wtorek, 30 września 2014

udka z królika w miodowo-musztardowej marynacie

Kolejna propozycja na przyrządzenie królika. Ja zamarynowałam same udka, bo z jego reszty mam w planach  zrobić rosół. Ale można zamarynować całego królika w takiej marynacie (tylko podwoić jej składniki)  i upiec. Ja upieczone udka podałam z kładzionymi kluskami i sałatką z buraków i papryki.
 
 
Składniki:
2 udka z królika
łyżka oleju (ja miałam rzepakowy)
1 łyżka ostrej musztardy
1 łyżka musztardy ziarnistej
czubata łyżka miodu naturalnego, płynnego
 
Wykonanie:
Miód, obie musztardy i olej mieszam. Gotową marynatą nacieram udka królika z każdej strony (można je ponacinać, żeby marynata weszła głębiej w mięso). Odstawiam mięso na minimum pół godziny, żeby przeszło składnikami marynaty. Piekę ponad godzinę w 200 stopniach Celcjusza w piekarniku ustawionym na opcję grill. Często polewam mięso marynatą z dna naczynia w którym się piecze. Upieczone udka podałam z kładzionymi kluskami i sałatką z buraków i papryki.

niedziela, 28 września 2014

Warsztaty Dzikiego Gotowania z Łukaszem Łuczajem (dwudniowe) i o tym skąd u mnie pomysł na warsztaty ?

Na warsztaty Dzikiego gotowania pojechałam z moim Panem w kwietniu zeszłego roku. Miałam zamiar pisać o nich po powrocie z do domu - ale stwierdziłam, że poczekam na to w jakim kierunku będzie szła ewolucja mojego myślenie na temat jedzenia i gotowania. ;)Zawsze byłam świadoma tego jak ludzie są uzależnieni od gotowego jedzenia, które mogą nabyć w każdej chwili i w ilościach jakie chcą. Wiem jak działają koncerny, które patentują nasiona itd. Widzę i wiem jak telewizja wpływa na ludzi - na to co wrzucają do koszyków w supermarkecie. Wiem jak działają koncerny farmaceutyczne - korzystając z niewiedzy ludzi i manipulując nimi - po to, żeby się wzbogacać. Interesuje się zastosowaniem leczniczym roślin i ziół. Supermarkety mijam - sporadycznie robię tam zakupy. Wiele rzeczy robię sama w domu z półproduktów które muszę niestety kupić.   Ja i mój Pan, wiemy kiedy pożywimy się tym czym nie powinniśmy. Ale w paranoję nie będziemy wpadać.
Piekę chleb, robię w domu twaróg, zdarza mi się zrobić masło, robię w domu domowy makaron, przetwory na zimę i wiele innych rzeczy. Ale jak nie mam czasu w ostateczności kupuję niektóre  produkty gotowe - niestety nie da się całkowicie odciąć od świata w jakim żyjemy. Ale możemy być świadomi i wybierać mniejsze zło.
Łukasz Łuczaj nie zrewolucjonizował mojego myślenia. Ale chyba mogę powiedzieć, że dał mi kolejne powody do przemyśleń. Ale są wśród nas ludzie, którym jest potrzebna rewolucja w myśleniu na temat jedzenia (że wiele rzeczy które rosną wokół nas da się zjeść, że jedzenie to nie tylko to co stoi na półce w supermarkecie). To samo tyczy się medycyny - że istnieje nie tylko medycyna akademicka, ale  także medycyna ludowa, niekonwencjonalna, zioła itd.
Na pewno Łukasz nie zadziwiał mnie swoją wiedzą  bo uważam, że każdą wiedzę można zdobyć, w każdej dziedzinie. Każdy musi sobie znaleźć niszę w której będzie działał - bo wszystkiego nie da się ogarnąć. Niszą Łukasza jest etnobotanika. Fajnie, że są ludzie tacy jak Łukasz, którzy propagują swój styl życia, swoje idee.
Nie wiadomo jakiej wiedzy na Warsztatach Dzikiego Gotowania nie zdobyłam. Wszystko
czego się tam dowiedziałam można znaleźć w książkach Łukasza i innych źródłach.
 Ale spróbowałam nowych rzeczy - o których wiedziałam, słyszałam, chciałam spróbować - nie miałam okazji, niektóre próbowałam wcześniej. Mogę przede wszystkim napisać, że miło spędziliśmy dwa dni.
Ja nie mam problemu ze zjadaniem dzikich roślin, ale nie będę gotować w domu samych dzikich potraw. Mój Pan to mięsożerca (zdarza mi się kupić mięso w sklepie - rzadko,  mamy dostęp do mięsa hodowanego na wsi). Eksperymentuje w kuchni - na talerz trafiają u nas dania bezmięsne, w tym i dzikie rośliny  - na początku mój Pan marudził, na wiele rzeczy, które dostał na talerzu - z czasem do wielu rzeczy się przekonał lub przekonuje. Wszystko małymi kroczkami ;)  Co do mnie mam ciągoty do tego co dzikie, nieskażone, zapomniane - taka moja natura.
Łukasza Łuczaja pierwszy raz zobaczyłam na kanale kuchnia tv w jego programie  "Dziki obiad"
  Był to akurat odcinek o frytkach z łopianu po japońsku i sałatce z liści lipy. O jedzeniu korzeni łopianu w kuchni japońskiej słyszałam. O właściwościach leczniczych korzeni łopianu - na przemianę materii, działanie moczopędne, o zastosowaniu zewnętrznym w trądziku i łojotoku. Kwiatostany lipy sama zbieram i suszę, stosuje jako herbatkę napotną oraz do płukania jamy ustnej w stanach zapalnych  jamy ustnej i gardła.
Ale żeby jeść liście lipy? Pomyślałam nie bardzo chyba? Teraz jak sobie wspomnę moją pierwszą reakcję myślę, że wielu ludzi tak reaguje! Ale później zaczęłam wszystko analizować, że przecież zielone to życie ?  itd. skoro jemy sałatę i inną zieleninę. Przecież to co zielone, nieprzetworzone jest lepsze, zdrowe, pełne witamin. Dziwi mnie teraz moja pierwsza reakcja na jedzenie liści z drzewa, może musiało się obudzić się w mojej głowie coś  co usnęło ?? Po tamtym programie minął może z niecały rok -  natknęłam się na artykuł w magazynie kuchnia o Łukaszu.
Dowiedziałam się z niego, że prowadzi Kulinarne Warsztaty Dzikiego Gotowania na Pogórzu Dynowskim niedaleko Krosna.
Właśnie wtedy zaczęła mi kiełkować myśl ,że pojechałabym na takie warsztaty. Minął kolejny rok i pojechaliśmy na te pierwsze kwietniowe - kiedy to wszystko budzi się do życia. Kwiecień zeszłego roku był kapryśny - tydzień przed terminem warsztatów spadł śnieg. Nawet myśleliśmy, ze warsztaty się nie odbędą - ale w przeciągu tygodnia się ociepliło. 


