotuję go kilka chwil. Po tych kilku chwilach zestawiam go z ognia. Odstawiam na bok, żeby chwilę naciągnął. Słodzę miodem. Ja lubię kompot pić na ciepło.
Podawać kompot jak kto lubi na ciepło lub schłodzony.

środa, 6 maja 2015

zupa pieczarkowa (z suszonych pieczarek) z kaszą jaglaną

W mojej kuchni zupy gotuje bardzo często. Nie lubię odmierzać składników gotując je. Właściwie nigdy tego nie robię.
Czy nasze mamy, babcie odmierzały składniki - gotując zupę dla całej rodziny ? Nigdy tego nie robiły proporcjonalnie do ilości członków rodziny dolewały więcej wody do garnka, dodawały więcej przecieru lub jakiejś kaszy czy ziemniaków. I to właściwie było wszystko. Dziś na blogach piętrzą się przepisy z dokładnymi proporcjami - ile wody, ile ziemniaków, ile warzyw.
Żeby ugotować zupę - wystarczy zmysł smaku i znajomość preferencji smakowych osób, które będą ją zjadały.
Zależy czy ktoś lubi mniej słone czy bardziej (ale dosolić można sobie każdy sam na talerzu) mniej kwaśne lub bardziej, mniej ostre czy bardziej itd.
Moje zupy gotuję z tego co mam zazwyczaj  w domu ! i wszystko jest na oko. Jeśli zdarzy mi się sypnąć np. więcej kaszy do garnka to rozrzedzę ją sobie odrobiną wody.
Dzisiejszą zupę nazwałam pieczarkową z kaszą, a mogłabym też nazwać ją krupnikiem z pieczarkami. Mniejsza o nazwę dla dzisiejszej zupy -  ważne, że  mieliśmy na obiad smaczną  i pożywną zupę :).

Składniki: (to co miałam i co  do zupy dodałam) :)
*pod wywar miałam to co mi zostało z porcjowania mięsa - korpus z gęsi i szyja z królika
* niecała szklanka suszonych pieczarek (suszyłam sama, bo kupiłam kiedyś po okazyjnej cenie większą ilość)
duża marchewka
pietruszka
kilka mniejszych ziemniaków
ja miałam resztki kaszy jaglanej (3-4 łyżki)
kilka ziarenek ziela angielskiego
2 listki laurowe
sól himalajska
świeżo mielony czarny pieprz do smaku

Wykonanie:
Korpus z gęsi i szyję z królika dokładnie wypłukałam. Wrzuciłam do garnka, zalałam wodą (tak żeby przykryło mięso i jeszcze trochę). Dorzuciłam ziarenka ziela angielskiego, listki laurowe oraz suszone pieczarki i posoliłam. Gotowałam około 30 minut. Po tym czasie do garnka dodałam pokrojoną w drobniutką kostkę marchewkę i pietruszkę oraz kaszę. Gotowałam dalej z 15 minut, dorzuciłam po tym czasie pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotowałam całość kolejne 15 minut, aż zmiękną ziemniaki. Po ugotowaniu zupy wyjęłam z garnka korpus z kaczki i szyję z królika. Wystudziłam i obrałam z mięsa, które na nich było. Dorzuciłam do zupy. Zupę rozlałam na talerze i doprawiłam świeżo mielonym czarnym pieprzem. Podałam z kromkami chleba.


wtorek, 5 maja 2015

lecznicza nalewka z pokrzywy

Są takie rośliny (zioła) jak np. pokrzywa, które zajmują w mojej kuchni szczególne miejsce. Jednym ze sposobów w jaki konserwuję  pokrzywę to zalewam ją po prostu alkoholem (najprostszy sposób). Ale nalewki alkoholowej nie podamy dzieciom.
 Dla dzieci pokrzywę możemy zakonserwować mieszając świeżo wyciśnięty z niej sok z miodem. Na blogu jest jak ja  konserwuję  sok z pokrzywy z miodem.
Podsumowując pokrzywę możemy  zakonserwować:
* robiąc z niej nalewkę,
* mieszając sok z pokrzywy z miodem,
 * ususzyć na herbatki.
Najlepiej zbierać pokrzywę przed kwitnieniem (od połowy kwietnia do połowy maja).
Jak zrobić nalewkę ?
Ja nigdy nie odmierzam składników. Zbieram jak najmniejsze listki z początkiem wiosny, z czystego stanowiska. Dokładnie płuczę listki, układam w słoiku. Zalewam czystą wódką, tak aby przykryć listki. Zamykam słoik szczelnie i odstawiam w chodne miejsce na 14 dni. Następnie zlewam do butelki.
Powinno się pić taką nalewkę 2 razy w tygodniu po małym kieliszku. Ja piję ją głównie w ogólnym osłabieniu, w sezonie na grypy i przeziębienia.

