czwartek, 28 lutego 2013

owsianka z bananem i suszonymi daktylami

Składniki:
5 łyżek płatków owsianych
kubek ok.250 ml mleka wiejskiego lub roślinnego


Wykonanie:
   Mleko wlewam do garnuszka, wsypuję płatki owsiane. Włączam gaz doprowadzam do wrzenia i chwilę gotuję. Przelewam do miseczki, dodaję pokrojonego w plasterki banana i daktyle.

środa, 27 lutego 2013

wiejski kurczak duszony w sosie pomidorowym z oliwkami

        Bardzo prosta i pyszna potrawa. Duszony kurczak w sosie pomidorowym z dodatkiem zielonych oliwek i selera naciowego, które nadają potrawie aromatu. Idealne danie na ciepłą kolację lub obiad. Idealne do chrupiącej bagietki lub pieczywa. Tylko podstawą potrawy musi być wiejski kurczak.Wiem, że mięso z wiejskiego kurczaka jest twardsze, ale to nie problem wystarczy go odrobinę dłużej dusić. A walory smakowe i odżywcze takiego kurczaka w porównaniu z tym supermarketowym - nie da się po prostu tego porównać.

Składniki:
jeden kurczak wiejski podzielony na porcje
2 ząbki czosnku obrane i zmiażdżone
2 łodygi selera naciowego
około 400 g domowego przecieru pomidorowego
0,5 litra bulionu drobiowego ewentualnie woda
duża garść zielonych oliwek bez pestek
do przybrania posiekana natka pietruszki (opcjonalnie)
sól, świeżo zmielony pieprz

Wykonanie:
  Rozgrzewam na dużej patelni około 3 łyżek oleju , wkładam podzielonego kurczaka i obsmażam go z każdej strony. Następnie wlewam przecier pomidorowy, dolewam bulion. Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek oraz posiekane łodygi selera naciowego. Całość duszę około 40 minut do godziny, aż mięso będzie miękkie i  będzie odchodziło od kości. W razie potrzeby  podlewam odrobiną wody jeśli sos za bardzo się będzie redukował i odparowywał. Doprawiam solą i świeżo zmielonym pieprzem. Kilka minut przed końcem duszenia dokładam dużą garść zielonych oliwek. Przybieram natką pietruszki (opcjonalnie).
Podaję gorące z chrupiącą bagietka lub pieczywem.

wtorek, 26 lutego 2013

klasyczne pierogi leniwe z cukrem trzcinowym i cynamonem

Składniki:
250 g twarogu
1 jajko (osobno żółtko i osobno białko)
pół szklanki mąki pszennej


Wykonanie:
   Twaróg dobrze rozcieram widelcem, dodaję żółtko, mąkę i ubitą pianę z białek. Masa może się lepić, ale im mniej mąki tym lepiej. Stolnice posypuje mąką i wykładam na nią ciasto. Formuję z ciasta wałeczek (taki jak przy robieniu kopytek) i odkrawam kluski. Po pokrojeniu wrzucam kluski na wrzątek i gotuję do wypłynięcia. Podaję z roztopionym masłem, posypuję grubym cukrem (tym razem cukier trzcinowy) i cynamonem.

poniedziałek, 25 lutego 2013

jajka i boczek zapieczone w awocado

 Chciałam zrobić na śniadanie z awocado coś nowego. Czasem robię z niego  guacamole, albo zjadamy go tak po prostu na kanapkach. Tym razem postanowiłam  awocado zapiec z jajkiem. Jak postanowiłam tak zrobiłam, ale żeby śniadanie było bardziej sycące w wersji dla mojego Pana dodałam do awocado oprócz jajek - boczek. Zarówno boczek i jajka były ekologiczne.
Składniki:
 2 awocado bez pestek
2 jajka ekologiczne (lepiej sprawdziłby się jajka przepiórcze) bo mniejsze
boczek (opcjonalnie) - ekologiczny
sól, świeżo mielony pieprz

Wykonanie:
   Najpierw rozgrzewam piekarnik do 180 stopni.
Z awocado wyjmuję pestki i układam go na blaszce. Jeśli mamy bardziej tłusty ekologiczny boczek możemy go pokrojonego w drobną kostkę odrobinę wytopić na patelni. Do ułożonego na blaszce awocado wbijam jajka, posypuje go posiekanym w drobną kostkę boczkiem.
  Wstawiam awocado do zapieczenia na tak około 10 minut do piekarnika. Możemy takie zapiekane awocado wyjąć już gdy białko nam się zetnie, a żółtko będzie jeszcze płynne (tak jak przy jajku w koszulce). Możemy potrzymać awocado trochę  dłużej aż całe jajko będzie ścięte. Co kto lubi.

sobota, 23 lutego 2013

zupa krem z suszonych grzybów

        Dzień bez zupy to dzień stracony  :). Oczywiście mam na myśli te domowe, a nie proszkowe ze sklepu.  W których można znaleźć tylko nadmiar soli, glutaminian sodu, szkodliwe tłuszcze trans, sztuczne zapachy, barwniki i ulepszacze smaku typu - guanylan disodowy, izonynan disodowy.
 Najlepsza zupa to domowa w zdrowej wersji :)
    Grzyby zyskały miano i opinię ciężkostrawnych, bezwartościowych odżywczo, podrażniających żołądek i niebezpiecznych. Jedynie po odpowiedniej przyrządzeniu nie wywołują u zdrowych ludzi żadnych dolegliwości (jak problemy z żołądkiem, wątrobą czy trawieniem). Jednym ze zdrowszych sposobów ich podania jest ugotowanie ich w zupie. Co do wartości odżywczej najbardziej korzystne są dla nas suszone grzyby bo są skoncentrowanym źródłem białka (i to siedmiokrotnie tego białka jest więcej np.w prawdziwku suszonym niż surowym). Ale za to w suszonych grzybach jest za to 8 razy więcej kalorii. Grzyby to pełnowartościowy pokarm bo zawiera zarówno białka, węglowodany, tłuszcze (akurat tych zawierają niewiele). Grzyby obfitują w witaminę B - pod tym względem mogą równać się z ziarnami zbóż. Zawierają witaminę PP, a co do zawartości witaminy B3, B5 - można porównywać  je do takiej ilości jaka znajduje się w wątrobie.
Składniki:
około litra wywaru warzywnego
2 szklanki suszonych grzybów leśnych
2 cebule
sól
świeżo mielony czarny pieprz
szklanka śmietany lub mleka (jeśli ma być mniej kalorycznie)
makaron do podania - najlepiej domowy (u mnie tym razem kokardki)
odrobina masła do podsmażenia cebuli
Wykonanie:
Grzyby płuczę na sitku. Wrzucam do miski i zalewam wrzącą wodą (odstawiam na 15- 30 minut), żeby zmiękły). Cebulę obieram kroję w kostkę i szklę na odrobinie masła.
Do garnka wlewam bulion, dodaję namoczone grzyby (razem z wodą w której się moczyły), oraz zeszkloną cebulę. Gotuję wszystko na średnim ogniu około 30 - 40 minut. do miękkości grzybów.
Gdy grzyby są już miękkie - miksuję wszystko na gładką i jednolitą konsystencję. Żeby zupa miała ładny kremowy kolor dodaję śmietanę lub jeśli ma być mniej kalorycznie mleko.
Doprawiam całość solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
* można podać śmietanę osobno i każdy doda sobie wedle uznania 9tym razem podałam śmietanę osobno).
Podałam z makaronem (tym razem niestety nie z domowym, a gotowymi kokardkami)..