 DZIEŃ 1 (sobota)
My dojechaliśmy w dniu warsztatów, ale można przyjechać dzień wcześniej i przenocować.
Myślę, ze w skrócie napiszę o tym co jedliśmy na warsztatach.

Na śniadanie zjedliśmy placki z dodatkiem pokrzywy oraz jajecznicę z dodatkiem liści czosnku niedźwiedziego. Nie mam zdjęć bo dojechaliśmy na ostatnią chwilę. Gdzie chwilę później wychodziliśmy do lasu po rośliny z których były przygotowane kolejne potrawy.

*
 M.in spuszczaliśmy sok z brzozy i buka (akurat termin warsztatów tak wpasował się w czas, kiedy można było spuszczać sok z drzew).


Pierwsze oznaki wiosny - warsztaty odbyły się 13-14 kwietnia 2013


Z przechadzki za dzikimi roślinami przynieśliśmy m.in bulwy topinamburu. Poniżej bulwy topinamburu - widać jeszcze pozostałości śniegu (który spadł tydzień przed terminem warsztatów). Mój Pan z workiem z topinamburem - widać, że jeszcze miejscami było wtedy mokro - kalosze się przydały. Wracaliśmy się po nie do domu zanim wsiedliśmy do samochodu bladym świtem, żeby dojechać na warsztaty.

*
Kolejna przekąska
Bulwy  topinamburu wypłukane, posiekane i usmażone na oleju.



*
W trakcie przechadzki po okolicy spotkaliśmy mrowisko - zebraliśmy trochę mrówek - na kolejną przekąskę. Mrówki nam smakowały :).

*
Następna dzika przekąska - frytki z korzenia czyśćca.

Zbieraliśmy m.in takie rośliny jak ziarnopłon, kokoryczkę (z malutkimi bulwami),pokrzywę, głuchą pokrzywę - jasnotę, żywiec gruczołowaty.
Rośliny te były dodawane do kolejnych gotowanych potraw.


*
zupa pokrzywowa z topinamburem


*
zupa z dodatkiem zebranych roślin - z pomidorami

Pierwszego dnia robiliśmy - również dół ziemny (w którym piekliśmy mięso). O dole ziemnym myślę, że zrobię osobny post. Na naszych warsztatach mieliśmy pecha mięso w dole się nie upiekło, szkoda, ale czasem wypadki przy pracy się zdarzają.
Ługowaliśmy żołędzie, które dodawane były do kolejnych potraw. Ługowanie czyli moczenie w ługu
(wodny roztwór popiołu z drzew liściastych). Kilka łyżek popiołu wystarcza na niewielki garnek. Mocząc żołędzie w takim ługu pozbywamy się z nich tanin czyli goryczki.

Powyżej żołędzie w czasie obróbki
Wyłuskane żołędzie ze skorupek

*
Ostatnią rzeczą tego dnia, którą jedliśmy  nazwałabym to potrawką, teraz już nie pamiętam, ale składała się ta potrawa z piersi kurczaka, jajek, dodane były żołędzie, zielone rośliny i pieprz syczuański (z tą przyprawą się chyba nie polubię - o nim chciałabym napisać osobno).

Jedliśmy tę potrawkę z makaronem ryżowym i Łukasz otworzył do niej marynowane rydze.