poniedziałek, 4 maja 2015

krupnik na mięsie z królika z kaszą jaglaną

Lubię poznawać nowe smaki, ale nigdy w mojej kuchni nie było nie wiadomo jakich eksperymentów. Dla mnie prostota to jest najlepsze wyjście. Pożywienie ma być dla ciała lekarstwem i ma nam dostarczyć energii i sił.
Nigdy w swojej kuchni nie używałam kostek rosołowych, przyprawek typu maggi i tzw. "kucharków".Nie mogę patrzeć w sieci na przepisy z kostkami rosołowymi.  Ale co kto lubi i jak uważa. Co do mnie - wolę dłuższą chwilę poświęcić na ugotowanie dobrego wywaru warzywnego lub rosołu na dobrym mięsie. Mogłoby się wydawać, że zajmuje to nie wiadomo ile czasu, ale wystarczy tylko chwila, żeby nastawić garnek z rosołem. Wszystko gotuje się samo.
Mój Pan ostatnimi czasy będąc gdzieś i jeżeli mu coś nie smakuje - wymyślił sobie określenie "under" czyli poniżej. Nie ruszy wielu przetworzonych rzeczy. Ja mam tak samo - odzwyczailiśmy się od przetworzonej żywności.  A wcześniej bardzo dawno temu - różnie to bywało. Nie dlatego uczyłam się gotować - żeby sięgać po to co jest gotowe, przetworzone i do przygotowania w 5 minut.
Ciepła pożywna zupa, w chłodniejszy dzień - to jest to co nas rozgrzeje i doda nam sił.
Nie super zdrowe zimne koktajle na owocach, zimne soki owocowe - tylko gorąca zupa.
Taki krupnik jaki dzisiaj  ugotowałam (dziś z kaszą jaglaną) nie wymaga nakładów pracy, gotuje się sam :).
  Kaszę jaglaną nabywałam zanim nastała epoka internetu (zanim miałam do niego jakikolwiek dostęp) i przed czasami blogów kulinarnych. W mojej kuchni zupy z kaszą jaglaną często dojadałam sama, mój Pan się buntował ! Teraz się do niej przekonał i zjada ją nawet samą jako dodatek do drugiego dania.
Wszystko zawsze małymi krokami. :)
Składniki:
przednie łapki królika (mięso z wiejskiej zagrody) i miałam kawałek combra (środkowa część królika)
4-5 ziemniaków
2 marchewki
pietruszka
cebula
ja dałam połowę szklanki kaszy jaglanej (tyle mi  zostało w słoiku)
kilka ziarenek ziela angielskiego
2 listki laurowe
sól himalajska do smaku
Wykonanie:
Mięso dokładnie płuczę, wrzucam do garnka i zalewam przefiltrowaną wodą. Ja wlałam wody tyle, żeby mięso było przykryte i jeszcze trochę. Marchew i pietruszkę - skrobię. Kroję w drobną kostkę. Dorzucam do mięsa. Dodaję też do garnka listki laurowe, ziarenka ziela angielskiego i opaloną cebulę (tak jak do rosołu). Solę do smaku. Gotuję do miękkości mięsa. Gdy mięso jest już prawie miękkie dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki i kaszę jaglaną. Zdejmuje garnek z ognia gdy już wszystko jest miękkie. Ziemniakom i kaszy wystarczy 15 minut. Rozlewam na talerze. Doprawiam świeżo mielonym czarnym pieprzem. Podaję.

Piękna pełnia księżyca podczas wieczornego spaceru z psami :).

sobota, 2 maja 2015

mniszek lekarski - drogocenny aczkolwiek niedoceniany chwast !

Dziś będzie o roślinie, która rośnie dosłownie wszędzie - łąki, przydroża, ogrody, pastwiska. Kto z nas nie zna mleczy (u mnie tak się nazywało tę roślinę) lub bardzo wielu znana jest ona pod nazwą dmuchawca. Chyba każdy jako dziecko zrywał przekwitnięte mlecze i zdmuchiwał je - zostawał wtedy tylko łysy badyl.
Nie sposób nie zauważyć kwitnących mleczy, kiedy ozłacają nam co wiosnę pola na wsiach i trawniki w miastach.

Mniszek lekarski (Taraxacum officinale)
Inne nazwy ludowe mniszka (pod którymi jest znany): świński mlecz, mlecz lekarski, brodawnik mleczowaty,  podróżnik mleczowaty, dmuchawiec, lwi ząb, wilczy ząb, pąpawa, wołowe oczy, wole oczy, męska stałość, mlecznicza, mleczaj.


