środa, 30 października 2013

zupa dyniowa z ryżem jaśminowym

Składniki:
około 1 kg dyni 
1 cebula
3 marchewki
3 ziemniaki
kawałek świeżego imbiru lub ewentualnie odrobina suszonego
ostra papryka do smaku
sól, świeżo mielony czarny pieprz
opcjonalnie: 2 łyżki dobrego masła lub dobrego oleju lnianego nierafinowanego


dodatkowo do podania:
ryż jaśminowy


Wykonanie:
  Warzywa obieram, kroję w mniejszą kostkę i zalewam niewielką ilością wody. Gotuję do czasu, aż będą miękkie. Następnie wszystko rozdrabniam blenderem na gładką i jednolitą masę. Doprawiam do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem i ostrą papryką. 
   Moją zupę podaję z ryżem jaśminowym.

czwartek, 17 października 2013

"Urodzeni biegacze" - Christopher McDougall (książka) - każdy może zostać biegaczem ,lecz nie każdy o tym wie...

   Na początku skąd nam się wzięła ta książka ?? Kupiłam ją mojemu Panu, przypadkiem bo była w promocji. Nabyłam ją ze względu na to, że jest o bieganiu. Stała już  u nas  książka Scotta Jurka "Jedz i biegaj" i stał poradnik o bieganiu. Stwierdziłam, że może "Urodzeni biegacze" też mojego Pana zainteresują. Jednak ta książka też musiała odstać swoje na półce. Do czasu, aż nie kupiliśmy kolejnej książki. A była nią " Ukryta siła"   Richa Rolla. Najpierw czytał ją mój Pan.  Pomyślałam, że  też przeczytam będziemy mieć kolejny temat do dyskusji. Więc najpierw przeczytaliśmy "Ukrytą siłę" Rolla, później padło właśnie na "Urodzonych biegaczy" i na końcu przeczytałam Scotta Jurka "Jedz i biegaj". Oboje nas książka wciągnęła. Tylko ja miałam zabawę trochę zepsutą bo mój Pan czytał ją pierwszy, zachwycał się i opowiadał fragmenty... więc czytałam i wiedziałam już co nie co..

                             

  Muszę stwierdzić, że książka ta jest nie tylko dobrą lekturą dla biegających, ale także lekturą dla lubiących czytać o podróżach oraz osób lubiących poznawać inne kultury..
W książce nie chodzi tylko o bieganie, możemy sobie powysnuwać wnioski na temat jak żyjemy (Tarahumara to ludzie, którzy  żyją w biedzie, jednak są szczęśliwi) jak się odżywiamy i jak patrzymy na świat.

Kim jest tajemnicze plemię Tarahumara ? jak żyje ? i kilka ciekawostek o nich
Tarahumara zwani są także mianem RARAMURI (czyli BIEGAJĄCYCH LUDZI). Plemię Tarahumara to samotnicy pozostawieni samym sobie w odludnym kanionie. Właśnie im nieznane są zbrodnie, kradzieże, wojny. Nie znają przemocy domowej, nie dopadają ich choroby cywilizacyjne - cukrzyca, nadciśnienie, nie mają depresji, a nawet się nie starzeją. Pięćdziesięciolatkowie potrafią się ścigać z nastolatkami, a osiemdziesięcioletni staruszkowie pokonać (oczywiście piechotą dystans maratonu) w terenie górzystym. Pewien amerykański fizjolog, który wyruszył do Miedzianego Kanionu w1971 roku był pod ogromnym wrażeniem umiejętności owego plemienia. Pod względem sprawności fizycznej plemię Tarahumara przyrównał do antycznych Spartan.