piątek, 22 lutego 2013

drink pomarańczowy na ciepło z laską cynamonu i gwiazdką anyżu

      Już dzisiaj zaczyna się kolejny zimowy weekend. Proponuje więc coś na rozgrzewkę i poprawę humoru! na zimowy wieczór. Faktem jest, że wieczory robią się odrobinę dłuższe, ale nie robią się za to ani odrobinę cieplejsze. Dziś u mnie na rozgrzewkę sok pomarańczowy z wódką z dodatkiem takich przypraw korzennych jak gwiazdka anyżu i laska cynamonu. Korzenie to idealny dodatek do grzańców i drinków na ciepło zimową porą. Należy jednak pamiętać z przyprawami korzennymi, żeby z nimi nie przedobrzyć. Korzenie mają tylko wydobyć aromat podkreślić smak alkoholu, ale nie powinny zdominować smaku naszego trunku. Polecam miksturę po długim spacerze na rozgrzewkę :).
Składniki:
2 szklanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy (nie używam soków z kartonu, ale o tym w najbliższym czasie)
150 ml wódki
laska cynamonu
gwiazdka anyżu

Wykonanie:
   Podgrzewam w rondelku sok z przyprawami. Zdejmuję z ognia, wlewam wódkę, mieszam.  Podaję na ciepło.

środa, 20 lutego 2013

grzaniec egzotyczny - z ananasem, granatem i pomarańczą

      Zima znów do nas powróciła.  Zima to jeszcze nic takiego, ale zrobiło się mokro i na dodatek ponuro. Za to  u mnie powstał dla rozgrzania - grzaniec w wersji egzotycznej- z ananasem, granatem i pomarańczą.  Lubię przygotowywać różnego rodzaju rozgrzewające napoje (zarówno alkoholowe jak i bezalkoholowe). Dla mnie to  sama przyjemność nie tylko z ich konsumpcji, ale z procesu powolnego podgrzewania i mieszania takich mikstur. Uwielbiam też komponować różnego rodzaju połączenia smakowe napojów. A oto efekt dzisiejszych eksperymentów.
Kilka słów o dodatkach do grzańca:
granat - jest źródłem niacyny, potasu, kwasów organicznych, białka, błonnika, witaminy C.
pomarańcza - źródło witaminy C, błonnika, wapnia oraz kwasu foliowego.
ananas - zawiera mnóstwo witamin A,C,E,K,B12,B6, kwas foliowy, wiele minerałów, błonnik.

   Składniki:
butelka wytrawnego czerwonego wina,
pomarańcza
granat
3-4 plasterki surowego ananasa

  Wykonanie:
  Wino wlewam do garnka. Dodaję pestki granatu, pokrojonego na kawałki ananasa. Podgrzewam nie dopuszczając do wrzenia. Rozlewam do szklanek. Każdą szklankę z grzańcem dekoruję plasterkiem pomarańczy.

wtorek, 19 lutego 2013

domowa pizza z boczniakami, czarnymi oliwkami i czerwoną cebulą

      Pizza to danie, które w mojej kuchni cieszy się szczególnym powodzeniem.. Jeśli nie mam czasu gotować to pizza jest jednym z tych dań, które się wtedy pojawia. Tym razem pizza z przepisu na ciasto, które robi się expresowo - pomijając oczywiście jego wyrastanie. Przy tym cieście nie robię żadnych zaczynów. Skróciłam sobie drogę i wrzucam wszystkie składniki do jednej miski i wyrabiam (ręcznie, bądź mikserem ręcznym) - zajmuje to tylko chwilkę. I mam gotowe ciasto. Nam akurat takie ciasto na pizze smakuje. Inni jak mają ochotę niech wypróbują i ocenią.
     Co do dodatków - do moich domowych pizz jest to zazwyczaj to co lubimy.
Tym razem wylądowały na niej boczniaki, czerwona cebula i czarne oliwki (które dodaje do prawie każdej pizzy bo je uwielbiamy).
   Wiadomo, że moja pizza nie jest pieczona w prawdziwym piecu chlebowym tylko w piekarniku gdzie nie uzyskam odpowiedniej temperatury (ale daję radę). Wiem, że moja jest smaczna i upiekłam ją sama a to już coś. Zachęcam do upieczenia choć raz pizzy w domu. Smak jest nieporównywalny z pizzą zamówioną w zwykłej pizzerii czy zamawianej na telefon, nie mówiąc już o tej kupionej w supermarkecie.  Robiąc ją w domu dodamy świeże składniki i skomponujemy je wedle naszych upodobań i smaku. A to dodatkowy plus dla, którego warto zrobić ją w domu.