Chyba w skrócie tyle o pierwszym dniu ;)

 DZIEŃ 2 (niedziela)

Nie wspominałam wcześniej, ale widać na zdjęciach, że wszystkie potrawy  gotowane były na palenisku zrobionym z kratki budowlanej do przesiewania piasku i żwiru na budowach.

Poniżej dokładnie widać palenisko.


Niedzielne śniadanie - jajecznica z liśćmi pokrzywy i podpłomyki z dodatkiem pokrzywy i liści czosnku niedźwiedziego.

Po  śniadaniu wybraliśmy się po kolejne rośliny- z wyprawy przynieśliśmy m.in kłącza pałki wodnej, korzenie dzikiej marchwi, korzenie łopianu, liście kaczeńca,  zebraliśmy również po drodze ślimaki.

Drugiego dnia pożywialiśmy się m.in
*
frytki z korzenia łopianu



*
curry z zebranymi roślinami i nasionami wyki ptasiej (moczona przez noc). Curry jedliśmy z ryżem. Nasiona wyki smakują jak soczewica.

*
ślimaki

Zebrane ślimaki najpierw były
  moczone w occie, później gotowane. Po ugotowaniu wyciągane ze skorupek.
I oczywiście oprawiane - czyli oddzielaliśmy wypełnione treścią roślinną niesmaczne jelita od reszty ciała. Zdjęcie powyżej pokazuje etapy przygotowania ślimaków  do spożycia.

Na zdjęciu  powyżej były gotowane zielone rośliny jakie nam zostały z naszej wyprawy do lasu czyli pokrzywa, ziarnopłon, żywiec + korzeń dzikiej marchwi + korzeń pałki wodnej z dodatkiem oporządzonych ślimaków. Ślimaki smakują jak gotowane kurze żołądki.
Z racji tego, że były to warsztaty kwietniowe - i jak pisałam na początku tego posta tydzień przed warsztatami  spad śnieg, w przeciągu tygodnia się ociepliło - wszystkie rośliny dopiero co wschodziły. Nie mam zdjęć wszystkich roślin, nie wszystkie sfotografowałam.
Poniżej wymienię rośliny, które wykorzystane były do gotowania (w ciągu tych dwóch dni warsztatów). Oczywiście te o których pamiętam bo nie robiłam notatek - polegałam więc na mojej pamięci (która nie jest najgorsza i chłonna) ;)
Jedliśmy na warsztatach  albo dodawaliśmy do gotowanych potraw rośliny lub kłącza roślin t.j
* czosnek niedźwiedzi i  (liście i bulwy),
* liście ziarnopłonu
* liście kokoryczy pełnej w tym i małe bulwy
* żywiec gruczołowaty (liście)
* pokrzywa zwyczajna (liście)
* głucha pokrzywa jasnota (liście)
* kaczeniec (liście)
*kłącza czyśćca błotnego
*kłącza topinamburu
* kłącza pałki wodnej
* korzenie dzikiej marchwi
* korzenie łopianu
*pędy skrzypu polnego
*wyka ptasia
* żołędzie
kłącza pałki wodnej szerokolistnej


pokrzywa zwyczajna

ziarnopłon

Na warsztatach byli także znajomi Łukasza - Sebastian (ma gabinet akupunktury i akupresury) ze swoją żoną Harmony  (Harmonii) pochodzącą z Chin. Na sam koniec to ona królowała przy gotowaniu. Poniżej kilka zdjęć z końca warsztatów :)




Lepimy pierogi z farszem z dzikich roślin

 
Połączyliśmy siły w lepieniu pierogów, a oto i  efekt końcowy naszej pracy :)

Na zakończenie - co do warsztatów, ja mam niedosyt, jak dla mnie za mało wiedzy, dla mnie odpowiednia dawka wiedzy jest wtedy gdy czegoś nie mogę ogarnąć. A tu z ogarnięciem wiedzy i roślin jakie zbieraliśmy nie miałam problemu. Może dlatego, że dzikie rośliny i zioła są w gestii moich zainteresowań jednym z bardzo wielu, moje wykształcenie nie jest z tym w żadnym stopniu powiązane :).
Myślę, że jednak na warsztaty chciałabym wrócić, ale jesienią, gdzie jest więcej roślinności, jadalnych owoców i grzybów. Co do ceny ? dla mnie za dużo. Ale czasem wiedza, kolejne doświadczenia w życiu  i ciekawość - kosztują :).
 Jednak skłonna byłabym zapłacić więcej gdybym żywiła się na takich warsztatach samą dziką roślinnością (bez zapychaczy) w  warunkach polowych. Wiem, ze od tego roku Łukasz wrócił do pierwotnej formy warsztatów (obozowanie na leśnej polanie). Mnie bliżej do takiej formy pod chmurami - bez kominka i bieżącej ciepłej wody. Dotąd uczestnicy warsztatów rezydowali w chacie w Rzepniku (w tym uczestnicy warsztatów na których ja byłam).