Ciekawy trunek ? ta lechuguilla - pędzona z martwych grzechotników i soków kaktusa !!!!Ale znając siebie pewnie bym spróbowała. :)
Według przekazu meksykańskiego historyka Francisa Almady - pewien mistrz z plemienia Tarahumara przebiegł kiedyś 700 km. Z innego przekazu wiemy, że biegacze z Tarahumara potrafili za jednym zamachem przebiec 500 km (a nie biegali oni po prostym terenie, a wspinali się i zbiegali po ścieżkach wyżłobionych w kanionie ich własnymi stopami). Taki dystans odpowiada niemalże dwunastu PEŁNYM maratonom. I tak biegali gdzie międzyczasie słońce wschodziło i zachodziło 
Tarahumara w przeciwieństwie do maratończyków i ultramaratończyków nie katują się dostarczając organizmowi energii w postaci batonów proteinowych czy nie piją bogatych w elektrolity napojów dla sportowców.
Nie jadają prawie wcale białka, żywią się głownie mieloną kukurydzą z dodatkiem specjału w postaci pieczonej myszy:). 
Dodatkowo nie rozciągają mięśni przed bieganiem i nie trenują.
Organizują  co jakiś czas między sobą zawody. Jak owe zawody wyglądają i jak wygląda trasa biegu ?
* dystans - 100 czy 200 km, zależy on od sumy zakładów w wiosce,
* biega się drużynowo,
*  trasa biegu to wąskie ścieżki w górach pośród chaszczy i krzaków.
 Tyle chyba wystarczy o plemieniu Tarahumara:).  Jeśli kogoś zaintrygowało owo plemię zachęcam do poczytania książki, żeby dowiedzieć się o nim więcej:).

   Jak autor książki trafił na Tajemnicze plemię Indian i co było dalej ?
   Christopher McDougall - autor książki to dziennikarz sportowy zajmujący się sportami ekstremalnymi. Właśnie on w wieku 40 lat zabiera się za bieganie (ale ma pewien problem zaczynają dopadać go kontuzje).Kiedy zbiegiem okoliczności  trafia  do Meksyku dowiaduje się przez przypadek o pewnym plemieniu zwanym Tarahumara.
 McDoughall chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o plemieniu Tarahumara, odnajduje  wśród nich białego człowieka. Ten biały człowiek wśród plemienia Indian to pięćdziesięcioletni Caballo Bianco - Biały Koń. Ja nazwałabym go szaleńcem, zapaleńcem - bo rzucił cywilizację, żeby biegać i żyć jak Raramuri (który go zaakceptowali).

A tu fragment rozmowy między McDougallem, a Caballo Bianco :
Caballo Bianco  żył w kanionie z indiańskim plemieniem, tak jak oni. Z czasem w głowie zrodziła mu się myśl, że chciałby pokazać światu owo plemię i to jak można czerpać radość z biegania (którą on sam poznał mieszkając z nimi).  Chciał  zrealizować wyścig w niebezpiecznym i niedostępnym kanionie.
Wyścig miałby się odbyć między legendarnym  plemieniem Raramuri, (w którego istnienie nikt nie wierzył) a gwiazdami długodystansowych biegów. Mieliby się oni stawić w kanionie.
 Caballo wpadł na pomysł zaprosić do wyścigu Scotta Jurka (który siedem razy triumfował w Western States i trzy razy zdobył tytuł ultramaratończyka roku)

 Czy wszyscy mu zaufali ? Tak bo udało mu się zorganizować wyścig. Scott Jurek przyjechał do kanionu. Arnulfo Quimare zgodził się pobiec. Który z nich wygrał bieg ? Jeśli ktoś ma ochotę się tego dowiedzieć odpowiedź znajdzie w książce. Wszystkiego nie będę zdradzała :).
 Zdjęcie poniżej przedstawia Scotta Jurka i Arnulfa Quimare.
  

 
Micah True zwany Caballo Bianco (Biały Koń)

Przedstawione w książce są również krótsze bądź dłuższe anegdoty , które są związane ze światem ultramaratonów.   Jest także trochę miejsca poświęcone dla postaci związanych z owymi ultramaratonami  (można by o nich  rzec szaleni ludzi).  Bo osoby te nie dość że  startują na bardzo trudne i bardzo dalekie dystanse to na dodatek czerpią z tego radość.
 Poznajemy szczegóły związane z:
* Western States 100, * Leadville 100. Są to imprezy w USA na które trzeba się zapisywać  z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i modlić się, albo trzymać kciuki, żeby znaleźć się na liście startowej :).