 Kilka słów o moich dodatkach do pizzy:
Boczniaki - posiadają cenne witaminy (z grupy B(B1, B2,B6) oraz witaminę PP oraz minerały t.j potas, wapń, sód, magnez, żelazo, fosfor. Zawierają także spore ilości białka łatwo przyswajalnego przez ludzki organizm. Wykorzystywane są do leczenia objawów przemęczenia mięśni i wzmacniania odporności organizmu. Sprzyjają również obniżeniu złego cholesterolu we krwi , jeśli jadamy je regularnie.
Czarne oliwki - to źródło witamin A,B,C,E - a więc walczą z wolnymi rodnikami, są bogate w związki mineralne przede wszystkim - fosfor, potas, żelazo. Leczą zaparcia, usprawniają perystaltykę jelit itd.
Czerwona cebula - zawiera wiele cennych minerałów, witaminę E, witaminy z grupy B. Jest bogata w błonnik i aminokwasy siarkowe. Ma właściwości bakteriobójcze, odkwasza organizm, korzystnie wpływa na układ pokarmowy, a nawet uspokaja nerwy. Ale to tylko kilka z bardzo wielu zalet czerwonej cebuli.
   Składniki: (ilość ciasta na przygotowanie średniej grubości pizzy o średnicy 30 cm)
250 g mąki
15 g drożdży
150 ml wody
1 łyżeczka soli
niepełna łyżeczka cukru
1-2 łyżeczki oliwy z oliwek(ja często dodaję oliwę, która mi została po suszonych pomidorach)


Wykonanie:
  Z podanych składników zagniatam ciasto. Najłatwiej jest to zrobić to mikserem. Z ciasta lepię kulkę, którą posypuję mąką. Miskę w której rośnie ciasto też posypuje odrobiną mąki. Miskę z ciastem przykrywam lnianą ściereczką i zostawiam w temperaturze pokojowej  na 1 - 2 godziny by ciasto wyraźnie urosło.


 Sos:
* ja wykorzystuje gęsty domowy przecier pomidorowy robiony latem - dodaje tylko do niego ulubione suszone zioła
* jeśli nie mam przecieru wykorzystuje pomidory z puszki - wlewam zawartość puszki na patelnie i odparowuje z nich zalewę - doprawiam odrobiną cukru, soli i dodaję suszone zioła.


Dodatki do pizzy:
*mozzarella ewentualnie ser, który lubimy - ja najczęściej szukam takiego bez barwników i konserwantów
*tym razem boczniaki, czerwona cebula i czarne oliwki


 Ciasto rozwałkowuje na okrąg o średnicy 30 cm -(ja piekę pizze na blaszce do jej pieczenia, która ma od spodu małe dziurki). Po rozwałkowaniu umieszczam ciasto na blaszce. Wstawiam blaszkę do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i podpiekam ciasto około 5 minut (jeśli chcę, żeby ciasto było chrupiące piekę chwilę dłużej).


  Po tym czasie wyjmuje blaszkę z piekarnika - smaruję ciasto  przecierem bądź sosem, rozkładam składniki wedle uznania i posypuje startą mozzarellą lub innym serem. Wstawiam do piekarnika i piekę jeszcze 3-4 minuty. Po tym czasie wyjmuję i dzielę na trójkąty.
    Podaję najczęściej z sosem jogurtowo- czosnkowym.


  A to wersja mini do zabrania ze sobą do szkoły, pracy, na piknik czy do podania na imprezie. Tym razem moje były upieczone jako posiłek do pracy. To znaczy, że posiłek do pracy nie musi być nudny i kupiony szybko bez zastanowienia w jakimś sklepie po drodze do niej. Moje pizzerinki w wersji mini tym razem z pieczarkami, odrobiną czerwonej cebuli i czarnymi oliwkami.


poniedziałek, 18 lutego 2013

łosoś dzwonko pieczony w folii

       Bardzo lubimy ryby i tak jak je lubimy tak często pojawiają się w naszej kuchni. Są to ryby w różnej postaci - w zależności jakie uda nam się kupić. Często są to ryby świeże, rzadziej mrożone. Częściej morskie, niż słodkowodne. Tym razem łosoś dzwonko kupiony mrożony - bo w sklepie wielkiego wyboru co do ryb nie było. A więc mój wybór padł na łososia - bo jest smaczny i prosty w przygotowaniu.
  Tym razem upiekłam go w folii aluminiowej w piekarniku. Podałam z porcją brązowego ryżu i surówką.
Danie proste, szybie i zdrowe. Takie lubimy najbardziej.

Składniki:
łosoś (u mnie dzwonko, mrożony)
sól, świeżo zmielony pieprz
po odrobinie masła (masło o zawartości tłuszczu przynajmniej 82%) i plasterku czerwonej cebuli na każdy dzwonek łososia
folia aluminiowa

Wykonanie:
 Każdy kawałek oprószam solą, świeżo zmielonym pieprzem. Z folii aluminiowej robię paczuszki w które włożę łososia (na każdy kawałek łososia - jedna paczuszka).  Do każdej paczuszki wkładam po kawałku łososia - dodaję po odrobinie masła i plasterku cebuli.
  *dodajemy odrobinę masła jeżeli nie musimy martwić się o cholesterol :)
Piekę łososia w piekarniku nagrzanym do 200 stopni 20-25 minut.
 (jeśli wykorzystałam do pieczenia łososia nierozmrożonego - to czas pieczenia wydłużam do 30-35 minut).

!!!! Rybę owijamy w folię błyszczącą stroną do wewnątrz (wtedy ciepło zostanie skumulowane wewnątrz foliowego pakunku).

niedziela, 17 lutego 2013

niedzielne śniadanie - mini omlety biszkoptowe z bananem, kiwi, truskawką i miodem

     Jak pisałam w jednym z wcześniejszych postów  - uwielbiam celebrować  śniadania (zwłaszcza te niedzielne).  Śniadania takie robię w te niedziele w które nigdzie nam się nie spieszy i mamy czas tylko dla siebie.
  Dziś u nas omlety ze świeżymi owocami i świeżo wyciskany sok z czerwonych pomarańczy. Może kogoś zainspiruje nasze śniadanie i sam stworzy sobie taką ucztę nie tylko dla oczu ale i podniebienia.:) Zachęcam :)


       Omlety to propozycja na bardzo proste i szybkie śniadanie. Dziś omlety na słodko w wersji mini (ułatwienie dla tych którzy mają problem z przewróceniem omletu w wersji na całą patelnię). Można zrobić takie omlety z samych białek (jeśli zostały nam przy okazji jakichś wypieków).