czwartek, 25 września 2014

"Anna Karenina"- ponadczasowa powieść

   Dużo czytam, poświęcam na to każdą wolną chwilę. Pomyślałam, że postaram się więcej pisać na blogu o tym co czytam  (co z tego będzie się okaże). Czasem po przeczytaniu książki muszę zebrać myśli i pomyśleć nad tym co dany autor chciał przekazać. Czasem przeżywam  historię którą czytam razem z bohaterami, utożsamiam się z nimi.
"Annę Kareninę" czytałam w trudnym momencie mojego życia. Dlatego tą książkę przeżywałam po swojemu w trakcie jej czytania. Są książki, które się czyta i są książki, które się przeżywa. Dla mnie Anna Karenina to książka, którą się przeżywa.
Literaturę rosyjską uwielbiam - najbardziej chyba Dostojewskiego.
Dla mnie Dostojewski, Tołstoj (nie tylko oni) - cała sztuka i literatura rosyjska jest genialna.
Szkoda tylko, ze Rosja to kraj politycznie niedostępny niszczący i wrogi....
  "Annę Kareninę" przeczytałam na początku marca. Zbierałam się długo, żeby ją zrecenzować. Czasem robię notatki po przeczytaniu książki - o tym co zwróciło moją uwagę w książce, zapisuje moje wnioski i przemyślenia. Po latach jak wracam do moich zapisków - widzę ewolucję w moich myśleniu, czasem stwierdzam, że moje myślenie w danej czy innej kwestii się nie zmienia. Myślę, że warto poczyniać takie zapiski :).

Dla mnie "Anna Karenina" to niezwykłe studium ludzkiej osobowości. W miarę czytania książki i poznawania głównych bohaterów - można znaleźć  w ich postaciach cząstkę swojej osobowości, samego siebie.
Nie będę tu streszczała książki tylko w skrócie napiszę o moich przemyśleniach i odczuciach.

 Dla mnie już pierwsze zdanie z książki skłania do myślenia ?
"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa po swojemu"
Główna bohaterka książki Anna Arkadiewna Karenina -wychodzi za mąż z rozsądku za starszego mężczyznę - jest też matką ośmioletniego chłopca Sierioży.  Wdaje się w romans z wolnym mężczyzną Aleksiejem Wrońskim. Owocem romansu  jest mała Anna. Kobieta  zostawia męża, syna i żyje w wolnym związku z kochankiem.  Karenin był wysoko postawionym urzędnikiem, dzięki czemu obracała się między wysoko postawionymi rosyjskimi rodami. Po romansie została wykluczona ze społeczeństwa, mąż nie zgadzał się na rozwód i nie chciał oddać jej syna. Konsekwencją jej wyboru było uznanie jej przez społeczeństwo za kobietę upadłą . Z czasem stała się  zazdrosna o kochanka , popadła w depresję. Na koniec popełniła samobójstwo.
Dla mnie Anna to postać egoistyczna. Ja nie znajduję dla niej usprawiedliwienia. Nawet nie wzbudzała ona mojej litości. Jedynie było mi jej żal - pisze to nie jako młodziutka dziewczyna tylko już jako dorosła kobieta.
Moim zdaniem człowiek jest stworzony do wyższych celów, niż uleganie namiętnościom. Dla mnie rodzina, dzieci, dom ma sens. Choć swoich jeszcze nie mam.
Mnie nasuwa się pytanie : czy Anna próbowała zmienić swojego męża?, czy małżeństwo na początku z rozsądku nie może być z czasem szczęśliwe ? (przykładem jest Barbara i Bogumił Niechcicowie z "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej).
Postać męża Anny Karenina nie jest idealna - ale ja odebrałam go jako zamkniętego w sobie człowieka (oschły w swoim obyciu) - ale rozglądając się wokół nas zawsze byli, są i będą wokół nas i tacy ludzie. Karenin kieruje się swoim kodeksem moralnym (potępia romans swojego szwagra).
Największą jego wadą był brak urody - czy tylko uroda liczy się w życiu - nie każdy może być nią obdarzony.
Kolejny wniosek - kto zareagowałby zachwytem na romans żony czy nawet męża chyba nikt !!!!!
Kolejne pytanie które mi się nasuwało czy Karenin to człowiek całkowicie zły, wyzuty z uczuć i bezwzględny ? Przecież spotkał Wrońskiego (kochanka swojej żony w swoim domu) gdy Annie groziła śmierć w połogu, nie wyrzucił go z domu. Kolejny przykład - Anna będąc już z Wrońskim odwiedza syna (po kryjomu) - nie wyrzuca jej z domu - tylko wita ją milczącym ukłonem. Opiekuje się  nie swoim dzieckiem gdy Anna jest w połogu.
Zastanawiałam się czy gdyby Annę przenieść do współczesności. Gdyby żyła współcześnie? Może  przez społeczeństwo nie byłaby uznana za upadłą . Ale skąd pewność, że gdyby się rozwiodła, dziecko zostałoby z nią ? Czy gdyby wdała się w romans współcześnie, rozwiodła się z mężem, odeszła do kochanka byłaby szczęśliwa i czy nie popadłaby w depresję i nie popełniłaby samobójstwa.
Kolejne pytania - czy jeśli żyłaby współcześnie - nie wyszła młodo za mąż ?, kształciła się i wyszła za mąż z miłości ,uczucie to by się nie wypaliło ? (przy jej charakterze) i nie szukałaby wrażeń w ramionach u kogoś innego, zdradzając męża ?
Nie można tu powiedzieć, ze gdyby Anna żyła współcześnie to miałaby łatwiej.
Można się zastanawiać nad kwestią odpowiedzialności moralnej męża za żonę, czy nad tym gdyby religia nie wymuszała na ludziach poczucia winy ?
Ale czym jest życie bez wartości i bez zasad ? Nad tym też trzeba było się zastanowić!
 