Przez wielu mniszek (mlecz) traktowany jest jak wróg wypielęgnowanych ogrodów i podwórek (tępi się go i kosi).
Nie zawsze jednak tak było. Kiedyś był podobno nawet  specjalnie uprawiany i hodowany. Nie mogło go zabraknąć w diecie naszych przodków (szczególnie na przednówku).
Dziś mamy cały rok zielone rośliny - sałaty, rukole, szpinaki - zapakowane w foliowe torby i możemy je kupić przez cały rok. Czy one są zdrowe - każdy mądrzejszy doskonale wie, że nie.
Na przednówku lub wczesną wiosną - warto sięgnąć po chwasty. Każdy dbający o swoją dietę i swoje zdrowie powinien wyciągnąć po nie rękę.
Niedoceniane chwasty mogą być dla nas nie tylko pożywieniem, ale i lekarstwem. Aptekę i pożywienie mamy często pod nogami - tylko trzeba spojrzeć najpierw pod te nogi. Ale wielu po prostu nie chce patrzeć na to co rośnie mu pod nogami i po czym depta !
 Muszę tu jeszcze wspomnieć taką kwestię, że wielu starszych ludzi traktuje pospolite rośliny - chwasty (myślę tu o ludziach na wsi) jako pożywienie dla zwierząt gospodarskich (króliki, krowa itd.) A młodzi wolą pobiec na market kupić paczkowany mix sałat lub szpinak. Bo kto by jadł zielsko z pola ? To są moje odczucia.

Jak wygląda mniszek lekarski ? (to dla tych, którzy chcieliby sobie pozbierać mniszka, a nie wiedzieliby jak wygląda - ale myślę, że raczej takich nie ma :).
*Ma długie, głęboko wcinane liście i długi rozgałęziający się mięsisty korzeń (zewnątrz brunatny, wewnątrz biały),
*Gdy złamiemy łodygę mlecza wypływa z niego biały sok mleczny,
*Kwiaty są jaskrawożółte, osadzone w koszyczku, który wyrasta na sztywnej łodydze,
* Po przekwitnięciu kwiatu, pozostają owocki, opatrzone puchem, które łatwo odrywają się od rośliny.

Co zawiera mniszek lekarski i na co działa ? (ogólne wiadomości)
Zawiera m.in WIELOCUKRY (pektyna, inulina - głównie w korzeniach), SUBSTANCJE ŻYWICOWE, KWASY ORGANICZNE (kwas foliowy), SOLE MINERALNE (potas, fosfor, wapń), ZWIĄZKI GORCZYCOWE, FITOSTEROLE, GARBNIKI.
Roślina ta dzięki związkom goryczkowym poprawia proces trawienie, szczególnie pobudza do pracy wątrobę i woreczek żółciowy. Uaktywnia też pracę nerek - powodując oczyszczenie organizmu z różnego rodzaju złogów.
Ziele i korzeń mniszka zawierają także kwas foliowy - zaliczany do witamin krwiotwórczych, którego brak w organizmie może spowodować anemię złośliwą - która jest zaliczana do chorób nieuleczalnych.
Ponadto ziele jest zalecane pomocniczo w chorobach pęcherza moczowego. Sok z niego jest wskazany w złej przemianie materii, otyłości, niestrawności.
Mniszek zapobiega miażdżycy, oczyszcza krew, leczy hemoroidy, oraz reumatyzm.

Kiedyś przekazywano sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie. Dziś wiele rzeczy się bada i stara wiedza potwierdza się.  :)
Wspomnę tu, że już w starożytności używano mniszka jako leku przeciwko cierpieniom wątroby, pęcherzyka żółciowego i zaburzeniom trawienia. Wykryto w mniszku związek kwas cerotynowy - działający bakteriostatycznie na prątki gruźlicy.
Stwierdzono również, ze mniszek korzystnie działa na początkach cukrzycy.

Gdzieś wyczytałam kiedyś, że jedna z nazw tej rośliny, a mam tu na myśli określenie "mniszek" pochodzi od tego, że po zdmuchnięciu pozostaje łysa główka, otoczona wieńcem zeschniętych listków. Owa łysa główka przypomina ogoloną głowę mnicha. Faktycznie nie trzeba wyobraźni, żeby to stwierdzić.
 Mnie się akurat to skojarzenie co do określenia tej rośliny bardzo podoba :).

Zdjęcia mniszka zrobiłam na swoim podwórku. Niestety nie jest to materiał do przetwarzania - w czystej okolicy nie mieszkam. Po surowiec muszę wybrać się za miasto.
Podwórka nie skosiliśmy - po prostu zrobiło się wesoło przed domem. W jednym momencie dosłownie zażółcił się złoty dywan cieszący nasze oczy :). Nigdy jeszcze nie było go tyle na naszym trawniku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...