Anegdoty czy postaci biegaczy przedstawione w książce chyba najfajniej mi się czytało.
Wspomniane jest w książce o Emilu Zatopku "dla niego zawody były niczym runda po pubach".
Tak uwielbiał współzawodnictwo, ze startował w każdym mitingu, który mu się nawinął. W swoich szalonych czasach ścigał się praktycznie co drugi tydzień przez trzy lata i ani  razu nie przegrał (zwyciężył 69 razy) !!!!!
W 1952 roku pojawił się na mistrzostwach olimpijskich w Helsinkach. Reprezentacja  Czechosłowacji nie była liczna, więc miał do wyboru pełną gamę dyscyplin biegowych.
Wystartował więc na pięć tysięcy metrów, ustanowił rekord, zdobył złoto. Później pobiegł na dziesięć tysięcy metrów, zdobył złoto i ustanowił kolejny rekord, a na koniec pobiegł w maratonie (choć nigdy go nie biegł) i wygrał.


Poniżej fragmenty z książki dotyczące treningów Emila Zatopka:



 Kolejną ciekawą biegającą  postacią o której z ciekawością czytałam w książce była Ann Treson
Oto jeden z fragmentów z książki dotyczący Ann:

I tak Ann  każdego dnia z czasem zaczęła pokonywać więcej kilometrów niż niejeden maratończyk. W 1985 roku doszła do wniosku, że pora się przekonać jak wypadnie w porównaniu z prawdziwymi biegaczami. Najpierw pobiegła  w American River 50 -Mile Endurance Run (80km). Potem pobiegła i została zwyciężczynią w  Western States 100, aż 14 razy na przestrzeni trzech dekad. Ann miała taki okres, kiedy przez cztery lata co drugi miesiąc startowała w jakimś maratonie. Wygrała 20 razy na przestrzeni 4 lat (tylko raz przegrywając, zajęła drugie miejsce tylko dlatego, że zamiast leżeć w łóżku i leczyć przeziębienie pobiegła). Wgrywała nie ważne czy to była droga ubita czy piaszczysta , górski szlak czy asfalt - nieważne czy to było w Afryce, w Europie czy w Ameryce. Biła rekordy m.in w biegu na 50 mil (ok. 80 km), na sto kilometrów i sto mil (ok. 160km). Zakwalifikowała się do zawodów olimpijskich, zdobyła tytuł World Ultra i w tym samym miesiącu ukończyła Western States i Lediville. Jej kres nadszedł dopiero w 1994 roku w prestiżowych wyścigach zawsze trafił się  ktoś kto ją pokonał (w wyścigach mniejszych rangą nadal wygrywała) Wtedy właśnie stwierdziła "Nigdy więcej".

Ciekawą postacią w książce taką, która utkwiła mi w pamięci - była postać marynarza Ernesta Mensena :

Anegdot i postaci związanych z bieganiem w książce jest więcej. Ja przytoczyłam tylko fragmenty o Zatopku, Trason i Mensenie.  Wniosek z tego taki, że każdy może biegać czy uprawiać jakiś sport - bić rekordy. Wystarczy wstać z kanapy i chcieć !!!!

Na pewno główny temat książki to bieganie, ale znajdziemy w niej wiele informacji z pogranicza antropologii, biomechaniki i historii sportu.
Nawet doświadczeni biegacze znajdą w tej książce coś dla siebie.
Jeśli ktoś nie wie co założyć na nogi do biegania - z tej książki na pewno się tego dowie.
Najlepiej biegać boso lub w butach o płaskiej podeszwie (tenisówki). A to dlatego, że najwięcej punktów sensorycznych w ludzkim ciele jest w mózgu, dłoniach i stopach.
Biegając boso bądź w tenisówkach stopy przekazują do mózgu wiadomości o podłożu po jakim biegniemy. W usztywnionych butach do biegania raczej jest to niemożliwe (dlatego biegaczy dopadają kontuzje).



