środa, 8 kwietnia 2015

"Smak curry" czyli epistolarna historia pełna subtelnych emocji dwojga obcych sobie ludzi

"Smak curry" - miałam zamiar obejrzeć już jakiś czas temu.
Nie wiedziałam o czym jest film. W drugi dzień świąt budząc się znów około godziny czwartej rano (nie mogłam spać, za to mój Pan spał jeszcze smacznym snem), bo co można robić o tej godzinie ?.
Nie chciałam go budzić smugą światła z lampki nocnej, włączyłam laptop, założyłam słuchawki na uszy, siadłam na łóżku, aby ekran nie odbijał światła i zaczęłam swój seans.
Nastawiłam się na barwne, lekkie kino w indyjskiej scenerii.
Jednak z kolejnymi minutami filmu, dziwiłam się coraz bardziej.
Film był z tych, które skłaniają do refleksji (lubię takie filmy).
Lubię także filmy ze stonowanym, spokojnym obrazem - ten obraz taki był.
Chciałam obejrzeć ten film, także ze względu na wątek kulinarny. Jednak oglądając go przekonałam się, że jedzenie to dalszy plan, tło filmu. Poruszone zostały w filmie ważniejsze aspekty naszego życia - jak samotność w małżeństwie, choroba czy starość. Nie jesteśmy też przytłaczani chorobą podczas oglądania filmu (chorujący ojciec czy  czy wujek Ili - słyszymy tylko głos ciotki) - pokazane nam jest, że starość wiąże się z chorobą. Reżyser taktownie przedstawia to co często jest nieodłącznym elementem starości czyli chorobę (nie epatuje tym wszystkim widza).
Miejscem akcji są Indie - ale sytuacje życiowe pokazane w filmie, z nimi mierzy się każdy, lub będzie musiał się  z nimi zmierzyć.
Samotność w związku (z tym musi się mierzyć bardzo wiele osób)!
Starość - ten etap życia, jeśli ktoś go dożyje, nie minie go.
Moje refleksje - starości się nie boję, z samotnością na różnych etapach życia - musiałam walczyć (na pewno jest ciężko, ale można sobie dać z tym radę). Myślę, że od starości gorsza jest samotność. To takie moje dywagacje i przemyślenia poza nawiasem po obejrzeniu filmu ...
"Smak curry" - miałam zamiar obejrzeć już jakiś czas temu.
Nie wiedziałam o czym jest film. W drugi dzień świąt budząc się znów około godziny czwartej rano (nie mogłam spać, za to mój Pan spał jeszcze smacznym snem), bo co można robić o tej godzinie ?.
Nie chciałam go budzić smugą światła z lampki nocnej, włączyłam laptop, założyłam słuchawki na uszy, siadłam na łóżku, aby ekran nie odbijał światła i zaczęłam swój seans.
Nastawiłam się na barwne, lekkie kino w indyjskiej scenerii.
Jednak z kolejnymi minutami filmu, dziwiłam się coraz bardziej.
Film był z tych, które skłaniają do refleksji (lubię takie filmy).
Lubię także filmy ze stonowanym, spokojnym obrazem - ten obraz taki był.
Chciałam obejrzeć ten film, także ze względu na wątek kulinarny. Jednak oglądając go przekonałam się, że jedzenie to dalszy plan, tło filmu. Poruszone zostały w filmie ważniejsze aspekty naszego życia - jak samotność w małżeństwie, choroba czy starość. Nie jesteśmy też przytłaczani chorobą podczas oglądania filmu (chorujący ojciec czy  czy wujek Ili - słyszymy tylko głos ciotki) - pokazane nam jest, że starość wiąże się z chorobą. Reżyser taktownie przedstawia to co często jest nieodłącznym elementem starości czyli chorobę (nie epatuje tym wszystkim widza).
Miejscem akcji są Indie - ale sytuacje życiowe pokazane w filmie, z nimi mierzy się każdy, lub będzie musiał się  z nimi zmierzyć.
Samotność w związku (z tym musi się mierzyć bardzo wiele osób)!
Starość - ten etap życia, jeśli ktoś go dożyje, nie minie go.
Moje refleksje - starości się nie boję, z samotnością na różnych etapach życia - musiałam walczyć (na pewno jest ciężko, ale można sobie dać z tym radę). Myślę, że od starości gorsza jest samotność. To takie moje dywagacje i przemyślenia poza nawiasem po obejrzeniu filmu ...
Na początku filmu myślałam, że wolna akcja filmu będzie mnie denerwować. Zaczęłam się zastanawiać, ale o co chodzi ? ale te wszystkie powolne sceny tylko nadawały uroku obrazowi.....przez nie reżyser chciał pokazać odczucia bohaterów.
Czy wszystko musi być dynamiczne, szybkie ?! Mnie czasem ten wszechogarniający dynamizm, robienie wszystkiego w pośpiechu i niedbale w wielu przypadkach wnerwia. Znów mi się nasuwają myśli kiedyś na wszystko był czas i pora. A dzisiaj byle szybko, byle jak i takie często jest nasze życie tu i teraz.....byle jakie!