W przypadku niektórych  kobiet - mnie po prostu brak słów - żadnego sumienia, wartości, kodeksu moralnego, chyba trzeba być całkowicie wyzutym z uczuć i egoistą. Namiętności mijają, a sytuacje się powielają.
Nieważne czy to współczesność czy czasy przeszłe, nieważny status  materialny, nieważne środowisko w jakim żyjemy ? Sytuacje te same tylko bohaterowie już inni.
Przeciwwagą w książce dla Anny jest żona jej brata Dolly (jest zdradzana) i ma kilkoro dzieci. Czy też powinna te dzieci zostawić i dać się ponieść namiętnościom? Do tego mąż hulaka, nie dbający o dom !
Książka Tołstoja ma moralizatorski wymiar. Pisarz przedstawia dwa podziały. Na tych którzy żyją w pobłogosławionym związku przez Kościół ( ci zaznają szczęścia, a ci którzy ulegną namiętnościom skończą marnie). W książce ukazane są dwie miłości:
*Kitty i Lewin - miłość niewinna i szczęśliwa
* Anna i Wroński - jej miłość odebrała rozsądek, a on lekkoduch
W literaturze takiej jak ta często zachwycają mnie opisy. Przy czytaniu tej książki też tak było (ślub Kitty i Lewina w cerkwi, opisy życia wiejskiego - koszenie łąki czy polowanie na bekasy. Ale wiem nie każdy lubi czytać  takie opisy :).
Dla mnie Tołstoj to świetny obserwator i znawca natury ludzkiej. Ja staram  się obserwować ludzi, choć czasem jest to bardzo trudne i nie rozumiem wyborów niektórych ludzi. W życiu nie zawsze znajdziemy na wszystko odpowiedź i może nie zawsze trzeba wszystko rozumieć.
Ponadczasowość tej książki polega m.in na tym - że emocje, dylematy moralne i wybory - wszystko to jest aktualne.

środa, 24 września 2014

omlet z piersią kurczaka i świeżą papryką

Omlety dosyć często goszczą w mojej kuchni na śniadanie. Zarówno te klasyczne jak i biszkoptowe na słodko.
Wczoraj na obiad piekłam kurczaka (był on wiejski) -  pierś  z niego zostawiłam z zamiarem dodania do dzisiejszego omletu. Do tego świeża papryka i wiejskie jajka.
Taki omlet to pożywne, lekkostrawne i sycące śniadanie.
 
Na blogu są jeszcze :

Składniki:
4 jajka
upieczona pierś z kurczaka
pół dużej świeżej papryki
odrobina oleju do smażenia
sól
świeżo mielony czarny pieprz
 
Wykonanie:
Pierś kurczaka kroję na plasterki, paprykę myję, wykrawam gniazdo nasienne i kroję w plasterki.
Na patelni rozgrzewam olej (niezbyt mocno). Jajka wybijam do miski i roztrzepuję - doprawiam solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Następnie jajka wylewam na patelnię, na masie jajecznej układam plasterki piersi kurczaka i paski papryki. Zmniejszam gaz i czekam, aż omlet się zetnie.

wtorek, 23 września 2014

mleko z orzechów włoskich

Zapewne wielu wie jak działa przemysł mleczarski, w jaki sposób jest on napędzany. Wiadomo w jakich warunkach hodowane są zwierzęta (m.in szprycowanie są antybiotykami i tak hodowane, aby dawały jak najwięcej mleka). Nie będę się tu o tym teraz rozpisywać. Myślę, że o tym napiszę osobny post.
Nie jestem przeciwniczką mleka od krowy - jeśli pasie się ona na wsi, jest normalnie karmiona i daje zdrowe mleko. Nie jestem osobą, która wpada w paranoję - kupuję sporadycznie mleko z mlekomatu (choć wiem skąd ono pochodzi). Ale przynajmniej nie jest zapasteryzowane i wlewam go do swojej szklanej butelki  Sklepowe mleko wlewane jest w  karton bądź plastikową butelkę - z zawartością politereftalenu etylenu. O plastiku też chciałabym zrobić osobny post.
 