W książce Tarahumara mieli reklamować buty podczas wyścigu !!!! A  poniżej fragment z książki jak ta reklama wyglądała w rzeczywistości:

Poniżej cytuje powiedzenie (zawarte w książce), którego autorstwo przypisuje się Rogerowi Bannisterowi, studiował on nie tylko medycynę  i prowadził badania kliniczne, został też pierwszym człowiekiem, który pokonał
granicę czterech minut w biegu na jedną milę (1,5km). Otóż on rzekł:
"Każdego ranka gdzieś w Afryce budzi się gazela. Wie, że musi być szybsza od najszybszego lwa, bo w przeciwnym razie zginie. Każdego ranka gdzieś w Afryce budzi się też lew. Wie, że musi być szybszy od najwolniejszej gazeli, bo w przeciwnym  razie umrze z głodu. Nie ma znaczenia, czy jesteś lwem czy gazelą. Ważne, że gdy wstaje słońce musisz być gotowy do biegu"

Ten cytat chyba najtrafniej charakteryzuje książkę. Dla mnie weekend z tą książką nie był weekendem straconym.
Jedyną wadą tej książki może być styl jakim pisze autor, mnie on jednak nie przeszkadzał.
Pisząc o książce zawarłam w poście to co zwróciło moją uwagę i co mnie zaciekawiło :).
Książkę jak najbardziej polecam !

środa, 16 października 2013

mleczny koktajl bananowy

     Szybki, smaczny, expresowy. Jak dla mnie sycący. Jeśli chcemy żeby był jeszcze bardziej sycący możemy dodać do naszego koktajlu płatki owsiane. Po przyrządzeniu jeśli zostanie coś trzymać w lodówce bo ciemnieje. Ja zawsze robię tyle ile akurat wypijemy od razu.
Składniki:
pół litra wiejskiego mleka
2 banany
opcjonalnie kilka łyżek płatków owsianych jeśli ma być bardziej sycące

Wykonanie:
  Do blendera wlewam mleko lub maślankę lub kefir i wrzucam obrane, podzielone na mniejsze kawałki banany. Opcjonalnie dodaje płatki owsiane.
Miksuję i przelewam do szklanek.

wtorek, 15 października 2013

ziemniaki po chłopsku

Składniki:
kilka ziemniaków
duża cebula
kilka plasterków wędzonego wiejskiego boczku
sól
świeżo mielony czarny pieprz
suszony majeranek
natka pietruszki

Wykonanie:
Ziemniaki gotuję i kroję na niezbyt grube plasterki. Na patelnię wrzucam pokrojony w kostkę boczek i wytapiam z niego tłuszcz (mój był wiejski, tłusty z domowego wyrobu). Po wytopieniu z boczku tłuszczu, dorzucam na patelnię posiekaną w kosteczkę cebulę oraz plasterki ziemniaków.
Smażę wszystko do czasu, aż ziemniaki nabiorą złotego koloru i się zrumienią.  Przewracam ziemniaki z jednej strony na drugą, żeby się zrumieniły z obu stron. Na koniec posypuję wszystko obficie suszonym majerankiem i posiekaną świeżą pietruszką.
Podaję z sadzonymi jajkami i surówką.


sobota, 12 października 2013

Lektor - trudna, ale pięknie opowiedziana historia (film)