  Składniki
3 jajka z chowu ekologicznego
3 łyżki mąki pszennej
owoce (u mnie truskawki, kiwi i banan)
naturalny miód (z pasieki, nie z supermarketu!)
masło do smażenia

Wykonanie:
 Oddzielam żółtka od białek. Białka ubijam na sztywną pianę z odrobina soli. Następnie do piany z białek dodaję żółtka, przesianą mąkę i mieszam delikatnie. Rozgrzewam patelnię, rozpuszczam na niej odrobinę masła i smażę omleciki wielkości małych placuszków. Smażę, aż masa się zetnie. Odwracam omleciki. Chwilkę smażę. Zdejmuje z patelni. Na każdym omleciku układam plasterki truskawek, kiwi i banana i polewam odrobiną miodu.
  Jako poranna porcja witamin- świeżo wyciskany sok z czerwonych pomarańczy. :)

piątek, 15 lutego 2013

na jabłku "pisane" - pomysł na prezent (jabłka z napisami stosownymi do okazji)

         Zrobienie prezentu lub ozdoby w postaci napisu na jabłku nie jest kłopotliwe.  Można go wykonać we własnym sadzie lub ogrodzie. Takie jabłka "okolicznościowe" można spotkać w handlu. Myślę jednak, że własnoręcznie wykonanie takiego prezentu (ozdoby) sprawi nam nie lada satysfakcję. A na twarzy osoby otrzymującej  taki upominek na pewno zobaczymy uśmiech :)Nasze jabłko ozdobione naszą aplikacją będzie nie tylko niepowtarzalne, ale jedyne i oryginalne.
  Takie jabłka możemy podarować z różnych okazji imieniny, urodziny, walentynki czy święta. Tuż przed wręczeniem możemy takie jabłko zapakować w ozdobne pudełeczko - co na pewno podniesie jego atrakcyjność i walory wizualne.
  Możemy wykorzystać je jako ozdobę naszego domu. Z symbolami gwiazdkowymi możemy powiesić na choince (w tym celu możemy wykorzystać tzw. rajskie jabłuszka, które są lżejsze od tych które są duże i zazwyczaj przeznaczone do konsumpcji. Jako ozdoba domu zaciekawi naszych gości, a jako podarunek z jakiejś okazji nie tylko ucieszy osobę obdarowaną, ale mile zaskoczy.
 

        Co trzeba zrobić, żeby na jabłku powstał napis?

 * zrobić szablony (aplikacje) do naklejenia na jabłka,

 * wybrać odpowiednią jabłoń w sadzie, ogrodzie,

* poprzyklejać szablony(aplikacje) na jabłka w sadzie, ogrodzie

* po zbiorze schować jabłka w chłodne miejsce, aby czekały na swój czas.

    ETAPY WYKONANIA:

Pierwszy -

 przygotowujemy aplikację (najlepiej na papierze, który łatwo będzie dał się przykleić)

Aplikacja może zawierać - jakąś treść, rysunek czyli to co nam fantazja i wyobraźnia podsunie na myśl (wszystko zależy od naszej inwencji twórczej). Może to być coś mniej lub bardziej skomplikowanego.
Ważne, żeby jabłka do opisania czyli wybrane do naklejenia aplikacji - były:
* pozbawione uszkodzeń, które zostały spowodowane przez choroby, szkodniki, czy przymrozki wiosenne,
* bez uszkodzeń mechanicznych typu jakiekolwiek otarcia czy grad,
* kształtne i dobrze wyrośnięte po prostu ładne.

Drugi - przygotowane aplikacje wycinamy i naklejamy na jabłka.

Wiedzmy, że nie wszystkie nasze owoce dotrwają i doczekają się zbiorów- dlatego naklejajmy aplikacje na większą ilość owoców niż mieliśmy w planach zerwać, kiedy dojrzeją,
Ważny jest termin naklejania - im wcześniej tym lepiej. Jeśli szablon nakleimy wcześniej tym kontrast będzie ładniej widoczny miedzy rumieńcem, a naklejoną aplikacją)
Pora naklejania aplikacji zarówno dla jabłek letnich jak i  zimowych i jesiennych  to okres kiedy na jabłku pojawia się rumieniec:
- odmiany letnie - to pierwsza połowa lipca,
- odmiany zimowe - miesiąc później czyli pierwsza połowa sierpnia
Aplikacja przyklejona:
*przed okresem wybarwiania jabłek - spowoduje, że aplikacja (napis, treść) - będzie koloru zielonego, a gdy owoc dojrzeje - żółtą kolor.
* na wybarwionym jabłku (czyli koniec sierpnia, wrzesień) - aplikacja (treść, rysunek) - też będą widoczne, tylko będzie mniejszy kontrast.
Jabłka powinny znajdować się w oświetlonym miejscu (najlepiej wybrać koronę drzewa). Światło jest bardzo ważne bo jest to bardzo ważny element decydujący o wielkości i  intensywności rumieńca (oczywiście obok czynników genetycznych). Jeśli postąpimy tak jak napisałam gdy będzie już po zbiorze i odkleimy aplikację - nasza aplikacja (rysunek, treść) będą wyraźnie widoczne.

Trzeci - zebrane zerwane jabłka układamy w chłodnym i przewiewnym miejscu.

Robiąc w ten sposób możliwe będzie ich przechowanie i utrzymają swój wygląd.

Bardzo ważna jest odmiana jabłek:
1. Najlepsza to taka, której owoce mają rozmyty bardzo intensywny ładny rumieniec (tylko wtedy kontrast między aplikacją, a kolorem jaki ma rumieniec będzie większy. Jeśli nakleimy aplikację na owoc o rumieńcu w paski - aplikacja wtedy będzie mniej widoczna..
2. Bardzo ważne, żeby to była odmiana, którą można trzymać w temperaturze pokojowej- ważne jest, aby pod wpływem temperatury nie traciła wody, bo wtedy skórka się marszczy, owoc brzydko wygląda i nie można się nim długo cieszyć.
Zachowanie dobrego wyglądu takich jabłek jest ważne!
Bo jeśli takie jabłko przeznaczone jest na prezent to nie jest przeznaczone do szybkiego spożycia i chcemy nim nacieszyć swoje oczy.:)
Odmiany nie nadające się!!!!! Szampion, Red Boskop,, Pinova, czy Piros
Odmiany nadające się: IDARED, JONAGORED, JONAGOLD
Najlepsze są późno dojrzewające odmiany.
Wykorzystując odmiany późnozimowe (do naklejenia aplikacji) - pozwoli nam to wykorzystać nasze opisane jabłka na okazje które mają miejsce wiosną czy późną zimą.