 Myślę, że pora przejść do rzeczy i skreślić kilka zdań na temat fabuły filmu w celu zachęcenia do obejrzenia.

"Smak curry" - opowiada o młodej mężatce, zaniedbywanej przez męża (można o nim powiedzieć zadufany w sobie gbur). Rozumiem zmęczenie pracą, zmęczenie powtarzalnością każdego dnia - ale to nie powód, aby nie okazać ani odrobiny uczucia bliskiej osobie, małżonkowi! Dla mnie jest to niepojęte, a takie w dzisiejszych czasach na porządku dziennym.
Ila spędza całe dnie w domu, wychowując córkę i zajmując się domem. W celu podgrzania atmosfery w swoim małżeństwie i poprawienia w nim relacji - przygotowuje dla swojego męża specjalne potrawy na obiad.
W Indiach istnieje coś takiego jak Dabbawala (w dosłownym tłumaczeniu: osoba niosąca pudełko). Obiady dostarczane są z domów do biur przez Dabbawala (czyli posłańców jedzenia w lokalnym, skomplikowanym systemie dostarczania jedzenia).
System, który podobno nigdy nie zawodzi, tym razem zawiódł.
Jedzenie zamiast do męża Ili trafiło do samotnego wdowca Saajana ? Ila podejrzewając, że jedzenie z jej menażek zjadł ktoś inny niż mąż. Następnym razem do menażek obok jedzenia wrzuca liścik. Tego samego dnia dostaje odpowiedź od nieznajomego...

On uwięziony w przeszłości (wdowiec), pracujący jako księgowy, mający przejść na emeryturę. Ona młoda mężatka, nieszczęśliwa w swoim małżeństwie. Oboje jakby nie patrzeć to więźniowie swojego życia. Nie można szufladkować tego filmu  tylko do społeczności indyjskiej - ja widzę w nim uniwersalizm, nie ważne gdzie mieszkasz, możesz być więźniem swojego losu i swojego życia! Oryginalna forma porozumiewania się dwojga ludzi, oparta na formie pisanej - świetny pomysł w dzisiejszym świecie maili i smsów.
 Film uświadamia nam jak czasem potrzebna jest nam bliskość drugiej osoby i choć odrobina zrozumienia.
Na drodze do szczęścia tych dwojga staje przekonanie Saajana, że jest za stary na jakiekolwiek zmiany w życiu. Przeszkodą są też sztywne konwenanse obyczajowe  jakie panują w Indiach.
Reżyser przyjął otwartą formę zakończenia filmu....
Dzięki takiemu zakończeniu film staje się jeszcze bardziej refleksyjny.
Jest to kino indyjskie, jeśli jednak ktoś spodziewał się filmu w stylu boolywood, mile się zaskoczy. Ten film wpasował się świetnie w standardy kina europejskiego. Na pewno film warty uwagi.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...