   
Film ten jest niezwykły  - obejrzałam go niedługo po  tym jak był w kinie i ciągle do niego powracam, bo wciąż wywołuje we mnie emocje. Film został przeze mnie  obejrzany  przez przypadek jakieś cztery lata temu - nie znałam wtedy jego fabuły i nie wiedziałam kto w nim gra. Prędzej czy później i tak by trafił na moją listę filmów do obejrzenia. Początkowo nie wiedziałam, że film jest na podstawie książki.
Ostatnio przeczytałam książkę, którą w końcu kupiłam. Po skończonej lekturze ponownie obejrzałam film. Po seansie postanowiłam kilka słów o nim napisać.
     Stephen Daldry nakręcił film na podstawie bestsellerowej powieści Bernharda Schlinka.
     Główną  rolę gra  Kate Winslet (zasłużony Oskar), która dla mnie gra tu niewiarygodnie (częściej chciałabym widzieć tak świetnie grane role). Winslet wiarygodnie kreuje postać Hanny co może świadczyć o jej kunszcie aktorskim. Kate gra zarówno Hannę kiedy ma lat trzydzieści parę, czterdzieści parę i prawie siedemdziesiąt- przechodzi zmianę, metamorfozę nie tylko w wizualnie ale i w osobowości (swoja grą aktorską przekonuje widza). Widz postaci przez nią granej nie potępia, lecz czuje wobec niej współczucie. Nie wyobrażam sobie po tym jak obejrzałam film innej aktorki która zagrałaby rolę Hanny (początkowo miała ją grać Nicole Kidman). Film może budzić różne emocje, czasem nawet bardzo skrajne -  co jest zaletą prawdziwej sztuki.
   Ralph Finnes (dorosły Michael) jak i David Kross (młody Michael) idealnie odtworzyli swoje role.
    Nie jest to obraz łatwy, lekki i przyjemny. Film nasuwa bardzo wiele pytań i nie daje nam na nie odpowiedzi. Film nie pozostawia widza obojętnym.
      Moim zdaniem film nie dotrze do bardzo młodego widza, lecz do widza już dojrzalszego. Jeśli chodzi o sceny miłosne kochanków (nie lubię często takich scen w filmach - w tym filmie nie były wulgarne i mnie nie raziły. Co dla mnie jest plusem.
   O czym jest film?
       Pewnego dnia bardzo młody (15 letni), niezwykle wrażliwy Michael słabnie na ulicy. Pomaga mu bardzo tajemnicza, piękna i dużo od niego starsza Hanna.
Po chorobie i rekonwalescencji Michael wraca do niej do jej mieszkania, żeby jej podziękować. Wywiązuje się między nimi gorący i płomienny romans oraz wzajemna fascynacja. Od tamtej pory spotykają się w jej mieszkaniu, poznają się, kochają, spędzają razem czas i czytają.  A raczej Michael czyta, a Hanna słucha.
   Dla Michaela jest to prawdziwa, pierwsza namiętna miłość. Ale kim dla Hanny jest Michael ?
Związek ten czyli dojrzałej kobiety i nastolatka to nie tylko jakby mogło się wydawać fizyczna fascynacja. Dla Hanny to odkrywanie innego świata - świata książek. A znajomość z Michaelem pomaga się do tego świata książek przenieść. Dzięki niemu poznaje m.in. "Przygody Tomka Sawyera" Twaina, "Damę z pieskiem" Czechowa, "Odyseję" Homera. Hanna jest analfabetką o czym Michael nie  wie, pracuje jako bileterka tramwaju i gdy dostaje propozycję awansu czyli pracę w biurze znika.
Chłopak nie wie co się dzieję.
  Aż tu pewnego dnia już jako student prawa spotyka Hannę na sali sądowej. Podczas jednego z seminariów bierze udział w procesie  nazistowskich zbrodniarzy. W czasie wojny Hanna była strażniczką w obozie zagłady. W jej mniemaniu gorsze jest przyznanie się do tego, że jest analfabetką niż to, że brała udział w zbrodniach nazistowskich. Jest gotowa ponieść najsurowszy wyrok niż przyznać się do swojej tajemnicy.

czwartek, 10 października 2013

kakaowe muffinki z wiśniami

         Muffinki to wypiek banalnie prosty. Bardzo lubię muffinki takie bez niczego (bez lukru, polewy) - takie zwyczajne. Ale ozdobione muffinki, jeśli mamy jakąkolwiek inwencje twórczą zazwyczaj wyglądają uroczo. Jest to też ten rodzaj wypieku, który zawsze się udaje.
Muffinki możemy upiec gdy nie mamy zbytnio czasu, aby zaserwować coś słodkiego niespodziewanym gościom. Idealnie nadają się na deser, na drugie śniadanie, do szkoły, czy pracy. Jeszcze jednym plusem takich domowych muffinek jest  brak w nich konserwantów i ulepszaczy. Zrobienie ich zajmie nam tyle co wyjście do sklepu, kiedy najdzie nas ochota na coś słodkiego. Pod warunkiem, że mamy  w czeluściach szafek kuchennych i lodówki potrzebne składniki. Co do mojej kuchni - bazowe składniki takie jak mleko, mąka ,cukier, masło czy jajka  znajdują się zawsze. Jeśli u was też to zachęcam do tego, aby spróbować upiec muffinki. 
 Zawsze to co własnoręcznie wykonane jest smaczniejsze i zdrowsze. Tym razem u mnie muffinki kakaowe z wiśniami.
  Najlepsze ze szklanką mleka. :)

 Składniki:
szklanka mąki
3 łyżki kakao
60 g masła
75 g cukru
jajko
pół szklanki mleka
łyżeczka proszku do pieczenia
mrożone wiśnie (ja wykorzystałam własnoręcznie mrożone latem)

  Wykonanie:
   Ja do pieczenia używam silikonowych foremek (takich pojedynczych) - dodatkowo wykładam je papilotkami).
*Jeśli używamy metalowej foremki - wyłożyć ją uprzednio papilotkami lub natłuścić masłem.