środa, 13 lutego 2013

truskawki, biszkopty, mascarpone - expresowy deser

          Expresowy deser - prosty, pyszny, nie wymagający czasu, ani naszej uwagi przy wykonaniu.
 Dodatkowo robi się go bardzo szybko. 
Potrzebne będą tylko:
* biszkopty (starajmy się, aby nie miały konserwantów),
* serek mascarpone,
* ulubione owoce.
   Jeśli nie mamy czasu przygotować czegoś słodkiego do kawy to jest to dobra propozycja ze względu na szybkie wykonanie - jeśli mamy potrzebne składniki w ,które się wcześniej zaopatrzyliśmy.
    Składniki:
150 g biszkoptów (u mnie akurat okrągłe) - najlepiej bez dodatku konserwantów
250 g serka mascarpone
50 g cukru pudru
2 żółtka (z chowu ekologicznego)
pół kubka świeżo zaparzonej przestudzonej kawy
ulubione owoce (u mnie akurat jak widać truskawki).

   Wykonanie:
 Truskawki myję i kroję w plasterki.
 W misce ucieram żółtka z cukrem pudrem na gładką masę. Stale ucierając dodaję serek mascarpone. Ma powstać na koniec gładka jednolita biała masa. 
Wcześniej zaparzoną kawę przelewam do płaskiego naczynia i moczę biszkopty (ale tak, aby nie były całkiem przesiąknięte) i wykładam nimi naczynie w którym będę podawać deser.
Na warstwę biszkoptów wykładam masę z serka mascarpone.
Na masie z serka mascarpone układam owoce (u mnie truskawki pokrojone wzdłuż w plasterki).
Gotowy deser podaję z pyszną aromatyczną kawą.

poniedziałek, 11 lutego 2013

pasta kanapkowa z wędzonej makreli i jajek

           Pasty kanapkowe to idealne urozmaicenie śniadaniowego menu. Staram się, żeby pasty z ryb wędzonych pojawiały się na naszym stole. Jedną z takich past jest pasta z wędzonej makreli i gotowanych jajek. Makrela obfituje w witaminę A (witamina ta jest niezbędna dla prawidłowego widzenia i jest potrzebna skórze) oraz jest źródłem żelaza. Zachęcam do włączenia czasem wędzonej makreli do swojej diety i jadłospisu. A u mnie dzisiaj przepis na jedną z past z wędzonej makreli, którą robię w mojej kuchni na śniadanie.
Składniki
1 tuszka wędzonej makreli
2 jajka z chowu ekologicznego (od szczęśliwych kur)
1 mniejsza cebula (u mnie czerwona)
1-2 łyżki jogurtu naturalnego
świeżo zmielony pieprz
szczypiorek

      Wykonanie:
  Tuszkę makreli obieram ze skóry, oddzielam od niej ości i rozdrabniam ją na mniejsze kawałki. Cebulę obieram i kroję w drobniutką kostkę. Jajka gotuję na twardo, obieram ze skorupek i ścieram na tarce o grubych oczkach. Rozdrobnioną makrelę, jajka starte na tarce i posiekaną cebulę wkładam do miseczki. Dodaję jogurt, posiekany szczypiorek, doprawiam świeżo zmielonym pieprzem. Nie dodaję soli, bo makrela jest słona. Mieszam w celu połączenia się składników. Podaję na kromkach chleba

niedziela, 10 lutego 2013

rosół z wiejskiej kaczki z domowym makaronem jajecznym

          Rosół z drobiu przygotowany samodzielnie w domu (o ile jest to mięso z wiejskiej zagrody, ze wsi) to niezastąpiony lek na przeziębienie, świetnie nas rozgrzeje, zlikwiduje infekcje i wzmocni odporność. Rosół skutecznie nawilży śluzówki w nosie, złagodzi katar i kaszel. Talerz rosołu ugotowanego na włoszczyźnie dostarczy nam tego czego nasz organizm potrzebuje.
 Prawdziwy domowy rosół zawiera:
* trochę pełnowartościowego białka pochodzącego z mięsa, natomiast niewiele w nim witaminy C - ale uzupełnimy ten brak posypując rosół przed podaniem natką pietruszki,
* sporo minerałów, które w czasie gotowania przeniknęły do niego z mięsa i warzyw - ważniejsze z nich to potas -(reguluje gospodarkę wodną i ciśnienie krwi) oraz fosfor, wapń i magnez (niezbędne dla kości, zębów, serca, nerek i układu nerwowego),
* witaminy E,A oraz beta-karoten (silne antyoksydanty, zwalczające wolne rodniki)
 Należy jednak pamiętać !,że lecznicze właściwości ma naturalny rosół bez diabelskich wzmacniaczy smaku typu kostki rosołowe itp.) więc nie korzystajmy z nich.
   Zajadajmy rosół na zdrowie, ale tylko ten domowy i naturalny!


    Mój rosół gotuję z kaczki lub kury z wiejskiej zagrody. Drób z fermy czy supermarketu  nie nadaje się (i nie mam tu na myśli tylko rosołu). Ale o tym będzie innym razem.
  Taki prawdziwy rosół gotuję zazwyczaj zimową porą, jak mam więcej czasu i podaję go wtedy jedynie z własnoręcznie zrobionym domowym makaronem jajecznym (z ekologicznych jajek) Zazwyczaj w sobotnie popołudnie zagniatam i gotuję makaron. A w niedzielne przedpołudnie nastawiam rosół.
  Moje główne tajemnice dobrego domowego rosołu:
1. Najważniejsze jest mięso (pochodzące z domowej zagrody lub hodowli),
2. Niedodawanie żadnych diabelskich przypraw naszych czasów (typu kostki rosołowe, wegeta itp) - które nie robią nic dobrego dla naszego zdrowia i organizmu , za to robią wiele złego). Kostki rosołowe to produkty, które nas uzależniają, szkodzą nam. Wystarczy jedynie być konsekwentnym, pozbyć się ich, odzwyczaić się od nich i cieszyć się prawdziwym smakiem potraw. Nasze babcie gotowały bez tych diabelskich przypraw (bo ich po prostu nie znały). Za to ludzie w dzisiejszych czasach kupują je na potęgę i nabijają kieszenie koncernom, które je produkują? Odpowiedz jest prosta są od nich uzależnieni, albo po prostu z niewiedzy. A tym samym sobie szkodzą.
3. Dobry rosół trzeba gotować około 3 godzin(im dłużej się go gotuje tym bardziej jest esencjonalny) Powinien by  gotowany na malutkim ogniu czyli tylko lekko "pyrkać" (gotowanie rosołu w ten sposób sprawi, że rosół będzie klarowny),
4. Mięso zawsze wkładam do zimnej wody (jeśli się tego nie zrobi i mięso włoży do wrzątku białko się szybko zetnie i nie odda ono całego smaku wywarowi).