Alternatywą dla mleka krowiego jest roślinne - nie jestem weganką (ale nigdy nic nie wiadomo), nie jestem alergiczką (nie mam na nic uczulenia).
Mleka roślinne robię w swojej kuchni bo chcę się zdrowiej odżywiać.
Nie robię go bo zobaczyłam na innych blogach, mam orzechy to sobie zrobię (bo mam ich nadmiar lub nie wiem co z nich zrobić).
Orzechy były przywiezione głównie na mleko. Czytam o różnych dietach (o wegańskich i wegetariańskich także). Próbuję różnych sposobów odżywiania i staram się wybierać mniejsze zło lub to co dla mnie i mojego Pana lepsze. Czasem wchodzi mi to lepiej czasem gorzej :)
 
Orzechy włoskie mam ekologiczne ze wsi - więc powstaje teraz  z nich codziennie mleko.
Próbowałam już mleka z różnych nasion i orzechów. Chciałabym sukcesywnie o nich pisać na blogu.
 
Orzechy włoskie (tak samo napój z nich) jest wartościowy dla naszego organizmu. Dostarcza pełnowartościowego białka i tłuszcz dobrej jakości. To również doskonałe źródło kwasów  tłuszczowych wielonienasyconych, które regulują metabolizm i zapobiegają powstawaniu tkanki tłuszczowej.
Składniki:
szklanka wyłuskanych orzechów włoskich
1,5 - 2 szklanki wody (ja wolę tłuste mleko) -ale można sobie jego tłustość regulować dolewając więcej wody
woda do moczenia orzechów
 
Ja mam orzechy które nie są jeszcze całkowicie wysuszone. Wyłuskałam orzechy i moczyłam je przez dwie godziny. Trzy razy ją zmieniłam - za każdym razem orzechy zalewałam ciepłą wodą Za każdym razem była bardzo brązowa. Ściągnęłam z orzechów skórkę.  Jeśli moczę dłużej to skórka robi się jasna i nie ściągam  (tym razem w szybszym tempie potrzebne było mi mleko. A nie chciałam, żeby mleko miało bury kolor.
  Wrzuciłam gotowe orzechy do blendera, zalałam prawie dwoma szklankami wody i  zblendowałam na jednolitą konsystencję. Powstałą masę odcisnęłam na sitku wyłożonym gazą.
 
Najczęściej orzechy zalewam ciepłą wodą i odstawiam na noc. Orzechy miękną przez noc. Rano dobrze je płuczę. Skórka sama odpada, a woda jest bardzo brązowa. Rano wrzucam do blendera i blenduje na gładką masę. Odciskam.
Jeśli nie wykorzystuje  mleka od razu to przelewam je do szklanej butelki i wstawiam do lodówki. Wytrzymuje tam do 3 dni.
 
Do czego wykorzystuje mleko roślinne ?
* dolewam do kawy
* gotuję na nim kakao,
*dolewam do koktajli
* zabielam zupy, dodaję do sosów
* piję samo (dosładzając sobie czasem miodem i dosypując cynamon).
 
Co robię z miazgą z orzechów ?
*zjadam samą (z łyżką miodu i odrobiną cynamonu),
* dorzucam do twarogu,
* dodaję ją zamiast bułki tartej do kotletów zarówno tych z mięsa jak i warzywnych,
*dodaję do wypieków.

poniedziałek, 22 września 2014

papryka marynowana z czosnkiem

 Dziś podaję przepis na marynowaną paprykę z czosnkiem. Taką paprykę zrobiłam kilka lat temu, gdy zaczynałam tworzyć swój dom - od tamtej pory wpisała się ona w repertuar moich przepisów kulinarnych. Teraz każdej jesieni zabieram się za jej przygotowanie. Polecam !
Składniki:
2 kg papryki różnokolorowej (bez gniazd nasiennych - u mnie zielona i czerwona)
około 15 małych główek czosnku
gorczyca po łyżeczce na słoik
po pół łyżeczki ziaren pieprzu na słoik
po 4-5 ziarenek ziela angielskiego na słoik
po 1-2 listki laurowe na słoik
400 ml octu 10%
2 l wody
400g cukru
4 łyżki soli
 
Wykonanie:
Paprykę dokładnie myję, czyszczę z nasion i kroje na drobne paski. Obieram czosnek. Pokrojoną paprykę wkładam do słoika, gęsto przekładając ząbkami czosnku. Do każdego słoika wsypuję po łyżeczce gorczycy, po pół łyżeczki ziaren pieprzu , dokładam po kilka ziaren ziela angielskiego i listki laurowe. Gotuję wodę z octem, cukrem i solą. Gorącą zalewą zalewam paprykę, tak aby była całkowicie przykryta. Zakręcam słoiki i pasteryzuję 25 minut.

niedziela, 21 września 2014

domowe mleko kokosowe (ze świeżego orzecha kokosowego) i o tym co kryją gotowe mleczka ?

Czym różni  się śmietanka kokosowa od mleka kokosowego ?
Mleko kokosowe powinno zawierać od 10 -20 % tłuszczu (oleju kokosowego). Produkt zawierający więcej niż 20 % tłuszczu to już śmietanka.