  Rozpuszczam masło i odstawiam do ostygnięcia. Mąkę proszek do pieczenia, kakao przesiewam do miski.  Dosypuję cukier i mieszam składniki. Mleko roztrzepuję z jajkiem, dodaję masło. Płynne składniki łączę z sypkimi. Całość lekko mieszam. Ciasto wykładam łyżką do foremek wyłożonych papilotkami. Każdą foremkę wypełniam do  3/4 wysokości. Do każdej foremki wyłożonej ciastem  dokładam po trzy wiśnie (uprzednio dobrze odsączone)  Piekę 20-25 minut w temperaturze 210 stopni. Piekę do tzw. suchego patyczka. Po upieczeniu zostawiam 5 minut w foremkach. Ostrożnie wyjmuję. Studzę.
  Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
  Pyszne jako dodatek do do szklanki mleka, filiżanki kawy czy herbaty.


wtorek, 8 października 2013

puree ziemniaczane

Puree to moim zdaniem najsmaczniejsza potrawa, którą można zrobić z ziemniaków.
Puree to kwintesencja tego co proste i pyszne.
Oprócz wersji podstawowej przygotowuję puree z dodatkami. W zależności od tego co akurat mam w zasobach kuchennych do puree dorzucam zioła, czosnek, żółty ser czy podsmażony boczek.
Nie znaczy to jednak, że wersja bez dodatkowych składników jest mniej smaczna

 Zapraszam więc dzisiaj na podstawową wersje puree czyli ugotowane i przetarte ziemniaki z dodatkiem mleka i masła.
Składniki:
około 12 ziemniaków
pół szklanki mleka (najlepiej wiejskie)
2 łyżki dobrej jakości masła (minimum 82% tłuszczu) a najlepiej wiejskie
sól
świeżo mielony pieprz
gałka muszkatołowa
natka pietruszki (opcjonalnie)

Wykonanie:
  Ziemniaki myję, obieram, płuczę, zalewam wrzącą osolona wodą. Gotuję pod przykryciem. Odcedzam, odparowuję i ubijam. Mieszam z gorącym mlekiem i masłem na pulchną masę. Doprawiam sola, świeżo mielonym pieprzem i gałką muszkatołową. Ziemniaki dzielę na porcje i posypuję natka pietruszki (opcjonalnie).

wtorek, 1 października 2013

jesienne risotto...... z dynią

Składniki:
400 g ryżu arborio
około 2 litrów bulionu warzywnego
2 cebule
szklanka pokrojonej w 1cm kostkę dyni
3 łyżki masła dla nadania kremowej konsystencji
świeżo mielony czarny pieprz
świeża starta gałka muszkatołowa

Wykonanie:
W garnku rozpuszczam łyżkę masła i podsmażam na nim pokrojoną w kostkę cebulę, aż się zeszkli, następnie dodaję pokrojoną w kostkę dynię i smażę 3-5 minut (do czasu, aż zacznie lekko mięknąć). Po dyni  dorzucam do garnka ryż i pozwalam by pokrył się warstwą masła i dynią. Gotuję chwilę by ziarna lekko się uprażyły. Następnie zaczynam dodawać bulion (chochlą). W miarę jak ryż  wchłaniać bulion, cały czas go dolewam i mieszam, żeby nic nie przywarło do dna. Bulion dolewam do czasu aż ryż przestanie go wchłaniać.
Risotto gotuje do czasu, aż ryż będzie miękki i kremowy, ale nadal jędrny, a dynia zacznie się rozpadać. Powinno to zająć 15 -20 minut, w zależności od rodzaju ryżu.
  Na koniec dodaję dwie łyżki masła  (żeby nadać całości kremowej konsystencji) oraz doprawiam świeżo mielonym czarnym pieprzem i świeżo startą gałką muszkatołową.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...