   Składniki
* woda (używam przefiltrowanej),
* mięso ( kaczka lub kura z wiejskiej zagrody)
(jeśli jest to wiejska kaczka, często jest ona tłusta, ja taki rosół gotuję na korpusie)- na oddzielny obiad zostawiam udka i piersi!
* włoszczyzna
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
-  pół selera
-  mały por
- mała cebula (obrana i opalona nad palnikiem)
* przyprawy
- kilka ziarenek ziela angielskiego,
- kilka ziarenek pieprzu
- 2-3 liście laurowe
- sól


 Natka pietruszki i świeżo zmielony pieprz do podania


Wykonanie:
    Najpierw szykuję wielki 10 litrowy garnek. Następnie płuczę dokładnie mięso, umieszczam w garnku i zalewam zimną wodą. Dodaję obraną i opłukaną włoszczyznę oraz przyprawy. Włączam palnik na malutki płomyk. Rosół ma "pyrkotać"  czy lekko bulgotać. Kiedy po zagotowaniu na powierzchni zbiorą się "szumowiny" zbieram je z powierzchni. Rosół bulgocze mi na kuchence około 3 godzin. Po skończeniu gotowania rosół przelewam przez metalowe sitko celem usunięcia fafrocli i przypraw. Marchew, pietruszkę i selera kroję na mniejsze kawałki celem podania ich razem z rosołem.


   Rosół podaję z domowym makaronem jajecznym. Daję na talerz również ugotowane w rosole pokrojone na mniejsze kawałki marchew, pietruszkę i selera oraz kawałki mięsa. Dekoruję posiekaną natką pietruszki oraz doprawiam na talerzu świeżo zmielonym pieprzem.


Dodatkowo i więcej o rosole:
 * Mięso ugotowane w rosole wykorzystuję do robienia domowych wędlin czy jako nadzienie do pierogów,
 * Rosół gotuję w wielkim garze (reszta rosołu, która mi zostaje z obiadu jest bazą do innych zup i sosów), przelewam taki rosół do pojemników i zamrażam). Taki zamrożony rosół można przechowywać dłuższy czas.

sobota, 9 lutego 2013

domowy makaron jajeczny

           Kiedyś nie było praktycznie domu w którym nie byłoby zagniatanego makaronu do niedzielnego rosołu. Pamiętam będąc dzieckiem mamę, która taki makaron robiła. Najpierw zagniatała ciasto, później rozwałkowywała na duże cienkie placki, które obsychały czekając na pokrojenie.
  Później nastał czas kupowania makronu w sklepie... Dopiero z czasem po latach.... w mojej kuchni (jak sukcesywnie uczyłam się sama gotować) powstał mój domowy makaron taki jak za czasów dzieciństwa.
  Nie mam nic przeciwko makaronom ze sklepu, jeśli są one przyzwoitej jakości. Ale najczęściej polska krajanka jajeczna kupowana do rosołu ma w składzie (2 jajeczna - 2 jajka na kilogram mąki, 4 jajeczna - 4 jajka na 1kg mąki). 
Makaron jajeczny to makaron składający się z mąki i jajek (na 100g mąki - 1 jajko).
 I to jest prawdziwy makaron jajeczny. A makarony jajeczne ze sklepu to przeważnie makarony, które tylko takie udają.  Bardzo często w składzie takich makaronów są jajka w proszku. Albo w celu podkreślenia  ich wielojajeczności  dodawany jest beta karoten lub indyjska kurkuma (nie ma w niej nic złego, jeśli nie udaje czegoś czym nie jest).
*indyjska kurkuma - przyprawa, rodem z Azji, która nadaje potrawom żółtozłoty kolor.
*beta- karoten - barwnik występujący naturalnie w marchewce.

    Wracając do mojego domowego makaronu jajecznego - jest on robiony z jajek ekologicznych.  Plusem takiego makaronu jest jego smak, który jest nieporównywalny ze smakiem makaronu ze sklepu. Domowy makaron  robię do rosołu lub zupy pomidorowej. Pycha!


              Składniki:
500g mąki plus kilka łyżek (do posypania stolnicy i wałka) oraz do podsypania ciasta jeśli będzie za luźne
5 jajek
ewentualnie 1-2 łyżki wody

          Wykonanie:
Zagniatanie ciasta:
Przesiewam mąkę na stolnicę. Na środku mojego kopczyka robię wgłębienie i wbijam w nie jajka. Następnie zagniatam mąkę do środka.Zagniatam składniki, aż mąka wszystko wchłonie.
Po 10 minutach moje ciasto odkleja się od od rąk i stolnicy - jest gotowe. 
* jeśli ciasto nadal by się lepiło podsypuję mąką, a jeśli jest za gęste robię w cieście dołek i wlewam łyżkę wody.

Dobrze zagniecione ciasto:
* nie lepi się (do stolnicy i do dłoni)
* jest gładkie i elastyczne (czyli przy rozciąganiu kurczy się natychmiast, ale gdyby się go naciskało stawia leciutki opór.

 Rozwałkowywanie ciasta:
   Po zagnieceniu ciasta formuję je w kulkę, kładę na oprószonej mąką stolnicy i przykrywam miską. Zostawiam na 15 minut, aby odpoczęło.
Po tym czasie rozwałkowuje ciasto na cienkie placki i pozostawiam do obeschnięcia na około 10 minut.

Krojenie i gotowanie:
 Najpierw posypuję każdy lekko podsuszony placek mąką i rozcieram ją po ich powierzchni. Każdy placek tnę na prostokąty przez całą ich długość (każdy prostokąt o szerokości około 4cm).  Kładę prostokąty jeden na drugim. I tnę w grubsze nitki Postępuję tak z każdym plackiem.
Taki makaron gotuję 4 minuty jeśli pokroiłam grubszy. Jeśli pokroiłam cieniej półtorej do 2 minut.