Co kryją gotowe mleczka kokosowe ?
Kryją w sobie stabilizatory, zagęszczacze, konserwanty i wodę. Warto czytać  etykiety jeśli nabywamy mleczko w puszce czy kartonie. Chodzi o to, żeby w mleku było jak najwięcej ekstraktu z kokosa (najlepsze jakie ja widziałam miało 85% ).
Dlaczego robię mleko kokosowe w domu ?
* bo gotowe zawierają konserwanty i stabilizatory
* jeśli takie jest mi potrzebne do jakiejś potrawy z innej kuchni świata np.curry.
*jako zastępnik do kawy (mój Pan łasuch woli krowie ale jeśli nie mam dobrego mleka krowiego np. z mlekomatu lub ze wsi z wiadomego źródła - musi mu wystarczyć roślinne).
*bo mleko jest produkowane najczęściej w puszkach - i zawartość puszki wchodzi w reakcję z nią.
*mleko to można wykorzystywać jako zastępnik krowiego jeśli ktoś jest uczulony na laktozę z mleka krowiego.

Dlaczego producenci dodają zagęszczacze, konserwanty i stabilizatory do mleczka kokosowego ?
Dlatego, żeby mleczko było jednolite. To było odpowiedzią na zarzuty konsumentów, ze mleczko jest zepsute (na górze po otwarciu puszki woda na górze śmietanka). Takie mleczko nie jest zepsute po prostu trzeba je wstrząsnąć przed otwarciem.

 Skąd się bierze mleczko kokosowe i jak zrobić go w domu?
Wiemy, że w orzechu kokosowym znajduje się woda kokosowa (jest ona przejrzysta). Mleczko zaś to esencja z miąższu. Mleko kokosowe robi się podobnie jak inne mleka roślinne. Zalewa się dany gotowy  surowiec na mleko wodą, rozdrabnia blenderem i odciska.

Składniki
świeży orzech kokosa (wyjęty ze skorupy i obrany + woda kokosowa ze środka
ciepła przegotowana woda (tyle ile waży miąższ)
Wykonanie:
Obranego i pokrojonego orzecha kokosowego wrzucam do blendera i wlewam wody tyle ile waży orzech. Miksuje do czasu aż orzech się rozdrobni i zmiksuje na gładko odciskam na sitku wyłożonym gazą. Takie mleko wytrzymuje w lodówce dwa dni. Ja robię zawsze tyle ile akurat jest mi potrzebne.
Można takie mleko pić samo (ja dodaje sobie do takiego mleka cynamonu), dodawać do zup, gulaszów, sosów. Dolewać do kawy, dodawać do deserów, ciast.

A tu na blogu przepis na budyń na mleku kokosowym z domowym sokiem malinowym i malinami


sobota, 20 września 2014

gęsta zupa z wiejskiego kurczaka z lanymi kluskami

Wolę czasem ugotować taką zupę niż czysty rosół. Na wiejskim kurczaku jest mniej mięsa.
Takie mięso z ugotowanego rosołu jest mniej smaczne - bo rosół gotuję się długo i wszystkie składniki odżywcze przedostają się do bulionu.
Jeśli gotuję rosół to podaję go z domowym makaronem jako czysty bulion, a mięso wykorzystuję do innych celów.
Taką zupę zaś gotuję  tak samo jak rosół - tylko mięso i włoszczyznę kroję w paseczki i dodaję do zupy. Tym razem, żeby zupa była jeszcze treściwsza zrobiłam do niej  lane kluski.
Składniki:
 wiejski kurczak (ja wycinam piersi i zostawiam np. do sałatki)
1 pietruszka
2 marchewki
1 mały seler lub połówka dużego
1 por (kawałek białej części)
kilka ziarenek ziele angielskie
1-2 listki laurowe
sól, pieprz świeżo mielony
 Wykonanie:
   Kurczaka myję, wkładam do garnka i zalewam wodą (wody tyle, aby przykryła kurczaka). Do garnka dokładam liść laurowy, ziele angielskie. Po ponad pół godzinie gotowania dodaję włoszczyznę -marchew, selera, pietruszkę. Kiedy wszystkie składniki będą miękkie - wyjmuje je z garnka.. Mięso oddzielam od kości kroje je w paseczki (skórę z kurczaka także).  Warzywa kroję na zapałkę. Pora kroję w plasterki i gotuje jeszcze 5 minut, żeby por zmiękł. Doprawiam wszystko solą, świeżo zmielonym pieprzem .
Lane kluski
Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
2-3 jajka z wolnego wybiegu
6-8 łyżek mleka lub wody
Wykonanie:
Mąkę przesiewam do miski, dodaję 2-3 jajka (ja dałam 4 bo miałam mniejsze), wlałam mleko i wyrobiłam gładkie i jednolite ciasto (jeśli mąka z jajkami i mlekiem nie chce się połączyć to dolać jeszcze odrobinę mleka). Ciasto staranie wyrabiałam do czasu, aż pokazały się pęcherzyki.
Na łyżkę nabierałam wyrobione ciasto (1/3 jej objętości łyżki). Ciasto z łyżki wrzucałam do zupy. Postępowałam tak do czasu, aż mi się skończyło ciasto.
A tu a blogu taki sam przepis na gęstą zupę z wiejskiego kurczaka tylko bez klusek z dodatkiem majeranku i świeżego imbiru. Zupa z kurczaka często gości w mojej kuchni jeśli tylko mam tego wiejskiego.

piątek, 19 września 2014

napoleonka z wiórkami kokosowymi bez pieczenia

Ciasto z tych bardzo szybkich. Krakersy przełożone kremem i cała filozofia. Mój krem to domowy budyń, dodałam do niego tylko dwie łyżki masła i wsypałam szklankę wiórków kokosowych.