  Polecam choć raz spróbować zrobić - bo jak zrobi się choć raz to okaże się to nam mniej trudne niż nam się wydawało. :)

piątek, 8 lutego 2013

pstrąg w płatkach migdałowych

          Pstrąg - to ryba  dostarczająca pełnowartościowego białka, które dorównuje pod względem składu temu zawartemu w mięsie. Jest łatwiej przyswajalne (w 98%) i jednocześnie ma niewiele kalorii. Pstrągi zawierają sporo żelaza, wapnia, magnezu, fosforu, potasu. Dodatkowo zawierają dużo witamin z grupy B (rozpuszczalnych w wodzie). Ale za to mają mniej niż ryby tłuste rozpuszczalnych w tłuszczu witamin: A (jest ona niezbędna dla oczu) czy D (która wraz  z fosforem i wapniem wpływa na wzrost i odnowę komórek oraz kształtuje kościec). Pstrąg to ryba dobra dla osób z problemami układu krążenia.

  Jedzmy więc białe ryby dla urozmaicenia naszego menu.
 Dziś propozycja na podanie pstrąga.
Polecam !
Składniki:
2 mniejsze pstrągi
klarowane masło
ok.100 g płatków migdałowych
ok.4 łyżek maki
pieprz cytrynowy
sól
Wykonanie:
1.Płatki migdałowe prażę na suchej patelni.
2.Pstrągi dokładnie myję, osuszam. Następnie odcinam im łby i kroję na dzwonki.
3.Każdy kawałek doprawiam pieprzem i solą, a następnie każdy obtaczam w mące i migdałach.
4. Smażę na silnie rozgrzanej patelni na klarowanym maśle z każdej strony po około 4 minuty.
5. Wykładam do naczynia, posypuję resztą płatków, które zostały i serwuję.

Ja swoje pstrągi podałam z kolorowym ryżem i marynowanymi ogórkami z chilli i czosnkiem (z mojej spiżarni). :)

czwartek, 7 lutego 2013

tłusty czwartek - pączki nadziewane budyniem z lukrem i kandyzowaną skórką pomarańczową

     Tłusty czwartek - jego geneza sięga starożytności. Był to dzień w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowanie opierało się wtedy na jedzeniu tłustych potraw (szczególnie mięsa oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły jedynie pączki. I nie były to takie pączki jak jadamy dzisiaj. Były to pączki przygotowane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną lub boczkiem. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień.

   A u nas w Polsce dopiero w XVI wieku w ostatnim tygodniu karnawału pojawiały się takie smakołyki jak pampuchy czy racuchy. Tradycja smażenia pączków zjawiła się w XIX wieku. Pączki takie miały w środku ukryty mały orzeszek lub migdał. Szczęśliwiec, który trafił na taki pączek miał się cieszyć powodzeniem i dostatkiem.

 Tłusty czwartek - nazywany również ZAPUSTAMI, MIĘSOPUSTEM lub OSTATKAMI.

 To ostatni czwartek przed wielkim postem i rozpoczyna ostatni tydzień  karnawału. Bo następny czwartek po środzie popielcowej należy już do okresu wielkiego postu podczas, którego chrześcijanie ze względów religijnych (pokutnych) jako przygotowanie do Świąt Wielkiejnocy powinni  zachowywać wstrzemięźliwość jako wyraz umartwiania.

 Wedle tradycji w tym dniu dozwolone jest objadanie się. Zatem aby było wedle tradycji w mojej kuchni dziś smażone są pączki. Tak jak w staropolskim przysłowiu:

"Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, 

a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła"

 
   Przygotowanie w tłusty czwartek tradycyjnych smakołyków jest czasochłonne i pracochłonne, ale naprawdę warto. Bo wszelakie słodkości samodzielnie i pieczołowicie przygotowane smakują najlepiej.  Jeśli  będziemy mieć szczęście nasze smakołyki udadzą się. Natomiast gdy nie wyjdą - cóż następnym razem będzie lepiej -  jeśli mamy wolę do nauki. Inna zaleta domowych pączków  to wiadome, że nie dodajemy polepszaczy i wkładamy w nie całą swoją uwagę. Są bardzo kaloryczne, ale wiemy co zjadamy.
    Pączki staram się upiec raz w roku na tłusty czwartek (po prostu nie przepadamy za nimi).
  Moje pączki są prawie tradycyjne. Nie mają nadzienia z róży (bo nie mam takiej w swojej spiżarni) i nie są smażone na smalcu (nie miałam wytopionego,bo jeśli zdarzy mi się takowego użyć to jest ze zwierząt z domowego uboju).
 Za to nadziałam je domowym budyniem, usmażyłam na oleju rzepakowym. Dodatkowo polukrowałam i posypałam domową kandyzowaną skórką pomarańczową.

Składniki:
600 g maki pszennej (dodatkowo kilka łyżek do podsypania)
250 ml ciepłego mleka
3 mniejsze jajka (z chowu ekologicznego)
70 g cukru
100 g masła (o zawartości tłuszczu min 82%)
20 g świeżych drożdży
pół łyżeczki soli
konfitura do nadziania ( u mnie budyń)
smalec lub olej do smażenia
Wykonanie:
OPCJA I - wyrabianie ciasta ręcznie
   Przesianą mąkę z solą wsypuję do dużej miski. Pośrodku robię wgłębienie i wkruszam drożdże. Drożdże zalewam częścią letniego mleka(tylko nie gorące!), zasypuję dwoma łyżkami cukru i pozostawiam na około 20 minut by "ruszyły drożdże". Po tym czasie dodaję resztę mleka, resztę cukru, jajka i na końcu wystudzony tłuszcz. Wszystkie składniki łączę. Wyrabiam kilka minut do czasu, aż ciasto będzie gładkie. Staram się już nie dosypywać mąki mimo iż ciasto będzie się kleić. Wyrobione ciasto zostawiam w misce oprószonej mąką. Ciasto przykrywam  i odstawiam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości. Zajmie to około półtorej godziny.
OPCJA II - wyrabianie ciasta w maszynie do wypieku chleba
Wszystkie składniki umieszczam w maszynie wg kolejności
płynne
sypkie
drożdże
Nastawiam program do wyrabiania i wyrastania ciasta dough
  W obu opcjach po wyrobieniu i wyrośnięciu ciasta (czy to ręcznie czy w maszynie) ciasto wyjmuję na oprószony blat. Wałkuję na grubość 1 cm i wycinam krążki szklanką. Na każdy krążek kładę nadzienie (u mnie tym razem domowy budyń) i przykrywam drugim krążkiem i zlepiam. Gdy nadziałam w ten sposób nadzienie mi nie wypływało. Następnie po nadzianiu pączków odkładam je na oprószony mąką blat do podwojenia objętości. Pączki nie powinny być przerośnięte tylko dobrze napuszone. Można również formować kulki i nadziewać je dopiero po usmażeniu.
  Po wyrośnięciu smażę pączki w oleju nagrzanym do około 175 stopni po kilka minut z każdej strony. UWAGA! Temperatura oleju nie powinna być zbyt wysoka ponieważ pączki szybko robią się ciemne z zewnątrz, a zostają surowe w środku. Po usmażeniu odsączać na bibułce.
  Jeśli ktoś nie ma wprawy w smażeniu pączków lepiej je nadziewać po smażeniu (szprycą) A w trakcie pieczenia sprawdzać patyczkiem czy już usmażone w środku.