Na blogu jest jeszcze przepis na rafaello na krakersach.

Składniki:
paczka krakersów (moje z jak najmniejszą listą składników dodatkowych)
1l mleka
3 żółtka
1 szklanka mąki
3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
2 czubate łyżki masła o zawartości tłuszczu min 82% tłuszczu
szklanka wiórków kokosowych
1/2 do 3/4 szklanki cukru - w zależności jak słodkie ktoś lubi
dodatkowo: wiórki kokosowe do posypania wierzchu
 
Wykonanie:
Pół litra mleka wlewam do rondla i dodaję 2 czubate łyżki masła, szklankę wiórków kokosowych oraz cukier. Zagotowuję. W tym czasie do drugiej połowy mleka wsypuję szklankę mąki, 3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej, 3 żółtka - bardzo dokładnie rozrabiam, żeby wszystko się ze sobą połączyło i nie było grudek. Gdy mleko na gazie zawrze, zdejmuje go z ognia i wlewam moją mieszaninę. Ponownie rondel stawiam na gaz i mieszam, żeby masa zgęstniała i uzyskała odpowiednią gęstą konsystencję. Uważam żeby masa w trakcie mieszanie nie przywarła do dna.
Spód blaszki wykładam krakersami. Na krakersy wylewam gotową masę budyniową. Na masie  budyniowej układam krakersy. Odstawiam ciasto,  żeby masa budyniowa całkowicie stężała i wystygła. Wierzch posypuje wiórkami kokosowymi.
Moja blaszka miała wymiary 28x24cm.


czwartek, 18 września 2014

budyń na mleku kokosowym z domowym sokiem malinowym i malinami

Domowy budyń kokosowy. Można go zrobić z domowego mleczka kokosowego lub z mleczka z puszki. Mój budyń ugotowałam na mleczku kokosowym mojej produkcji - mleczko robiłam ze świeżych orzechów kokosowych  Podałam go z domowym sokiem z malin i świeżymi malinami oraz posypałam wiórkami ze świeżego kokosa.
Mleczko bez żadnych dodatków, domowy sok malinowy - samo zdrowie :).

 Składniki:
500 ml mleczka kokosowego domowego lub z puszki
4 czubate łyżeczki mąki ziemniaczanej
cukier (opcjonalnie)
 
dodatkowo:
domowy sok malinowy lub inny domowy sok
świeże maliny lub inne  owoce świeże bądź mrożone
kawałek świeżego kokosa do udekorowania (ja mój kokos skrobałam skrobakiem do warzyw)
 
Wykonanie:
Jeśli mamy mleczko w puszcze to zazwyczaj ma ono stałą konsystencję - ale na dnie zbiera się woda. Gęste mleczko przekładamy do garnka, a w tej wodzie, która została w puszcze rozrabiamy mąkę ziemniaczaną (jeśli mamy za mało tej wody do rozprowadzenia mąki to możemy sobie dolać odrobinę  wody lub mleka krowiego).
Ja mleczko kokosowe zrobiłam z świeżych orzechów kokosowych - więc moje nie było, aż tak gęste.
Jak przygotowałam mój budyń?
Z pół litra  mleczka kokosowego - odlałam pół szklanki i w niej rozprowadziłam mąkę ziemniaczaną (tak, aby nie było żadnych grudek).
Pozostałe mleczko wlałam do rondelka i zagotowałam - kiedy zaczęło się gotować, dolałam do niego zawartość szklanki z rozrobioną mąką ziemniaczaną. Cały czas energicznie mieszałam do momentu aż budyń zgęstniał i uzyskał odpowiednią konsystencję.  Budyń przelałam do pucharków.
 Budyń w pucharkach polałam domowym sokiem malinowym, dodałam po kilka malin do każdego pucharka. Na koniec udekorowałam każdy pucharek świeżymi wiórkami kokosowymi
 

środa, 17 września 2014

gotowana kukurydza podana z masłem czosnkowym


Proste i banalne - zawsze jest najlepsze. Taki właśnie jest ten przepis.
Właściwie nie ma mowy o przepisie.
Ugotowana kukurydza - podana w towarzystwie masła czosnkowego z dodatkiem natki pietruszki, orzechów włoskich i ostrej papryki.
 
Składniki:
4 kolby kukurydzy
łyżka cukru
kilka łyżek mleka (opcjonalnie)
dodatkowo: masło do podania
 
Wykonanie:
Kukurydzę płuczę, łamię na kawałki i zalewam wrzątkiem. Dodaję cukier i gotuję pod przykryciem około 10 minut.
Ja gotuję kukurydzę z dodatkiem cukru (1 łyżka) - który nadaje kukurydzy fajnego smaku, gotowana z solą twardnieje. Dodaję też do niej kilka łyżek mleka  - jest wtedy delikatniejsza i soczysta.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...