Budyń do pączków :
pół litra mleka
2 żółtka
3 łyżki cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej
  Jedna szklankę mleka zagotować z cukrem. Drugą zmiksować z żółtkami i obiema mąkami i wlać do gotującego mleka. Zagotować i ostudzić - przykrywając folią spożywczą.

Lukier
cukier puder (około szklanki)
woda około (3 łyżek)
  Do cukru wlewam bardzo powoli wodę i mieszam łyżką. Ma powstać pasta. Jeśli lukier będzie za wodnisty zostanie wchłonięty przez pączki.
   Ostudzone pączki lukruję i posypuję domową kandyzowaną skórką pomarańczową

środa, 6 lutego 2013

faworki czy chrust ?

   Jutro tłusty czwartek czyli dzień jedzenia pączków i faworków. Faworki czy może jednak chrust ?
  Obie nazwy funkcjonują od dawna obok siebie. Nazwa faworki to nazwa pochodzenia obcego.Zdaniem  językoznawców pochodzi od słowa faworyta. Faworyta to termin oznaczający nic innego jak kochankę,metresę czyli kogoś apetycznego,pożądanego. A to już niedaleko do określeń dobry i smaczny.  Jeszcze inny wariant pochodzenia nazwy tego wypieku może istnieć od francuskiego słowa faveur, które oznacza wąską wstążeczkę. A więc pochodzenie słowa faworki rozwiązane.
Natomiast nazwa chrust  ma pochodzenie słowiańskie. Kruchy wypiek i jego łamliwość kojarzyła się z  popularnym opałem zbieranym w lesie.
  Pierwsze faworki rzekomo miały być usmażone w piekarni "Fawor" w Poznaniu. Na dodatek wynaleziono je przez przypadek bo początkujący cukiernik wrzucił do oleju wąski pasek ciasta na pączki.

   Niezależnie jaką nazwę nosi ten tłustoczwartkowy wypiek zawsze smakuje równie dobrze. Najsmaczniejsze są oprószone cukrem pudrem.
   A jeśli ktoś nie czuje się pewnie w smażeniu pączków to na tłusto - czwartkowy wypiek faworki są odpowiednie. Są proste w wykonaniu i nie powinny sprawić żadnych problemów.
Składniki:
300g mąki pszennej
4 żółtka
5 łyżek śmietany (gęstej)
jajko
łyżka spirytusu lub octu
szczypta soli
tłuszcz do smażenia (olej lub smalec)
cukier puder do posypania faworków

Wykonanie:
    Do półmiska (małej miski) wkładam wszystkie składniki i mieszam. Ciasto dokładnie wyrabiam i wybijam wałkiem. Stolnicę oprószam mąką, przekładam na nią ciasto, wałkuję ciasto, tak, aby było bardzo cienkie. Następnie ciasto kroję na prostokąty (ok. 3 cm szerokie i ok. 12 cm długie) Jeden koniec każdego przekładam przez nacięty środek i wywijam. Do garnka lub brytfanny wlewam  tłuszcz. Gdy jest gorący wkładam faworki pojedynczo i smażę je z obu stron. Ciastka wyjmuję, odsączam z tłuszczu i lekko oprószam cukrem pudrem.

wtorek, 5 lutego 2013

domowe naleśniki, jak zrobić?

     Naleśniki to danie, które jest proste, pyszne i można je przygotowywać w wielu wersjach (na słodko, słono, ostro). Każdy ma swój sposób na zrobienie ciasta naleśnikowego.Wiele osób robi je na oko. Ja swoje ciasto naleśnikowe nauczyłam się robić - (odmierzając proporcje) jako dwunastoletnie dziecko. Przepis znalazłam na instrukcji obsługi dołączonej do miksera ręcznego i takie robię do dziś. W moim rodzinnym domu powodzeniem cieszyły się naleśniki na słodko z serem, z prażonymi jabłkami (moje ulubione to te z jabłkami). Natomiast w mojej kuchni dla mojego łakomczucha robię najczęściej z białym serem na słodko,z dżemem z wiśni, pomarańczy czy marchwi. Latem robię też kakaowe z bitą śmietaną i owocami sezonowymi. Z naleśników na słono robię z białym serem i szpinakiem. Zapewne zwiększę swoją inwencję twórczą i będą powstawać w mojej kuchni kolejne wersje naleśników i nadzień do nich. Podsumowując naleśniki to danie ,które stwarza nam pole do popisu, a więc co kto lubi i na co mam ochotę.
    Dziś mój przepis bazowy  na ciasto naleśnikowe, a z czasem sukcesywnie na blogu będą się pojawiać moje wersje naleśników (bo co jak co ale naleśniki lubią gościć w mojej kuchni).

Składniki
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka mleka
1 szklanka wody
1 jajko (z chowu ekologicznego)
odrobina oleju lub roztopionego masła do ciasta

 Umieszczam wszystkie składniki w misce (mąkę, mleko,wodę , jajko) i  miksuję albo roztrzepuję trzepaczką. Na koniec dolewam odrobinę oleju lub roztopionego masła do ciasta. Ciasto musi być lejące i gładkie. Odstawiam je na 15 minut do pół godziny żeby odpoczęło. Smażę na dobrze rozgrzanej patelni.
Po usmażeniu nadziewam tym na co mamy ochotę.
 Tak naprawdę sekretem udanych naleśników jest najpierw odstawienie ciasta na minimum 15 minut, aby odpoczęło i dobrze rozgrzana patelnia.

Dodatki do ciasta naleśnikowego (w zależności w jakiej wersji będą naleśniki):
*  odrobina soli do naleśników na słono
*  odrobina cukru do naleśników na słodko
*  kakao
* posiekane zioła np. pietruszka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...